10.08.2016

Moda lubi rozgłos

Na klienta nie można czekać z założonymi rękami. Trzeba na niego zapolować. Taka strategia opłaciła się Martynie Honisz, właścicielce sklepu Moodo.

Droga do sukcesu Martyny Honisz i jej narzeczonego zaczęła się od handlu hurtowego odzieżą outletową. Zlokalizowany w śląskim Lublińcu punkt notował na tyle dobre wyniki, że właściciele zdecydowali się na kolejny krok – otworzyli sklep z markowymi ciuchami. Jego prowadzenie okazało się prawdziwym wyzwaniem.
Poświęcaliśmy bardzo dużo czasu na pozyskiwanie towaru, tworzenie akcji promocyjnych. Cały czas istniała perspektywa, że część towaru się nie sprzeda. Postanowiliśmy więc ograniczyć ryzyko i zdecydowaliśmy się na franczyzę – wspo­mina Mar­tyna Honisz.

Martyna Honisz, właścicielka sklepu Moodo, wraz z narzeczonym Fot. Moodo

Martyna Honisz wraz z narzeczonym prowadzą kilka sklepów odzieżowych w Lublińcu.

Przed­się­bior­cza para nie chciała ogra­ni­czać się ani do jed­nego sklepu, ani nawet do jed­nej marki. Wio­sną w rodzin­nym Lublińcu part­nerzy otwo­rzyli sklep pod szyl­dem Top Secret, a po waka­cjach punkt marki 4 F. Oba w naj­więk­szej gale­rii w mie­ście – Jede­na­stce.
Cały czas jed­nak szu­ka­li­śmy nowych moż­li­wo­ści inwe­sty­cyj­nych. Pod koniec 2016 roku tra­fi­li­śmy na franczyzę Moodo i uzna­li­śmy, że to może być dobre uzupeł­nienie naszego port­fo­lio. Moodo ofe­ruje ubra­nia dla mło­dych, nowo­cze­snych kobiet, a więc zupeł­nie inny asor­ty­ment od tego, który do tej pory sprze­da­wa­li­śmy – tłu­ma­czy Mar­tyna Honisz.

Debiut z przy­tu­pem

Przy­go­to­wa­nia do otwar­cia sklepu zajęły nie­cały mie­siąc. Szyb­kie tempo prac było efek­tem dobrej współ­pracy z fran­czy­zo­dawcą, ale też fak­tem, że i tym razem przed­się­biorcy wybrali loka­li­za­cję w gale­rii Jede­nastka, któ­rej spe­cy­fikę już dobrze znali.
Nasz sklep Moodo ma 79 m2, a koszt jego remontu wyniósł ok. 50 tys. zł. Fran­czy­zo­dawca zgo­dził się na kilka mody­fi­ka­cji w pro­jek­cie, dzięki czemu udało nam się ogra­ni­czyć budżet otwar­cia – opo­wiada Mar­tyna Honisz.
Wyne­go­cjo­wane zmiany przy­nio­sły oszczęd­no­ści, które wła­ści­ciele posta­no­wili prze­zna­czyć na dzia­ła­nia mar­ke­tin­gowe. Wie­dzieli, że atrak­cyjna witryna to za mało, by przy­cią­gnąć klienta do sklepu. Dla­tego od razu po otwar­ciu lokalu wystar­to­wali z kam­pa­nią rekla­mową.
W całym powie­cie poja­wiły się pla­katy i ulotki, a w gale­rii można było spo­tkać hostessy zachę­cające do wizyty w skle­pie. Przed wej­ściem do cen­trum han­dlo­wego umie­ści­li­śmy sta­no­wi­sko didżeja, który rów­nież miał za zada­nie przy­cią­gnąć do nas klien­tów – mówi Mar­tyna Honisz.

Akcja mar­ke­tingowa prze­ro­sła ocze­ki­wa­nia wła­ści­cieli. Do tego stop­nia, że nie­wiele bra­ko­wało, by udany debiut zamie­nił się w „piękną kata­strofę”. Towar scho­dził w takim tem­pie, że jego funk­cjo­no­wa­nie przy pier­wot­nie zało­żo­nym pozio­mie dostaw prze­stało być moż­liwe.       

 – Na szczę­ście po inter­wen­cji kie­row­nika regio­nal­nego Moodo udało się zwięk­szyć zakres dostawy i mogli­śmy spo­koj­nie dzia­łać dalej – mówi Mar­tyna Honisz.

Sieć Moodo liczy 135 salo­nów w Pol­sce, a do końca 2016 roku ma powiększyć się o 25-30 skle­pów. Pow­stają one przede wszyst­kim w gale­riach han­dlo­wych, w miej­sco­wo­ściach powy­żej 25 tys. miesz­kań­ców (tyle mieszka w Lublińcu). Fran­czy­zo­biorca adap­tuje lokal do wytycz­nych Moodo i prze­strzega jego stan­dar­dów eks­po­zy­cji towaru i obsługi klienta. Nie ponosi nato­miast kosz­tów zakupu towaru, a zara­bia na pro­wi­zji od jego sprze­daży. Wła­śnie na depo­zy­tową współ­pracę zde­cy­do­wali się wła­ści­ciele sklepu w Lublińcu.
Fakt, że nie jeste­śmy nara­żeni na ryzyko towa­rowe, znacz­nie uła­twia nam pro­wa­dze­nie biznesu. Dzięki temu możemy sku­pić się na zarzą­dza­niu pra­cow­ni­kami i na pro­mo­cji sklepu – mówi Mar­tyna Honisz.

Fran­czy­zo­biorcy zało­żyli w bizne­spla­nie, że sklep będzie ren­towny przy mie­sięcz­nych obro­tach na pozio­mie 30-40 tys. zł. Już od pierw­szego mie­siąca przy­chody prze­kra­czają pro­gnozy. W osią­ga­niu dobrych wyni­ków pomaga mar­ke­ting pro­wa­dzony przez wła­ści­cieli, ale też dobra współ­praca z fran­czy­zo­dawcą. Wymaga on ciągłego monitoringu skuteczności sprzedaży na podstawie danych z licznika wejść do sklepu. To poprawia efektywność sprzedaży, dzięki czemu sprzedawcy mogą być nagradzani premiami.
Czę­sto korzy­stamy z pod­po­wie­dzi kie­row­nik regio­nal­nej. Doty­czą one m.in. spo­so­bów eks­po­zy­cji towaru w skle­pie, ale też zarzą­dza­nia per­so­ne­lem. Dzięki tym radom wpro­wa­dzi­li­śmy dwu­go­dzinny sys­tem moni­to­ro­wa­nia wyni­ków sprze­daży. Kolejni pra­cow­nicy przez dwie godziny zapi­sują, ile klien­tów wcho­dzi do sklepu i jakie towary udało im się sprze­dać – tłu­ma­czy Mar­tyna Honisz.

Sama cały czas anga­żuje się w dzia­ła­nia mar­ke­tin­gowe. Moodo pozwala fran­czy­zo­bior­com na samo­dzielną reklamę sklepu na Face­bo­oku, a fran­czy­zo­biorcy z Lublińca aktyw­nie z tego korzy­stają, infor­mu­jąc klien­tów o aktu­al­nych pro­mo­cjach i nowych towa­rach. Wysy­łają też SMS-y do klien­tów z bazy danych fran­czy­zo­dawcy.
Pro­mo­cje to ważny ele­ment biznesu odzie­żo­wego. Akcje takie, jak druga sztuka odzieży za pół ceny, nakrę­cają sprze­daż i zachę­cają klien­tów do ponow­nych odwie­dzin sklepu – przy­znaje Mar­tyna Honisz.

W jej przy­padku fran­czyza oka­zała się strza­łem w dzie­siątkę. Ale suk­ces zawdzię­cza wła­snej pracy: nie potrak­to­wała licen­cji fran­czy­zo­wej jak bizne­so­wego samo­graja, przy któ­rym wystar­czy sie­dzieć z zało­żo­nymi rękami i cze­kać na zyski. Wraz z narze­czo­nym już roz­gląda się za kolej­nymi loka­li­za­cjami, w któ­rych można będzie otwo­rzyć salon Moodo.
– A na razie jest duże praw­do­po­do­bień­stwo, że jeśli ktoś kupi ubra­nie w lubli­niec­kiej Jede­na­stce, to wła­śnie u mnie – śmieje się.