06.09.2016

Zamiast korporacji, własny bank

Sławomir Mieszkowski przez wiele lat pracował na etacie w korporacji jako przedstawiciel handlowy. Aż do czasu, gdy dowiedział się, że można otworzyć placówkę Eurobanku.

Sławomir Mieszkowski pracował na etacie w korporacji jako przedstawiciel handlowy. Nigdy wcześniej nie miał do czynienia z branżą finansową i nie zajmował się usługami finansowymi. Na portalu Franchising.pl przeczytał, że Eurobank rozpoczyna budowę sieci partnerskiej. Sławomir Mieszkowski wysłał swoje zgłoszenie, a po kilku spotkaniach z przedstawicielami sieci podjął decyzję o nawiązaniu współpracy z Eurobankiem i uruchomieniu swojej pierwszej placówki bankowej.  Jego bank ruszył w Koszalinie w maju 2007 roku.
To był czas, w którym ludziom bez doświadczenia bankowego dość łatwo było rozpocząć działalność w branży finansowej – wspomina. Ale doświadczenie w sprzedaży bardzo mi się przydało – dodaje.
Największym wyzwaniem było pozyskiwanie klientów. Jak wspomina franczyzobiorca, bank przygotował go do tego, ale on sam również wypracował swoje metody.

Po blisko trzech latach biznes rozwinął się na tyle, że Sławomir Mieszkowski mógł pomyśleć o rozwoju swojej działalności bankowej o kolejne placówki.
Inicjatywa wyszła od banku – wspomina. Franczyzodawca uznał, że poradziłem sobie z pierwszą placówką  i powinienem udźwignąć kolejną. Potraktowałem to jako szansę. Decyzję podjąłem bardzo szybko.
W 2010 roku Mieszkowski objął w zarządzanie  placówki w Bytowie i Białogardzie. W 2012 roku do swojej sieci dołączył punkt w Kościerzynie, a dwa lata później – w Świnoujściu. Najbardziej odległe placówki franczyzobiorcy dzieli ok. 300 km, ale jak mówi, nie stanowi to problemu, ponieważ mieszka w połowie drogi –  w Koszalinie. Nie zmienia to jednak faktu, że rocznie przejeżdża blisko 50 tys. km. – Jak przyzwoity przedstawiciel handlowy – żartuje.

Sławomir Mieszkowski, franczyzobiorca Eurobanku Fot. Eurobank

We wszystkich swoich oddziałach Sławomir Mieszkowski zatrudnia 12 osób (po dwóch doradców na placówkę i dwóch menedżerów, z których każdy dogląda dwóch placówek. On sam zarządza placówką w Koszalinie i swoją małą siecią. Mimo że jest właścicielem pięciu placówek, nie zrezygnował ze sprzedaży.

We wszystkich swoich oddziałach Sławomir Mieszkowski zatrudnia 12 osób (po dwóch doradców na placówkę i dwóch menedżerów, z których każdy dogląda dwóch placówek. On sam zarządza placówką w Koszalinie i  swoją małą siecią. Mimo że jest właścicielem pięciu placówek, nie zrezygnował ze sprzedaży.
Znam franczyzobiorców, nie tylko bankowych, którzy mając kilka punktów koncentrują się na zarządzaniu i rozwoju biznesu, a pracę operacyjną delegują na pracowników i menedżera. Rozumiem ich i szanuję taki model, ale sam nie chcę rezygnować ze sprzedaży, gdyż daje mi ona satysfakcję i pozwala być zawsze na bieżąco z ofertą i regulacjami prawnymi. Dzięki temu wiem, czego oczekuje klient – dodaje.

Każdy robi swoje

Pytany o rynek usług finansowych Sławomir Mieszkowski mówi, że jest to jedna z najbardziej dynamicznych branż. Dodaje też, że to biznes, który wymaga cierpliwości i nie lubi pochopnych, nerwowych decyzji.
Na pewno jest to rynek dla cierpliwych i zaangażowanych. Tu nie można stać z boku, nie wystarczy zainwestować i zająć się czymś innym – mówi. – Albo  angażujesz się osobiście, albo wynajmujesz odpowiedniego menedżera, któremu powierzasz biznes. A i tak, trzeba mieć na wszystko oko. Inaczej się nie da.

Oboje z żoną prowadzą działalność gospodarczą. Podział jest jasny – on zajmuje się placówkami Eurobanku, a żona salonami odzieżowymi (również we franczyzie).  Najważniejsze decyzje podejmują wspólnie.
Na przykład decyzje o otwarciu kolejnych placówek – stwierdza. – Nie robimy niczego na siłę, a propozycje otwarcia kolejnej placówki najczęściej składa nam franczyzodawca. Obecnie rozmawiamy o nowych lokalizacjach, tym razem w mniejszych miejscowościach.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Łukasz Michalak

dziennikarz
Napisz do autora