14.11.2016

W biznesie jak w sporcie

Zarządzanie karierą sportową przypomina zarządzanie małą firmą – mówi Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie sportowym, właściciel klubu sportowego i organizator szkoleń.

Miał pan biznesowe zaplecze, gdy kończył karierę. Od kilku lat istniała już wtedy pana firma marketingowa, zajmująca się m.in. organizowaniem wydarzeń sportowych. Rozkręcała się także marka Walker, działająca w branży odzieży sportowej. Dziś te firmy już nie funkcjonują. Co się stało?
Popełniłem niektóre błędy, które zdarzają się sportowcom aktywnym zawodowo. Wydawało mi się, że można wiele rzeczy robić na dystans, że można start-upowy biznes, jakim była firma Walker, oddać w ręce innych osób, wspólników. Okazało się, że nie do końca tak jest. Uważam, że mój pomysł na własną markę odzieżową był naprawdę ciekawy. Ale zabrakło kontroli nad tym projektem, popełniłem błędy w zarządzaniu. W tym czasie pojawiła się też propozycja z telewizji publicznej – pokierowania projektem utworzenia kanału TVP Sport. Miałem wtedy markę Walker, sklepy sportowe, organizację eventową. Stanąłem przed dylematem: czy poprawiam błędy i rozwijam dalej swoje firmy, inwestując i angażując się w to całkowicie, czy też odpowiadam na zaproszenie korporacji, robiąc coś na większą skalę. Typowa droga zawodowa byłego sportowca to albo trenowanie innych zawodników, albo zakładanie sklepów z akcesoriami sportowymi, próba wprowadzenia na rynek różnych sportowych marek. Pomyślałem wtedy, że taka okazja, jak otwieranie kanału sportowego, może mi się drugi raz w życiu nie przytrafić. W tamtym momencie potrzebowałem też wyzwania – jakkolwiek by to nie zabrzmiało – na miarę olimpijską. Każdy ze sportowców, kończących karierę, ma problem z weryfikacją tego, na co go stać w normalnej rzeczywistości, w tym naszym życiu po życiu. Każdy chce lub musi się sprawdzić. Zrezygnowałem więc wówczas ze swojego small biznesu. Nie dało się połączyć moich zajęć w telewizji z pracą „na boku”. Nie żałuję dziś tej decyzji.

Robert Korzeniowski Fot. arch. Roberta Korzeniowskiego

Prowadząc firmę, popełniłem błędy podobne do tych, które zdarzają się sportowcom aktywnym zawodowo. Wydawało mi się, że można wiele rzeczy robić na dystans, że można start-upowy biznes oddać w ręce innych osób. Okazało się, że nie do końca tak jest.
Robert Korzeniowski

Czego pana nauczyły te nie do końca udane biznesy?
Życia. Wymyślanie i budowanie własnego biznesu, organizowanie zawodów i wydarzeń sportowych, współpracy z różnymi podmiotami – to mnie całkiem nieźle przygotowało także do wejścia do korporacji. Przytomnie wiedziałem, co to znaczy umowa, relacja z inną firmą, z urzędem miasta, kontraktowanie zadań dla kogoś, kontraktowanie marketingu. To mi niebywale pomogło później w życiu.

Ostatecznie jednak to korporacje pana wciągnęły. Po telewizji była m.in. firma brokerska Mentor, a obecnie pracuje pan w grupie Lux Med, zajmując się projektem medycyny sportowej.
Tak, choć nie jest to moje jedyne źródło zarobkowania. Mam umowy marketingowe, współpracuję np. z Coca-Colą. Cały czas prowadzę też własną działalność gospodarczą. Czyli nie jestem na korporacyjnym etacie, ale na samozatrudnieniu. W TVP np. postawiłem warunek, że nie chcę być etatowym dyrektorem. Wolałem umówić się na wykonanie konkretnego zadania, czyli uruchomienie TVP Sport. Taka forma pracy zapewnia mi poczucie niezależności, swobodę w kształtowaniu projektów. Oczywiście, jest to praca w pełnym wymiarze, z zaangażowaniem na 100 proc. Ale samozatrudnienie daje mi ten komfort, że nie mam problemu z prowadzeniem innej działalności społecznej czy niekonkurencyjnej biznesowo. Moim powrotem do small biznesu jest spółka RK Athletics, którą założyłem z dwoma kolegami. To klub sportowy, w którym trenuje się lekkoatletykę. Prowadzimy consulting sportowy. Nasza oferta jest skierowana do dorosłych amatorów oraz dzieci. Naszą ideą są też treningi rodzinne, które pozwalają na przekazywanie przez rodziców dobrych sportowych wzorców dzieciom. Organizujemy zgrupowania, szkolenia, imprezy sportowe.

Tego biznesu dogląda pan inaczej niż poprzednich?
RK Athletics otworzyłem na zupełnie innym etapie życia. Sportowiec, który osiąga sukcesy, a tak było ze mną te kilkanaście lat temu, jest pod wielką presją. Wiele osób chce to wykorzystać, ogrzać się trochę przy tym „blasku”. Czasem trudno odmówić, popełnia się błędy. Teraz nauczyłem się dobierać partnerów, ważyć priorytety.

Od 17 lat organizuje pan też szkolenia dla właścicieli firm, kadry zarządzającej, menedżerów, także początkujących przedsiębiorców. Czego ich pan uczy?
To są kwestie związane z długofalowym zarządzaniem albo własną karierą, albo przedsiębiorstwami, którymi kierują. Uczę ich np. szacunku dla konkurencji. Często podkreślam też zasady, związane z tzw. czujnością lidera. To się często przydarza sportowcom, ale i biznesmenom – wszystko idzie świetnie, więc po co cokolwiek poprawiać, rozwijać. Takie myślenie to jest już początek klęski. Niby oczywiste rzeczy, ale poparte konkretnymi przykładami nabierają innego wymiaru. Często też rozmawiamy o sprzedaży, ciągu na bramkę, rutynie codziennego działania. Sportowcy cały czas przecież powtarzają to samo, te same treningi. Ale to prowadzi ich do konkretnego celu. Ludzie biznesu mają również problemy z zarządzaniem porażką, sukcesem. Boją się nowości. Nie potrafią komunikować się z podwładnymi albo przełożonymi.
Te szkolenia zmieniają się nieco wraz z upływem lat i z nabieranymi przeze mnie doświadczeniami zawodowymi. Kilkanaście lat temu byłem tylko sportowcem, który chciał opowiedzieć jak najlepiej o tym, co robi, i ewentualnie zbudować jakąś paralelę. Ale nie miałem takiej świadomości i wiedzy o tym, co robią moi słuchacze, jak mam dziś. Teraz, z perspektywy 12 lat nie bycia sportowcem, wiem o tym więcej. Jest więc nam do siebie bliżej. Poza tym gdybym cały czas miał tylko opowiadać o starcie w igrzyskach i o tym, jak się czułem, gdy np. zdyskwalifikowano mnie w Barcelonie, to już dawno by mnie to znudziło.

A oczekiwania klientów też się przez te lata zmieniły?
Coraz rzadziej na szczęście ktoś oczekuje, że będę po prostu maskotką jakiegoś wydarzenia. Zresztą nigdy się na to nie zgadzałem i radykalnie odmawiałem. Nigdy niczego nie „uświetniam” swoją obecnością. Dlatego zacząłem robić rzeczy niezwiązane ze sportem, by nie być wiecznie facetem pokazywanym wszędzie jako „były sportowiec”.

Rozmawiała Monika Wojniak-Żyłowska

Fragment wywiadu opublikowanego w numerze 9/2016 miesięcznika "Własny Biznes FRANCHISING".

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Własny Biznes FRANCHISING Nr 9/2016 (139)

 
Okładka WBF 139 wrzesień 2016, Robert Korzeniowski

Chcesz mieć elastyczny czas pracy i duże zarobki? Załóż firmę i zostań swoim szefem. Prezentujemy pomysły na biznes dla kobiet. Ponadto otwieramy pizzerię, portal internetowy, biznes taksówkarski, biuro ubezpieczeń i firmę ogrodniczą. Publikujemy 10 pomysłów na sklep spożywczy znanej marki. W numerze bilet na Targi Franczyza gratis!

Więcej informacji

Cena netto
6,94 zł
VAT
0,56 zł
Cena brutto
7,50 zł

PRENUMERATA miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING

 
Prenumerata Własny Biznes

Zamawiając roczną prenumeratę otrzymujesz niższą cenę niż w kiosku. Prenumerata kosztuje tylko 39 zł i obejmuje 12 wydań miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING. Magazyn jest wysyłany co miesiąc pierwszego dnia sprzedaży prosto do Twojego domu, a przesyłka nic Cię nie kosztuje.

Więcej informacji

Cena netto
36,11 zł
VAT
2,89 zł
Cena brutto
39,00 zł