26.12.2017

Da się zarobić na błędach

Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać. Szczególnie jeśli jest przedsiębiorcą.

Koniec roku, czas zadumy i podsumowań. W życiu prywatnym, ale i w biznesie. Ile z tego, co założyliśmy, udało się zrealizować? Ile planów wzięło w łeb? Które decyzje okazały się strzałem w dziesiątkę, a gdzie popełniliśmy błędy? Ile było sukcesów, a co można było zrobić lepiej? Nie każdy ma to szczęście, by swój prywatny kwestionariusz wypełnić samymi plusami. A są i tacy, dla których mijające 12 miesięcy przyniosło więcej upadków niż wzlotów. Paradoksalnie, być może to właśnie oni mają więcej powodów do radości, aniżeli ci syci, którym fortuna sprzyjała.

Grzegorz Morawski, redaktor portalu Franchising.pl i miesięcznika Fot. PROFIT system/Marek Relich

Panteon gigantów biznesu, sztuki i sportu pełen jest postaci, które musiały przełknąć gorycz porażki, nim zapisały się w historii i zdobyły bogactwo. Dlaczego? Bo potrafiły przeanalizować błędy i spróbować jeszcze raz, inaczej.
Grzegorz Morawski, redaktor „Własny Biznes FRANCHISING”

Panteon gigantów biznesu, sztuki i sportu pełen jest postaci, które musiały przełknąć gorycz porażki, nim zapisały się w historii i zdobyły bogactwo. Dlaczego? Bo potrafiły się podnieść, przeanalizować błędy i spróbować jeszcze raz, inaczej. Nigdy nie porzuciły nadziei na sukces. Henry Ford, zanim stworzył ikonę światowej motoryzacji, musiał pogodzić się z plajtą dwóch swoich firm, a w międzyczasie jeszcze wyleciał z trzeciej, bo pokłócił się ze wspólnikami. Stephen King, dziś najbogatszy pisarz globu, wyrzucił do śmieci swoją pierwszą powieść po tym, jak kilka wydawnictw odprawiło go z kwitkiem. Gdyby nie żona autora, która wyciągnęła rękopis z kosza, być może nigdy nie usłyszelibyśmy o Carrie i kilku innych budzących grozę postaciach. Walta Disneya wyrzucono z gazety, bo naczelny uznał, że brakuje mu wyobraźni i dobrych pomysłów. Jeff Bezos, zanim odniósł spektakularny sukces z Amazonem, musiał pozbierać się po upadku jego prototypu – portalu aukcyjnego zShops.

Badania pokazują, że osoby wierzące w sukces podchodzą do celów jak do zadań, które trzeba wykonać. Skupiają się na możliwościach i szansach, nie zaprzątając sobie głowy tym, co może pójść źle. A nawet kiedy natrafiają na trudności, potrafią z łatwością wytyczyć sobie inne cele i podążyć nową ścieżką. Właśnie takim osobom łatwiej jest zakładać nowe firmy i realizować ambitne biznesowe plany. Ktoś, komu w tym roku nietrafione inwestycje zdarzały się częściej niż dochodowe kontrakty, powinien mimo wszystko w takim stanie rzeczy poszukać pozytywów. Uczyć się, a przez to stawać lepszym, można tylko dzięki porażkom. Sukces rozleniwia. Osiągając go, trzeba mieć się na baczności, by nie spocząć na laurach i nie zostać w tyle za konkurencją. Tymczasem błędy i chybione pomysły są wręcz naturalną konsekwencją podejmowanych działań. Nie myli się tylko ten, kto nie próbuje. Oczywiście, w biznesie uczenie się na błędach kosztuje więcej niż na jakimkolwiek szkoleniu, a poważniejsze pomyłki mogą nawet najbardziej upartego gracza wysadzić z siodła na dobre. Ale mniejsze tylko przybliżają to upragnionego sukcesu. Dlatego warto wyciągać wnioski nie tylko z własnych, lecz także z cudzych potknięć. (Niczym innym przecież jak właśnie nauką na cudzych błędach jest prowadzenie firmy na licencji franczyzowej. Gwarancji sukcesu nie ma, ale jego prawdopodobieństwo znacznie rośnie!).

Niech zatem porażek z roku na rok będzie coraz mniej. Te, które się pojawią, traktujmy jak lekcje. A w trudnych chwilach powtarzajmy za Hemingwayem, że człowiek nie jest stworzony do klęski. Pokonać go nie można.