09.04.2008

Supermarket – biznes dla par

– Otwierając spożywczy Intermarche, trzeba wyłożyć 350 tys. zł lub 20 proc. całej inwestycji. Moim zdaniem to niewiele, skoro ta kwota daje prawo do kierowania sklepem z wielomilionowymi obrotami. Te 350 tys. zł nie są opłatą licencyjną, wracają do spółki inwestora jako wkład kapitałowy – mówią Krzysztof i Bożena Kornaccy, franczyzobiorcy sklepu Intermarche w Pułtusku.

To, co najmocniej przekonało mnie i żonę do zainwestowania w Muszkieterów, to duże bezpieczeństwo inwestycji, dobrze zorganizowana logistyka w sieci i wsparcie, jakie franczyzobiorca uzyskuje od centrali – opowiada Krzysztof Kornacki. – Oto kilka prostych przykładów: co tydzień otrzymujemy nową gazetkę promocyjną, mamy opracowaną ze szczegółami strategię sprzedażową i wsparcie merchandisingowe. Jako samodzielny sklep do tych rozwiązań dochodzilibyśmy latami, w Intermarche mamy je od pierwszego dnia funkcjonowania sklepu.

Krzysztof i Bożena Kornaccy, franczyzobiorcy sklepu Intermarche w Pułtusku

Historia biznesowa państwa Kornackich sięga początku kapitalizmu w Polsce: przyszli do Muszkieterów z branży fonograficznej. W 1989 roku założyli w podziemiach Dworca Centralnego w Warszawie dwa sklepy z płytami i kasetami.

- Od zawsze czuliśmy sie dobrze w handlu, a branża muzyczna była nasza pracą i hobby. Niestety, pod koniec lat 90., a szczególnie już od 2000 roku dało się zauważyć zmniejszające się zainteresowanie klientów. Z jednej strony, na niższych poziomach cenowych zaatakowały nas hipermarkety, a na wyższej półce – rozwijająca się sieć EMPiK-ów, gdzie asortyment był najszerszy. Jednak najmocniejszy cios zadał internet umożliwiający darmowe ściąganie muzyki. W porę zdecydowaliśmy więc, że sprzedajemy lokale i zakładamy nową działalność. Po przejrzeniu ofert franczyzowych zgodnie wybraliśmy supermarkety spożywcze Intermarche – kontynuują opowieść Kornaccy.

Własność i zarządzanie

Bezpieczeństwo biznesowe oparte na stałym przepływie know-how to podstawowa zaleta najlepszych sieci franczyzowych, obecna m.in. w umowie franczyzowej Muszkieterów i McDonald’sa. Jak twierdzą franczyzobiorcy Intermarche z Pułtuska, Muszkieterowie mają jednak coś jeszcze, czym przewyższają nawet McDonald’sa. Po przystąpieniu do sieci inwestor zyskuje realny wpływ na zarządzanie całą grupą, a nie tylko swoim sklepem. Po pół roku od startu supermarketu, (w tym czasie para aderonów ma się skupić tylko na rozwoju nowego punktu) franczyzobiorcy otrzymują, w ramach programu „trzecia część”, funkcje zarządcze w centrali. Przeznaczają na nią 1/3 czasu zawodowego.

Istotą działania naszej sieci franczyzowej jest realny wpływ franczyzobiorców na decyzje strategiczne w Grupie – twierdzi Bożena Kornacka. – Dalej, jeśli dwa lata z rzędu mój i męża supermarket będzie generował zysk, będziemy mieli prawo do wykupu udziałów we francuskiej spółce, zarządzającej całą międzynarodową siecią! Da nam to prawo do uczestniczenia w głosowaniach i decydowaniu o przyszłości grupy zakupowej o obrotach wynoszących prawie 33 mld euro. Dodatkowo na rynku lokalnym zyskamy prawo do kolejnych otwarć.

Lepiej być parą

Każdy market w Grupie, zarówno pod szyldem Intermarche, jak i Bricomarche (supermarket z branży „dom i ogród”) działa w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, która zarejestrowana jest w miejscu prowadzenia działalności i tutaj też odprowadza wszelkie podatki. Źródłami dochodu franczyzobiorcy są: zysk uzyskiwany przez supermarket oraz praca zarządcza wyceniana jako pewien procent od obrotów generowanych przez sklep. Atrakcyjność warunków zmusza grupę Muszkieterów do uważnej weryfikacji zgłaszających się kandydatów na przedsiębiorców. Preferowane są pary, które gwarantują, że supermarket będzie rodzinnym interesem. Atutem jest doświadczenie w handlu, choć grupa nie zamyka drogi innym zawodom.

Kandydat na Muszkietera, po wstępnym zaakceptowaniu przez komisję weryfikacyjną, odbywa półroczne szkolenie. Zaraz po ukończeniu nauki może otwierać sklep: wybiera jedną z wielu lokalizacji na terenie kraju, specjalnie przygotowanych do otwarcia.

Naszym wymarzonym projektem był Pułtusk, miasto najbliżej Warszawy, w której mieszkaliśmy – mówią Kornaccy. – To wymusiło jeszcze jeden rok czekania. Ale warto było, bo mamy, co chcieliśmy mieć. W powiecie pułtuskim mieszka 50 tysięcy osób, w samym Pułtusku 16 tysięcy, a to daje potencjał. Ten dodatkowy rok przeczekaliśmy zatrudnieni na etatach, były to zwykłe prace na przeczekanie. Od stycznia do listopada 2007, kiedy nastąpiło oficjalne otwarcie, rzuciliśmy się już w pełni w wir przygotowań, były to tzw. wewnętrzne działania na start: komisje, przetarg budowlany w maju, a w czerwcu ruszyła budowa.

Biznes z pomysłem na życie

O sukcesie franczyzobiorcy systemu Muszkieterów decyduje przedsiębiorczość aderona i lokalizacja – tłumaczą Kornaccy. – W naszym nowym sklepie po pięciu miesiącach od otwarcia sprzedaż ciągle rośnie, udało nam się pozyskać dużą grupę stałych klientów reagujących na promocje i niskie ceny. Jesteśmy więc zadowoleni z postępów.

W okolicy Pułtuska znajduje się dużo ubojni, które prowadzą w mieście firmowe sklepy. Dla supermarketu mięso to ważny składnik codziennego obrotu. Na rynku warto konkurować jakością mięsa, to jedna z najważniejszych kategorii dla klienta w ocenie wizerunku sklepu.

Do Intermarche codziennie przychodzi transport świeżych półtusz, które na miejscu, na bieżąco są rozbierane i przygotowywane do handlu. Chwalimy się tym i widzimy już pierwsze efekty – mówi Bożena Kornacka. – Sklepy Muszkieterów są bardzo ładne wewnątrz. Klientów przyzwyczajonych do żałosnego standardu dyskontów trzeba powoli przekonać, że u nas w przypadku dużej części asortymentu jest taniej niż w dyskoncie. Z wizją delikatesów będziemy więc walczyć megapromocjami. To zadanie na najbliższe miesiące.

Zarządzanie supermarketem daje dużą satysfakcję z dobrze wykonanej pracy. To jest też ciekawy sposób na życie – kończy Krzysztof Kornacki.

Arkadiusz Słodkowski