09.09.2009

Na kryzys: TAO pucybuta

Stopy nie mają dobrej prasy. Są gdzieś na dole, ciągle się brudzą i pocą.

Zajmowanie się czyszczeniem cudzych stóp to kulturowy symbol podporządkowania i hołdu. Do zawodu pucybuta trzeba więc najpierw przekonać siebie, żeby przekonać choćby rodzinę. Jakaś zgrabna filozofia jest tu potrzebna, żeby nie powiedzieć konieczna. Znaleźliśmy Pucybuta, który naszym zdaniem podjął to wyzwanie.

Pucybut na swoim miejscu

- Dla mnie to piękny zawód - powiedział nam Michał Cieślak, pucybut z warszawskiej Galerii Mokotów, kiedy usiedliśmy wyczyścić u niego lakierki. - Mam do czynienia z prawnikami, lekarzami, dyplomatami. Moim zdaniem właśnie z nimi, a nie z ich butami. Buty to tylko pretekst do rozmów. A te na koniec dnia pracy dają mi poczucie towarzyskiego spełnienia. Ostatnio rozmawiałem z ambasadorem Norwegii o jego wyjeździe na Syberię. A jeszcze niedawno to ja byłem elektrykiem i mogłem sobie co najwyżej pogadać z działem technicznym o awariach. Mam emocjonalne poczucie awansu społecznego. Pochodzę z rodziny samotników, a tu spotyka mnie możliwość rozmowy z tyloma osobami. Dla mnie to okazja na rozwój.

Michał Cieślak jest najbardziej medialnym przedstawicielem swojego zawodu. Naliczyliśmy o nim kilkadziesiąt wycinków prasowych. Ostatnio występował w TVN 24 komentując wygląd butów znanych polityków. Michał Cieślak, czyścibut warszawski, z zawodu jest elektrykiem – kilkakrotnie był na bezrobociu, w przerwach dorabiał w piekarni. Kiedy zostawał pucybutem, akurat był bez pracy. Do czyszczenia butów przekonał go tłum osób, który codziennie przewala się przez galerię handlową.

- Było dla mnie oczywiste, że tu front robót nigdy się nie skończy. A przecież buty można przeczyścić nie tylko na nogach, można też siatkę butów dostać w serwis. A to dodatkowo poprawia obroty - mówi.

Jestem silny siłą stoika

Czy musiał się jakoś przemóc do zawodu?

- Odporność psychiczna jest konieczna - odpowiada Cieślak. - Wielu z nas nie wytrzymywało nacisku rodziny, która odradzała.

Kiedyś sieć pucybutów straciła całe stanowisko pracy, bo jeden z czyścicieli tak mocno odreagowywał w barze, że szefowa znalazła go dopiero dwa dni potem na odwyku. Tron, pasty i szczotki przepadły bez wieści.

- Moim zdaniem lepiej księciu czyścić buty niż przez pole kable ciągnąć - komentuje Cieślak.

Kiedy czyści buty, wyraźnie lepiej mu się opowiada.

- Piękno mojej usługi polega na tym, że przeczyszczam buty osobom wyżej w hierarchii, a rozmawiam z nimi jak równy z równym, choć z pozycji pochylonego nad pantoflem. Matka trochę mi odradzała, ale jak zobaczyła mnie w TV, w gazetach, pokazałem jej stałe dochody, musiała zaakceptować. Teraz zarabiam 30 procent więcej niż w najlepszych latach elektrykowania, a tu mam jeszcze pewność dochodów. Środowisko rodzinne zazwyczaj neguje to miejsce pracy. Wśród znajomych nie pcham się na afisz z informacją, gdzie pracuję albo co robię. Obaj z bratem jesteśmy pucybutami, mamy wspólny front jedności przeciw rodzinnej krytyce. Ja byłem trzy razy na bruku i rodzina nie załatwiła mi żadnej pracy. Więc dziś mam siłę odeprzeć podśmiechujki.

Zdaniem Cieślaka pucybutom najczęściej dokucza młodzież. Ma poczucie przewagi, a przecież jutro ci ludzie mogą być bezrobotnymi elektrykami, a nawet bezrobotnymi prawnikami. Czasem chce się im odgryźć, ale nie robi tego, bo ma poczucie swojej wartości.

Podobno część klientów gra nie fair i sprawdza wytrzymałość pucybuta siadając na tronie w butach doszczętnie upapranych albo odwrotnie - w czystych adidasach. Wtedy pan Michał z nieprzeniknioną twarzą wykonuje usługę. W końcu czystym butom też należy się zastrzyk konserwacji.

Zawiłości zawodu

Według warszawskiego czyścibuta czterdzieści procent klientów przychodzi do niego sama, resztę musi grzecznie namówić. Mówi wtedy: ”Wylansuję panu buty, a prestiż panu wzrośnie”.

- Podczas usługi można delikatnie spytać klienta na temat ogólny: gdzie mieszka, jaki ma zawód. Pucybut jest kotwicą psychologiczną dla klienta - opowiada Cieślak. - Dlatego z naszych usług często korzystają osoby w delegacji. Nie mają towarzystwa na miejscu, przychodzą więc porozmawiać i jednocześnie buty przeczyścić. Sam nie wiem, z którego powodu bardziej.

Pucybut jak każda firma usługowa reaguje na koniunkturę gospodarczą.

- Jak zbiedniały mężczyzna idzie na randkę, to kwiaty musi kupić, ale brudnych butów nie musi już czyścić - mówi Cieślak.

O swoim sukcesie pucybut decyduje nie sam, wpływ ma też administracja centrum handlowego, która może dać lepsze lub gorsze miejsce.

- Kiedyś stałem przy kinie, tam było beznadziejnie, ciągle zapędzeni ludzie, za dużo młodzieży, teraz jestem przy windzie, gdzie ludzie muszą się zatrzymać i jednocześnie obok kawiarni, gdzie przychodzi więcej moich klientów.

Czyściciele konkurują między sobą o stałych klientów. Zdarzają się miesiące, kiedy aż 80 procent klientów jest jednorazowych, oni więcej nie wrócą. A biznes da się oprzeć tylko na stałych.

Pucybut nie rozmawia o kochankach

- Miałem szkolenie na temat marketingu i motywacji do pracy - opowiada Cieślak. - Szefowa sfilmowała moją pracę, a ja z innymi pucybutami wzajemnie ocenialiśmy się i poprawialiśmy jakość obsługi. Pokazywaliśmy własną technikę czyszczenia butów, bo każdy nawet pastę nakłada inaczej.

Dzięki szkoleniu pan Michał zredukował wadę, jaką była skłonność do rozmowy na tematy osobiste. Teraz wie, że pucybut nie barman, nie powinien rozmawiać o żonie i kochankach, jego dialog z klientem powinien kluczyć wokół butów i tematów związanych – wkładek, skarpet itp.

- Teraz zawsze zaproponuję klientowi przyniesienia butów w siatce do wyczyszczenia. To działa i mam więcej pracy! - mówi Cieślak. - Pucybut nie może być bierny, powinien z klientem rozmawiać: może nawet pozwolić sobie na krytykę, czasem mówię: „Te buty czyszczę po raz ostatni. Czas kupić nowe”.

A jak wygląda przygotowanie do zawodu?

- W naszym zawodzie szkolimy się 3 dni - odpowiada pan Michał. - Po miesiącu praktyki poczułem się pewnie, czyściłem i pastowałem jak trzeba. Najlepsza praktyka to życie. Przez miesiąc pracy w galerii wszystkie rodzaje skór się obrobi. W zawodzie najbardziej zużywają się kolana. Kucałem miesiąc i mi wystarczyło. Teraz mam stołeczek wędkarski obszyty na czarno, żeby pasował.

Kobiety są trudne

Zdaniem Cieślaka mężczyzn łatwiej namówić na wyczyszczenie butów, najlepiej jak są sami, bez kobiet. Jeśli są razem, to zawsze gdzieś się spieszą, panie chcą już wejść do sklepu, dodatkowo mężczyzna nie chce się przed kobietą przyznać, że ma brudne buty.

- Trochę nawet konkuruję z kobietami - mówi pan Michał. - Nie dość, że ładne kobiety rzadko uczestniczą w usłudze, to jeszcze odciągają kapitał mężczyzny do najbliższej perfumerii.

Kobiety przynoszą buty do czyszczenia w siatce, zwłaszcza od kiedy na tablicy umieścił informację, że jest taka możliwość.

- Wydaje mi się, że kobiety peszy usługa na oczach ludzi - obstawia czyściciel. - A może wstydzą się, gdy obcy mężczyzna manipuluje przy ich nogach?

Mądrość Rockefelera: „od pucybuta do milionera”

- W moim zawodzie liczy się pewność obsługi co najmniej 10 klientów dziennie, w każdym razie ja nie marzę o milionach - mówi Cieślak. - Dla mnie bogactwo to brak strachu, że zabraknie klientów.

Co Pucybut myśli o przyszłości?

- Że nie będzie kucał do 70-tki - mówi Cieślak.

I mówi to bez złości. Nie chce uciekać od zawodu, wręcz przeciwnie – myśli o założeniu szkoły pucybutów z dyplomami i stworzenie sieci.

Jakie jest marzenie Pucybuta?

- Znaleźć się w Nowym Jorku. Chciałbym stanąć na ulicy i poczyścić Amerykanom buty, oni to doceniają, to epicentrum pucybuctwa.

Buty wyczyścili: Arkadiusz Słodkowski, Marcin Kaleta