09.09.2009

Biznesmeni nurkują przed telewizorem

Podobno nurkują, podglądają ptaki i kolekcjonują starodruki. To nieco wyidealizowany obraz polskiego biznesmena. Wielu z nich, gdy wreszcie ma chwilę wolnego czasu, po prostu pada przed telewizorem. Polscy biznesmeni mają wiele zainteresowań, lecz nie zawsze mają na nie czas.

Polski biznesmen, przedsiębiorca czy menedżer jest bardzo zapracowany. Pięć dni w tygodniu, od rana do późnej nocy, spędza w firmie. Podpisuje kontrakty, wymyśla strategie, pozyskuje klientów, sprzedaje, kupuje. W tym czasie ciężko namówić biznesmena do zwierzeń, zwłaszcza na tematy nie związane z życiem zawodowym. Po wielokrotnych próbach i namowach niektórzy wreszcie się godzą.

– Tak naprawdę, to w ogóle nie mam wolnego czasu – mówi Dariusz Miłek, założyciel i szef firmy obuwniczej CCC, jeden z najbogatszych Polaków. – Pracuję bardzo dużo, codziennie od 6.30 do 20.30. Gdy wracam do domu, nie mam już sił na zbyt wiele. Najchętniej padam na sofę i odpoczywam. Lubię wtedy pooglądać telewizję.

Inni biznesmeni też nie mogą pozwolić sobie na wiele. Mariusz Drzewiecki, menedżer ds. kredytów hipotecznych z Citibanku bez ogródek przyznaje, że praca wypełnia większość jego aktywnego życia od poniedziałku do piątku.

– Gdy wracam do domu, nie myślę o hobby, staram się jak najwięcej czasu poświęcić żonie i dwóm córkom – opowiada.

Podobne doświadczenia ma Janusz Palikot, z wykształcenia filozof, jeden z najbogatszych Polaków, do ubiegłego roku właściciel Polmosu Lublin. Obecnie poseł Platformy Obywatelskiej.

– Od ośmiu lat mój wolny czas ograniczał się jedynie do sobót i niedziel – przyznaje poseł PO. – Tak było, gdy pracowałem zawodowo. Od chwili, gdy zająłem się wyłącznie polityką, wolnego czasu jest troszkę więcej. Staram się nie kończyć pracy później niż w godzinach 18-19, choć sejmowe posiedzenia czasem burzą moje plany.

Zapracowany jest też Piotr Kociołek, dyrektor MultiBanku.

– W tygodniu wracam do domu bardzo późno, dlatego pojęcie „wolny czas” od poniedziałku do piątku jest mi raczej obce – opowiada.

Andrzej Walczak, jeden z założycieli firmy Atlas słynie z tego, że niechętnie rozmawia z dziennikarzami o swojej firmie, a tym bardziej o życiu prywatnym.

– A co to w ogóle jest wolny czas? – denerwuje się. – Nie umiem sobie tego wyobrazić. A pan jest w stanie odpowiedzieć? – pyta.

Współwłaściciel firmy produkującej m.in. kleje do glazury stara się odwrócić zainteresowanie od swojej osoby. Prowadzi filozoficzne rozważania o czasie, podróżach, książkach i sztuce. Zajmuje rozmówcę anegdotą o buddyjskim mnichu, który zapytany o wolny czas zdziwił się, bo pojęcie wydało mu się niezrozumiałe. I na zadane pytanie nie odpowiada.

– Jak będę kiedyś miał wolny czas, to pojadę do Warszawy. Jednak na razie się nie wybieram – kończy Walczak.

Wśród biznesmenów wyjątkiem wydaje się być Sławomir Miłow, dyrektor generalny francuskiej sieci salonów fryzjerskich Jean Louis David, który przyznaje, że ma dużo wolnego czasu. Poświęca go swoim zamiłowaniom: przerabianiu starych samochodów i podróżom. Szef sieci salonów nie chodzi do kina, bo szkoda mu czasu na marne produkcje. Chętnie za to czyta dobre książki np. autorstwa Kundery, Remarque`a, Vonneguta.

W zdrowym ciele zdrowy duch

Kiedy polski biznesmen wygospodaruje trochę wolnego czasu, na pierwszym miejscu jest odpoczynek, a zaraz potem sport. Jak podkreślają sami menedżerowie, aktywność fizyczna pozwala nie tylko na odstresowanie po ciężkim tygodniu pracy, ale też zachowanie dobrej kondycji fizycznej.

Polscy biznesmeni, co ciekawe, nie uprawiają piłki nożnej. Lubią natomiast narciarstwo (zarówno alpejskie, jak i biegowe), pływanie, siatkówkę, kolarstwo. Wbrew opiniom kolorowej prasy, żaden z naszych rozmówców nie uprawia dyscyplin uznanych za elitarne i prestiżowe np. golfa czy tenisa ziemnego.

– Wybór dyscypliny zależy od pory roku – mówi Janusz Palikot. – Zimą dominują narty. Wyjeżdżam w góry tak często jak tylko się da. Zazwyczaj wybieram Alpy francuskie, szwajcarskie, włoskie – wylicza.

Narty biegowe wybrał Piotr Kociołek.

– Biegam, czasami rano przed pracą gdy jest śnieg i warunki pozwalają – mówi dyrektor MultiBanku. – Wybieram się do lasu, blisko mojego domu. Latem narty zastępuję narto-rolkami, które stanowią ciekawe urozmaicenie codziennych treningów.

Wciąż popularny jest jogging. Na tę formę aktywności często decyduje się poseł Palikot.

– Biegam, gdy jestem na Suwalszczyźnie, gdzie mam dom – opowiada. – Wspaniałe lasy, wspaniałe powietrze. Jogging to według mnie recepta na doskonały relaks i poprawienie kondycji.

Jednak popularny jogging coraz częściej wypierany jest przez nordic – walking, czyli szybki marsz, do którego używa się kijków.

– To doskonała zabawa, ale i też gwarancja poprawienia kondycji – zachwala Piotr Kociołek. – Obok „nordyckiego chodu” lubię tradycyjne, piesze wycieczki pod malowniczych Tatrach lub Beskidach. W zimie buty trekkingowe zamieniam na snowboardowe i deskę.

Dla wielu menadżerów sport jest nie tylko dobrą zabawą i sposobem na zwalczanie stresu. Niektórzy traktują sport podobnie jak biznes. Mogą się bowiem sprawdzić i być najlepsi. Mariusz Drzewiecki od szóstego roku życia trenował pływanie. Rywalizacja w basenie bardzo pomogła mu w praktyce zawodowej.

– Regularnie trenowałem pływanie od przedszkola aż do zakończenia studiów – mówi menedżer Citibanku. – W wodzie nauczyłem się rywalizacji i zmagania się z konkurentami. Basen nauczył mnie zwyciężać i podnosić się po porażkach. Dlatego pływanie jest moją ulubioną dyscypliną. Uwielbiam wskoczyć do wody i przepłynąć kilkadziesiąt długości, nie tylko po to by się zmęczyć, ale i nabrać sił do pracy i motywacji.

Podobnie jak Drzewiecki związany jest z wodą i basenowym słupkiem, tak Dariusz Miłek przywarł do rowerowego siodełka. W młodości biznesmen był kolarzem i tę pasję pielęgnuje do dziś.

– Choć na co dzień nie mogę pozwolić sobie na jazdę, to raz w roku oddaję się mojemu hobby bez reszty – opowiada twórca CCC. – Podczas trzytygodniowych wakacji we Włoszech, każdego dnia po kilka godzin spędzam na siodełku. Jeżdżę, tak jak wielu Włochów, na rowerze szosowym, delektując się krajobrazem, przyrodą i ciepłem.

To zamiłowanie do rowerów i sportu przełożyło się na sponsorowanie przez firmę Miłka kolarskiej zawodowej grupy CCC – Polsat oraz pierwszoligowego koszykarskiego zespołu żeńskiego CCC Polkowice.

W 80 dni dookoła świata

Wspólną cechą dla wielu przedsiębiorców jest zamiłowanie do podróży. Duże możliwości finansowe sprawiają, że polskich menedżerów stać na dalekie wojaże i odkrywanie miejsc wciąż jeszcze niedostępnych dla przeciętnego Polaka.

– Razem z moimi synami byłem m.in. w Chinach i Australii – opowiada Janusz Palikot. – Cel corocznych wypraw uzależniony jest od aktualnych zainteresowań moich synów. W Australii przebijaliśmy się przez busz, spaliśmy w namiotach, a w Chinach zdobywaliśmy Chiński Mur. Taka wycieczka zabiera nam zazwyczaj 3-4 tygodnie. W tym czasie poznajemy kulturę, zabytki, kuchnię, ale też staramy się być aktywni. Stąd przejścia przez busz czy spływy rzekami.

Poseł bardzo często jeździ też do Włoch, bo kocha tamtejszy klimat, sztukę i kuchnię.

– Jednak nie wybieram się na Półwysep Apeniński latem – zastrzega. – Wolę Italię odwiedzać wczesną wiosną lub zimą. Co roku właśnie zimą jestem w Wenecji. Wtedy to jedno z najpiękniejszych miast na ziemi odbieram jeszcze bardziej intensywnie. Zachwycają mnie zabytki, ulice, ludzie. Podróżuję też po Toskanii. Odwiedzam malownicze posiadłości, winnice, kościoły.

Włochy to również ulubione miejsce Dariusza Miłka. Nad jeziorem Garda w północnych Włoszech ma swój dom. W posiadłości spędza z rodziną coroczne, trzytygodniowe urlopy.

– Wtedy nadrabiam wszelkie zaległości – opowiada właściciel CCC. – Czytam, spędzam czas z bliskimi, uprawiam sport albo stale majsterkuję w domu.

Egzotyczne wyprawy nie są też obce Mariuszowi Drzewieckiemu.

– Największe wrażenie zrobił na mnie Meksyk – opowiada bankowiec. – Niesamowita, niemalże bajkowa fauna i flora. Z drugiej strony olbrzymie kontrasty. Wielkie bogactwo przeplatające się z niebywałą nędzą. Nie zapomnę też granicy meksykańsko-amerykańskiej, drutów kolczastych, zasieków i setek Meksykanów czekających na okazję do ucieczki.

Piotr Kociołek cele swoich wypraw uzależnia od czasu, jaki na nie ma.

– W długie weekendy zwiedziłem do tej pory europejskie stolice: Paryż, Rzym, Londyn – opowiada. – Wakacje miło jest spędzić w Skandynawii, Szkocji, Hiszpanii czy na Krecie. Podczas wyjazdów staram się realizować moje hobby. Odwiedzam galerie sztuki, pływam, podziwiam architekturę, fotografuję ptaki niespotykane w naszym regionie, korzystam z czystego morza.

Dalekie wyprawy pasjonują również Sławomira Miłowa, dyrektora generalnego francuskiej sieci salonów fryzjerskich Jean Louis David. Jak sam mówi poza granice Polski wyjeżdża bardzo często. Do tej pory nie odwiedził jedynie Australii oraz Antarktydy. Podczas wypraw najwięcej uwagi przykłada do poznania życia rdzennych mieszkańców danego kraju. W Afryce poznał życie górników z kopalni diamentów.

– W ubiegłym roku udało mi się dotrzeć do dwóch odległych od siebie krańców świata – opowiada. – Byłem w RPA i Finlandii.

Prywatnie podróżuje samochodem-domem własnoręcznie przygotowanym w warsztacie.

– W tym roku wybieramy się na objazd po Chorwacji, Grecji i Włoszech – mów dyrektor. – W planach jest wyprawa do Afryki. Marzę również o podróżach do Azji. Mam do tej części świata ogromny sentyment, bo jako mały chłopiec przez kilka lat mieszkałem w Japonii.

Pasja tworzenia

Za granicę często wyjeżdża również Andrzej Walczak z Atlasu. Jednak jak o wszystkich sferach swojego życia, tak i o podróżach mówi bardzo zagadkowo i zdawkowo. Filozoficznie duma nad sensem podróży. Z przytaczanych przez szefa Atlasa anegdot można wywnioskować, że odwiedził m.in. Azję, był w Tybecie, Chinach, Indiach. Zwiedził Afrykę, Australię i Amerykę Południową.

Jednak największe emocje budzą się w nim, gdy zaczyna opowiadać o Łodzi, architekturze polskiego Manchesteru i snuje wizje o powołanej do życia Fundacji Sztuki Świata, której celem jest utworzenie kulturalnego centrum Łodzi w starej fabrycznej elektrowni. Swoim projektem zainteresował słynnego architekta Roba Kriera. Artysta odwiedził Łódź i jest gotowy podjąć się wyzwania.

Pasja kreowania, budowania, wymyślania wydaje się być dla Andrzeja Walczaka kluczowa. To chyba również ona doprowadziła do powstania Atlasu Sztuki, galerii działającej w Łodzi przy ul. Piotrkowskiej. Swoje prace wystawiali w Atlasie m.in. Roman Opałka, Zbigniew Libera, David Lynch, Piotr Naliwajko.

– Sztuka jest cudowna, wręcz zajebista – mówi Walczak. – Uwielbiam wszelką twórczość, nie znoszę kopiowania, odtwarzania, bo według mnie to kręcenie się wkoło. Najbardziej cenię sobie dzieła secesji, Gaudiego, Leonarda. Szanuję, doceniam, często nawet przeceniam sztukę współczesną. Bo chroni mnie przed lenistwem rozumu.

Sztuka to także wielka pasja Janusza Palikota. Filozof z wykształcenia uwielbia malarstwo włoskiego renesansu.

– Kolekcjonuję i czytam każdą książkę poświęconą tej tematyce – wyznaje poseł PO.

Pasja kolekcjonerska nie zamyka się tylko na książkach o malarstwie renesansowym. Palikot jest znanym w kraju bibliofilem i w swoich zbiorach ma wiele cennych pozycji. Na jego półkach stoją m.in. pierwsze wydania dzieł ulubionych pisarzy polityka, m.in. Miłosza, Leśmiana i Gombrowicza. Nie brak też wydań artystycznych wielu utworów polskiej i światowej literatury.

Literatura to jednak nie jedyne hobby twórcy sukcesu Polmosu Lublin. Palikot jest filozofem, dlatego pasjonuje się najstarszą z nauk i dziejami starożytnej Grecji. Często sięga po dzieła Seneki i Arystotelesa, które pozwalają mus oderwać się od rzeczywistości i kontemplować.

Twórcza praca pochłania też Sławomira Miłowa. Szef sieci salonów fryzjerskich Jean Louis David pasjonuje się samochodami. Jednak nie jest to sztuka, a własnoręczne przerabianie, udoskonalanie i remontowanie samochodów.

Tuningowałem już citroena C5, z którego wycisnąłem 200 koni mechanicznych – mówi. – Obecnie mam dwa stare trabanty, z których zamierzam złożyć sportowe monstrum.

Na łonie natury, na polu bitwy i w marzeniach

Janusz Palikot znalazł jeszcze jedną pasję, która wypełnia mu wolny czas, a która zyskuje nowych zwolenników. Oddaje się jej także Piotr Kociołek. To hobby to ptaki.

– Każdego roku w marcu i kwietniu spędzam czas nad Biebrzą – opowiada Palikot. – W niezwykłym otoczeniu bagien, jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie, podglądam ptaki.

Podobne zamiłowanie do ptaków ma Piotr Kociołek.

– Od wielu lat uprawiam bird-watching – mówi dyrektor MultiBanku. – Obserwuję ptaki w najbliższej okolicy Łodzi. Jeśli czas pozwala ruszam na dłuższe wyprawy z przyjaciółmi, z którymi dzielę pasję. Ostatnio byłem w Szkocji. Z „ptasich” wypraw staram się przywieźć ciekawe zdjęcia, które wzbogacają moją kolekcję fotografii.

Na pole, ale nie dzikie, tylko bitwy skierował swoje pozabiznesowe zainteresowania Mariusz Drzewiecki.

– Od najmłodszych lat interesowałem się wszystkim co związane z wojskowością – opowiada menadżer Citibanku. – Chciałem zostać żołnierzem, nieważne było czy czołgistą, pilotem, czy marynarzem. Nic z młodzieńczych marzeń nie wyszło, ale pasja pozostała. Dlatego w dorosłym życiu pochłaniam wszelkie książki i filmy poświęcone wojskowości: taktyce na polu walki, sposobach dowodzenia i szkolenia nowoczesnych armii.

Militaria, podobnie jak sport, przełożyły się na postrzeganie biznesu.

– Adaptuję militarne taktyki do życia biznesowego – zdradza. – Dużo wyniosłem z lektur „Sztuki wojny” czy też „Machiavelli. Nowoczesne przywództwo”. Lektury powiększyły moje postrzeganie biznesu, a przedstawioną w książkach taktykę zaadoptowałem do swojej pracy i niejednokrotnie pozwoliła mi osiągnąć wyznaczony cel.

Zupełnie inaczej na pozabiznesowe pasje patrzy Dariusz Miłek

– Wciąż żyję marzeniami, żeby mieć czas na hobby – opowiada. – Myślę kiedy będę miał więcej wolnego na słuchanie płyt, oglądanie filmów. Tylko wciąż nie wiem kiedy i czy to w ogóle nastąpi. Jednak staram się nie narzekać, bo sam wybrałem sobie taki sposób na życie.

Moje jedzenie świadczy o mnie

Czy w wolnym czasie przedsiębiorcy wybierają się do restauracji, a może bardziej wolą swojski bar lub pub? Co jedzą, co piją? Polską wódkę, piwo, a może wino? Wolą rodzimą kuchnię, czy też mają inne kulinarne gusta?

Janusz Palikot uwielbia zapraszać gości do domu.

– Wraz z żoną przygotowujemy wtedy jakąś smaczną potrawę – opowiada poseł. – To co serwujemy, zależy od nastroju. Raz może być to polskie danie, a innym razem np. włoskie. W czasie kolacji ze znajomymi siadamy przy stole, jemy, dyskutujemy. Uwielbiam takie wieczory.

Poseł lubi także zjeść kolację w restauracji.

– Gustuję w dobrym winie, kuchni polskiej, ale łączonej w kreatywny sposób przez mistrzów kuchni. Przepadam za sushi, cenię kuchnię fusion – wylicza. – Restauracje, które odwiedzam w pełni mnie zadowalają.

Od rozrywki nie stronią bankowcy. Mariusz Drzewiecki, jak wielu łodzian, w wolne weekendowe wieczory wybiera się na Piotrkowską, słynną na całą Polskę ulicę pubów i barów.

– Raczej nie przywiązuję wagi do nazwy miejsca zabawy – opowiada. – Ważne by towarzyszyli mi znajomi, atmosfera była przyjazna i zachęcała do zabawy. Nie szukam też wyszukanych drinków. Prawie zawsze decyduję się na jasne pełne.

Drzewiecki porzucił już weekendowe wypady do dyskoteki. Potańczyć lubi natomiast Piotr Kociołek. Gdy rusza na parkiet musi być spełniony jeden warunek. Z głośników musi płynąć dobra muzyka z „jego czasów” np. Slade. Dyrektor MultiBanku nie potrafi odmówić sobie też włoskiej cappuccino. Lubi kuchnię gorącej Italii oraz potrawy żydowskie. Gdy wybiera się na obiad lub kolację, to restauracje serwujące specjały tych kuchni mają pierwszeństwo.

– Inaczej jest np. gdy odwiedzam Anglię albo Irlandię – opowiada Piotr Kociołek. – Wtedy zazwyczaj odwiedzam tradycyjne, lokalne puby. Podczas wizyt na Południu np. w Grecji albo Chorwacji uwielbiam spędzać czas w restauracjach pod gołym niebem. Wybieram wówczas dania z owoców morza i białe wino.

Okiem naukowca

Profesor Wiesława Kozek, socjolog z Zakładu Socjologii Pracy i Organizacji Uniwersytetu Warszawskiego ocenia, że w Polsce biznesmeni należą do grupy zawodowej poświęcającej pracy zawodowej relatywnie dużo czasu.

– Rocznik Statystyczny z 2005 roku podaje, że jest to 49,5 godziny tygodniowo przy przeciętnej 39,24 godziny dla pracowników najemnych – dodaje naukowiec. – Ma to wielkie znaczenie dla ich stylu życia i wypoczynku. Przede wszystkim mając mało czasu wolnego, bardzo go cenią i starają się spędzić w sposób odpowiadający potrzebom, aspiracjom i upodobaniom ukształtowanym na wczesnym etapie osobistego rozwoju. Mając też większe możliwości finansowe mogą dokonywać bardziej swobodnego wyboru. Mało czasu wolnego oznacza mało czasu dla rodziny, w związku z czym spędzanie czasu wolnego w rodzinnym gronie wybija się na plan pierwszy jako najważniejsza potrzeba. Ma to też związek z polskim systemem wartości, w obrębie którego rodzina jest posadowiona bardzo wysoko. Jednocześnie z zaprezentowanych wypowiedzi wynika, że bardzo cenione jest przebywanie w dosyć wąskim gronie rodzinnym lub nawet w samotności, pozwalającej na zachowania czysto kontemplacyjne, np. „na łonie przyrody”. Jest to sposób poszukiwania autentyczności przez ludzi, którzy mogą czuć pewien niedosyt kontaktów opartych na więziach nierzeczowych.

Według profesor Kozek, styl wypoczynku w tym środowisku z pewnością jest też bardzo zróżnicowany, zważywszy, że przedsiębiorcy polscy tworzą grupę ludzi bardzo zróżnicowaną dochodowo, prestiżowo i edukacyjnie. Najważniejsze jest – wydaje się – wiedza humanistyczna z jaką wchodzi się w biznes. Osoby z porządnym wykształceniem humanistycznym z pewnością swoim stylem życia i aspiracjami tworzą wzorce dla pozostałych ludzi biznesu, którzy nie zawsze wiedzą co zrobić z wolnym czasem i swoimi pieniędzmi. Musieli znacznie ograniczyć wolny czas, by dojść do pozycji, odnieść sukces i być może wolny czas jest dla nich nadal czasem marnotrawionym.

Michał Bogurat

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Michał Bogurat

dziennikarz