09.08.2010

Chleb z Biedronki zamiast od Józka

Zamiast do osiedlowego sklepiku, na zakupy wybieramy się do supermarketu. Dlatego z map naszych miast i wsi znikają kolejne małe, rodzinne firmy.

W ciągu minionych pięciu lat liczba małych sklepów spadła w całej Unii Europejskiej o 3,7 proc., sytuacja w Polsce jest jeszcze gorsza. Według szacunków Komisji Europejskiej tylko w tym roku w Polsce zamkniętych zostanie ok. 4 tys. małych sklepów, zaś w ciągu minionego pięciolecia ich liczba spadła o 17,5 proc. do poziomu 128,6 tys. sklepów. Tymczasem handel jest jedną z najważniejszych dziedzin naszej gospodarki i co roku generuje ok. 20 proc. naszego PKB.

Kromki chleba i płatki kukurydziane.

Według szacunków Komisji Europejskiej tylko w tym roku w Polsce zamkniętych zostanie ok. 4 tys. małych sklepów, zaś w ciągu minionego pięciolecia ich liczba spadła o 17,5 proc. do poziomu 128,6 tys. sklepów.

Zmienia się nasz sposób robienia zakupów. Zamiast jedzenia ze sklepu za rogiem U Józka wybieramy tańsze produkty z Lidla czy Biedronki, które coraz chętniej wchodzą do małych miejscowości. Wpływ na to miał przede wszystkim kryzys, który wielu uderzył po kieszeniach.
- Ostatnich kilkanaście miesięcy były jednym z trudniejszych okresów dla branży spożywczej. Z jednej strony handlowcy odczuli spowolnienie gospodarcze, które już wcześniej dokuczyło także innym branżom. Rosnące bezrobocie, bardzo długa i mroźna zima oraz podwyżki cen energii i paliwa miały wpływ zarówno na to, co wkładają do swoich koszyków konsumenci i jak często zaglądają do sklepów, jak i na zwiększenie kosztów działalności placówek detalicznych. Wydarzenia z pierwszej połowy tego roku, żałoba narodowa, powódź, fatalna pogoda również wpływały na decyzje zakupowe konsumentów. Wiele sklepów zanotowało rekordowo niski poziom sprzedaży - mówi Marcin Jeżyna, wiceprezes spółki Detal Koncept, organizatora sieci Groszek i Milea.

Sytuacja jest trudna, dlatego coraz więcej organizacji zaczyna interesować się drobnymi sklepikarzami i wychodzić im naprzeciw. Należy do nich m.in. sieć hurtowni z artykułami spożywczymi Makro Cash and Carry.
- W lipcu Makro ruszyło z szeroko zakrojoną kampanią społeczną „Tu mieszkam, tu kupuję”, wspierającą tradycyjny handel. Na terenie całego kraju prowadzone są różnego rodzaju akcje zachęcające do robienia zakupów w małych lokalnych sklepikach - opowiada Uwe Hoelzer, prezes Makro Cash & Carry Polska. - Polacy lubią robić zakupy w małych osiedlowych sklepach, bo są one miejscem integracji lokalnej społeczności. Jednak mimo to liczba niezależnych małych sklepów maleje rocznie o ok. 10 proc. To niepokojąco dużo, bowiem ten segment jest szczególnie ważny dla polskiej gospodarki, ale również dla społeczeństwa. Małe sklepy tworzą znaczną liczbę miejsc pracy, zwłaszcza na terenach zagrożonych bezrobociem, przyczyniają się też do budowania więzi społecznych.

Szansą na przetrwanie rodzinnego biznesu jest też przystąpienie do sieci franczyzowej. Zwłaszcza w czasach, kiedy rosnące koszty utrzymania i funkcjonowania sklepów, wzmożona aktywność zachodniej konkurencji i spadek wartości zakupów realizowanych przez klientów zaczęły mocniej dokuczyć kupcom działającym w pojedynkę, często nawet zmuszając ich do zamknięcia działalności.

- Organizatorzy konceptów franczyzowych, duże, sprawnie działające organizacje są w stanie przeciwstawić się konkurencji, zapewniając jednocześnie swoim partnerom nie tylko atrakcyjne warunki handlowe, ale również wsparcie finansowe, profesjonalną logistykę, nowe technologie, rozwiązania operacyjne i dynamiczny marketing. Dodatkowo, wejście w struktury dużej sieci, otwiera przed właścicielami małych sklepów nowe możliwości rozwoju własnych przedsiębiorstw - mówi Marcin Jeżyna.

Dużo łatwiej utrzymać się na rynku ze wsparciem silnego partnera, całym zapleczem technicznym i logistycznym oraz znaną marką. Dlatego sklep U Józka coraz częściej zmienia logo na Groszek, Żabkę czy inną znaną sieć franczyzową, a profity z tej zmiany czerpią obie strony.

(mak)