11.10.2010

Załóż firmę na bezrobociu

19,4 tys. zł – nawet tyle może wynieść kwota, jaką w ramach dotacji mogą pozyskać na założenie własnej firmy... bezrobotni. Ta kwota odpowiada sześciokrotnej średniej płacy odnotowanej w ostatnim kwartale w polskiej gospodarce. Pomoc jest bezzwrotna pod warunkiem, że przedsiębiorczy bezrobotny utrzyma działalność co najmniej przez rok.

Pieniądze (prawie) dla wszystkich

Kto może ubiegać się o blisko 20 tys. zł z powiatowego urzędu pracy? Wsparcie dostępne jest dla tych, którzy uzyskali status bezrobotnego w myśl przepisów ustawy zatrudnieniowej i planują otworzyć własną firmę w branży wytwórczej, budowlanej, usługowej bądź handlowej. Pomoc nie dotyczy natomiast biznesowych pomysłów związanych z handlem obwoźnym i obnośnym, a także działalności handlowo-usługowej polegającej na akwizycji. Ani grosza nie dostaną również bezrobotni, którzy w okresie 12 miesięcy poprzedzających dzień złożenia wniosku odmówiły jakiejkolwiek urzędowej propozycji związanej z pracą zarobkową bądź szkoleniem. Pieniądze nie trafią też do osób, które już wcześniej otrzymały z Funduszu Pracy lub innych środków publicznych kapitału na własną firmę, a także jeśli w ciągu dwóch poprzednich lat prowadziły działalność gospodarczą.

Ryzy banknotów 50 złotowych.

Za pieniądze z urzędu pracy można nabyć maszyny, urządzenia i oprogramowanie potrzebne do utworzenia miejsc pracy. Ich przeznaczeniem może być też pokrycie kosztów reklamy, pomocy prawnej i doradztwa, remontu i zakupu domeny internetowej.

Liczy się zaangażowanie

Ubiegający się o dotacje bezrobotni mogą skorzystać z organizowanych przez urząd prac szkoleń. Nie są one obowiązkowe, ale w ich trakcie można dowiedzieć się m.in. jak poprawnie wypełnić wniosek, przygotować biznesplan i przeprowadzić firmę przez pierwsze miesiące istnienia na rynku. Obligatoryjna jest natomiast rozmowa z doradcą, który ocenia predyspozycje kandydatów do prowadzenia działalności.

Po szkoleniach i ocenie konsultanta nadchodzi kluczowy moment w wyścigu po dotację – wypełnienie wniosku. W nim znaleźć musi się m.in. wysokość kwoty, jaką chcemy pozyskać, rodzaj planowanej przez nas działalności gospodarczej i prognozowane skutki ekonomiczne jej rozpoczęcia, czyli przychody i koszty. Dokument musi też zawierać informację o tym, na co konkretnie wydane zostaną pieniądze, a także informacje o naszym zadłużeniu i formie zabezpieczenia zwrotu środków. We wniosku warto podzielić się też swoimi dotychczasowymi osiągnięciami i krokami podjętymi w celu uruchomienia firmy – to istotna przesłanka dla oceniających prośbę, bo podkreśla nasze zaangażowanie w projekt.

Na co wydawać?

Po złożeniu wniosku czeka nas miesiąc niepewności, jaki komisja ma na przyjrzenie się i ocenę dokumentu. Najpierw bada go pod względem formalnym. Tu uwaga – jeśli wniosek zawiera błędy natury technicznej, to jest automatycznie odrzucany. Oznacza to, że nawet najlepszy pomysł może pożegnać się z finansowaniem, jeśli biurokracji nie stanie się zadość.

Poprawnie skonstruowane prośby o kapitał zostaną zbadane według sześciu kryteriów: zbieżności pomiędzy posiadanym przez bezrobotnego doświadczeniem i przygotowaniem merytorycznym a planowaną działalnością, sposobu opisu planowanej działalności, lokalizacji, potencjalnych klientów i perspektyw rozwoju, stanu przygotowania do prowadzenia własnego biznesu, jakości analizy słabych i mocnych stron przedsięwzięcia, oceny kosztów i przychodów, a także uzasadnienia planowanych zakupów. Wsparcie przyznane zostanie tym osobom, które uzyskają przynajmniej minimalną liczbę punktów.

Na co można je przeznaczyć? Umowa, jaką przyszły przedsiębiorca podpisuje z urzędem, bardzo konkretnie określa przeznaczenie przyznanych pieniędzy. Można za nie nabyć maszyny, urządzenia i oprogramowanie potrzebne do utworzenia miejsc pracy. Ich przeznaczeniem może być też pokrycie kosztów reklamy, pomocy prawnej i doradztwa, remontu i zakupu domeny internetowej. Za pomocą dotacji nie można natomiast sfinansować opłat związanych z przygotowaniem do założenia działalności gospodarczej i jej rejestracją, pokrywać kosztów transportu zakupionych rzeczy, finansować szkoleń, a także kupować pojazdów, z wyjątkiem przyczep.

Zabezpieczenie i kontrola

Wymogiem związanym z otrzymaniem dotacji jest też przedstawienie urzędowi pracy odpowiedniego zabezpieczenia spłaty. Według ustawy może nim być poręczenie majątkowe, weksel z poręczeniem wekslowym, gwarancja bankowa, blokada rachunku bankowego lub akt notarialny o dobrowolnym poddaniu się egzekucji. W praktyce najczęściej stosowaną przez urzędy pracy formą zabezpieczenia spłaty dotacji udzielonej bezrobotnemu na rozpoczęcie działalności są poręczenia. Poręczycielem przedsiębiorca może ustanowić osobę fizyczną zatrudnioną na etacie lub prowadzącą własną firmę, która nie ma więcej niż 65 lat i wobec której nie toczy się postępowanie sądowe lub administracyjne.

Po przekazaniu pieniędzy przedsiębiorca musi liczyć się z wizytą przedstawiciela urzędu skarbowego, który przybędzie, by skontrolować sposób wydatkowania dotacji i funkcjonowania firmy. Wizyta ma zwykle miejsce raz w roku i ma na celu sprawdzenie, czy dokumenty rozliczeniowe (faktury, wyciągi bankowe) są zgodne ze stanem faktycznym i czy zakupy zostały dokonane zgodnie z regułami dotacji i w określonym czasie. Pieniądze można wydawać po podpisaniu umowy, ale nie później niż 30 dni od daty rejestracji firmy. Na formalne założenie firmy mamy z koli 45, co daje razem 75 dni na zakupy.

Kontrowersje wokół dotacji

Środki z Funduszu Pracy, transferowane już od kilku lat do osób pozostających bez zatrudnienia budzą jednak olbrzymie kontrowersje. Zastrzeżenia budzi już sama wysokość dotacji. Niecałe 20 tys. zł to najczęściej znacznie za mało, by myśleć o finansowaniu inwestycji w przedsiębiorstwo, które ma przetrwać na rynku i z sukcesem się rozwijać. Argument niskiej kwoty tylko nabiera rumieńców, kiedy słyszymy wypowiedzi uzasadniające, że większa pula przyciągnęłaby naciągaczy. Bo skąd przekonanie, że oszust pofatyguje się po 50 tys. zł, a po 20 nie będzie mu się chciało?

Kolejna sporna kwestia dotycząca pieniędzy dla przedsiębiorczych bezrobotnych dotyczy już samego przekonania, jakie legło u podstaw dotacyjnej inicjatywy. Słuszność wsparcia publicznego blaknie, jeśli zastanowimy się, czy osoba chronicznie pozostająca bez pracy zdoła wykrzesać z siebie tyle przedsiębiorczego ducha, by mądrze ulokować kapitał, a nie przejeść go i wrócić do okienka po zasiłek. Na ten dylemat częściowo odpowiadają badania przeprowadzone przez urzędników z województwa pomorskiego. Wynika z nich, że spośród 4 tys. osób z województwa pomorskiego, które dotacje otrzymały w latach 2005-2006 po trzech latach na rynku jako założyciele własnego biznesu utrzymywało się 2170. Wszystkie zatrudniały razem ponad 4 tys. osób i współpracowały z 4 tys. pracowników dorywczych. Oczywiście, można stwierdzić, że druga dotowanych powróciła na łono bezrobotnych i zastanawiać się, czy ci, którym się udało byli rzeczywiście bezrobotnymi, czy zmienili status zawodowy po kilkunastu latach oszczędzania pieniędzy na etacie i wykorzystali szansę. Niezależnie od społecznego efektu dotacji, chętni do własnoręcznego stworzenia swojego miejsca pracy mają prostą ścieżkę do zdobycia 19,4 tys. zł.

(gum)