01.12.2011

Andrzej Grabowski: Niekiepski interes

- W Polsce utarło się przekonanie, że każdy milioner to złodziej, a każdy biedak to człowiek z marginesu i alkoholik – mówi Andrzej Grabowski, aktor i satyryk.

W serialu „Świat według Kiepskich” gra pan głowę rodziny – Ferdynanda Kiepskiego, który wielokrotnie próbuje rozkręcić własny biznes. Zakłada radiostację, otwiera firmę z zabawkami plażowymi lub organizuje rewię mody. Nigdy na planie nie przyszło panu do głowy, że może na jakimś biznesie wymyślonym przez Kiepskiego można zarobić?
Nigdy, bo zawsze te interesy Kiepskiego kończyły się, jak się kończyły. Czyli ponosił fiasko. Zresztą musiały się tak kończyć, bo w przeciwnym wypadku padłby serial. Im głupsze były pomysły na interes Kiepskiego, tym lepszy był odcinek. Bo jak już coś jest bardzo głupie, to w pewnym momencie staje się mądre.

Andrzej Grabowski, aktor

Myślę, że każdy ma w sobie cząstkę cwaniaczka. Podczas rozbiorów, wojen i komunizmu trzeba było kombinować, żeby żyć. Nauczyliśmy się tego i dziś, w kryzysie, jesteśmy jednym z najlepiej rozwijających się krajów.
Andrzej Grabowski, aktor

Zawsze miałem wrażenie, że ten serial wydaje się śmieszny, ale tylko do momentu, w którym zdamy sobie sprawę, że on po prostu przedstawia codzienność wielu polskich gospodarstw domowych. Czy polska przedsiębiorczość wygląda tak jak w „Świecie według Kiepskich” – czyli słomiany zapał przy flaszce?
Prawdopodobnie tak wygląda. Bo przecież my biznesu i przedsiębiorczości uczymy się dopiero od niedawna. Jeszcze jakiś czas temu wolno nam było mieć tylko zieleniak, stoisko z warzywami. Zwykle ich właściciele to byli najbogatsi ludzie, którzy musieli ukrywać pieniądze. A teraz to się wszystko zmieniło. Dwadzieścia, trzydzieści lat temu kobieta sprzedająca na targu przysłowiową pietruszkę miała poważny interes, dzisiaj po prostu zarabia na chleb.

Próbował pan inwestować?
Naciąłem się na giełdzie. To było dosyć dawno temu, w latach 90. ub.w. Idąc za głosem rozsądku, skupowałem m.in. akcje KGHM-u i PKO BP. Raz na jakiś czas wpadałem do domu maklerskiego i sprawdzałem notowania. Byłem już wtedy postacią trochę znaną. Któregoś dnia jeden pan, który przesiadywał tam chyba codziennie, zaproponował, że się zajmie moimi akcjami, tylko muszę mu napisać upoważnienie. No i się zajął - sprzedał te wszystkie moje dobre akcje i kupił za wszystko akcje firmy Stalexport, która miała budować autostrady. A wartość akcji Stalexport spadła w ciągu miesiąca dziesięciokrotnie.

W „Dniu świra” gra pan epizodyczną rolę sąsiada głównego bohatera, który przecina gumki w chińskich skarpetkach. Dzięki temu są tanie, a zarazem zdrowe, „bezuciskowe”. Polak to taki cwaniaczek?
Myślę, że każdy ma w sobie taką cząstkę cwaniaczka. Ale dzięki tej przywarze potrafimy sobie nieźle radzić. Podczas rozbiorów, wojen i komunizmu trzeba było kombinować, żeby żyć. Nauczyliśmy się tego i dziś, w kryzysie, jesteśmy jednym z najlepiej rozwijających się krajów. My tego kryzysu się nie boimy, bo wiemy, że coś się wykombinuje i nie będzie znowu tak źle.

Pan uczył się przedsiębiorczości w czasach PRL-u...
Pamiętam, jak w stanie wojennym rzucili w sklepie pasztetówkę bez kartek i kupiłem jej 5 kg. Wróciłem do domu, a tam pytają: „po co ty tyle tego kupiłeś”? Odpowiedziałem: „bo była”. No i potem chodziłem po znajomych, oferując pasztetową, żeby się nie zepsuła. To raczej nie świadczy dobrze o moim kombinatorstwie.

Fragment wywiadu opublikowanego w miesięczniku Własny Biznes Franchising nr 12/2011

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

PRENUMERATA miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING

 
Prenumerata Własny Biznes

Zamawiając roczną prenumeratę otrzymujesz niższą cenę niż w kiosku. Prenumerata kosztuje tylko 39 zł i obejmuje 12 wydań miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING. Magazyn jest wysyłany co miesiąc pierwszego dnia sprzedaży prosto do Twojego domu, a przesyłka nic Cię nie kosztuje.

Więcej informacji

Cena netto
36,11 zł
VAT
2,89 zł
Cena brutto
39,00 zł