08.05.2012

Kupione, niezapłacone

Gospodarka rośnie, długi polskich firm niestety też. Co czwarta faktura jest nieopłacona, a średni okres oczekiwania na jej zapłatę wynosi cztery miesiące.

Już prawie co czwarta polska firma sygnalizuje narastające problemy z otrzymaniem na czas zapłaty za sprzedane towary i usługi. 27,5 proc. faktur jest zagrożonych lub straconych. Tak wynika z badań Krajowego Rejestru Długów i Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce. Przygotowywany przez nie Indeks Należności Polskich Przedsiębiorstw, który obrazuje przepływ należności pomiędzy przedsiębiorstwami, w pierwszym kwartale 2012 roku gwałtownie się obniżył, wracając do poziomu z pierwszej połowy 2010 roku, kiedy gospodarka wychodziła z kryzysu. Wartość wskaźnika spada już trzeci kwartał z rzędu, a to oznacza, że przedsiębiorstwom coraz trudniej uzyskać zapłatę za sprzedane towary i usługi.

Wykres dotyczący problemów z regulowaniem zobowiąząń.

Niemal co piąty przedsiębiorca obserwuje wzmożone problemy z regulowaniem zobowiązań przez swoich kontrahentów.
Źródło: Krajowy Rejestr Długów

- Nie mamy już do czynienia z chwilowym wahnięciem, a z trendem, bo taka sytuacja trwa już ponad 9 miesięcy. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku nie miało to wpływu na kondycję finansową polskich firm, bo opóźnienia w zapłacie rekompensowała im wyższa sprzedaż. Ale w pierwszym kwartale i tu nastąpiła zmiana na gorsze – mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

Sytuacja ta nie pozostaje bez wpływu na kondycję finansową przedsiębiorstw. W grudniu 2011 roku co czwarta polska firma informowała, że jej sytuacja finansowa uległa poprawie, natomiast na początku kwietnia takie deklaracje składało już tylko 21 proc. przedsiębiorstw, a prawie tyle samo wskazywało na pogorszenie się ich kondycji finansowej.

Średni czas oczekiwania na zapłatę i wynosi obecnie 4 miesiące i 12 dni. Jedna czwarta wszystkich faktur jest płaconych po terminie. 15 proc. z nich to takie, których termin płatności minął rok temu. Uznaje się je za stracone.

- Konsekwentnie twierdzę, że rosnące zatory płatnicze mają bardziej źródło w psychologii, niż w ekonomii. Co kwartał przedsiębiorcy bardziej pesymistycznie przewidują rozwój sytuacji, niż to potem znajduje odbicie w rzeczywistości. Ale na wszelki wypadek wstrzymują płatności, czekając aż ich kontrahenci im zapłacą. To niestety wywołuje łańcuszek podobnych reakcji w innych firmach. To niepokojące zjawisko – komentuje Adam Łącki.

Aż 36 proc. firm nie płaci w terminie swoim kontrahentom, bo same nie otrzymały zapłaty. Średnie koszty ponoszone przez firmy w związku z nieterminowymi płatnościami sięgają już 8 proc. wszystkich kosztów działalności.

(gum)