24.08.2012

Majątek w dobrym tonie

Polacy chętnie kupują dzieła sztuki, bo to opłacalny interes. Dzięki ofercie dla średniozamożnych kolekcjonerów, inwestują nie tylko milionerzy.

Polacy, którzy wzbogacili się i zaspokoili już swoje najpilniejsze potrzeby życiowe, coraz chętniej kupują dzieła sztuki. Potwierdzają to prowadzący galerie i przedstawiciele domów aukcyjnych.
– Od pewnego czasu obserwujemy coraz większe zainteresowanie dziełami sztuki. Więcej osób kupuje obrazy, zwiększa się płynność na rynku, choć ceny nie są jeszcze najwyższe – mówi Konrad Szukalski, wiceprezes Domu Aukcyjnego Agra-Art. – Wydaje mi się, że zainteresowanie sztuką przychodzi samo: stajemy się bogatsi, zaczynamy zwracać uwagę na inne rzeczy – m.in. na sztukę – i chcemy się nimi otaczać. Dochodzi do tego także oddziaływanie mediów, które coraz więcej mówią o sztuce, opisują znanych ludzi kupujących lub kolekcjonujących obrazy. Tak rodzi się zdrowy snobizm, któremu społeczeństwo się poddaje.

Wojciech Fibak w swojej galerii sztuki.

Przede wszystkim trzeba kochać sztukę i żyć nią, a inwestycje powinno dyktować nam serce.
Wojciech Fibak, kolekcjoner sztuki, były tenisista

Katarzyna Napiórkowska, założycielka Galerii Katarzyny Napiórkowskiej, uważa, że po latach wyciszenia, jakie panowało w PRL-u, Polacy chcieli na nowo nauczyć się sztuki i obcowania z nią. Teraz nadszedł moment, kiedy po zaspokojeniu potrzeb życiowych niższego rzędu i w nowych, lepszych warunkach ekonomicznych zaczynamy myśleć o potrzebach wyższych. Stąd zainteresowanie sztuką. Jej córka – Justyna Napiórkowska, doktorantka z zakresu międzynarodowego rynku sztuki – dodaje, że polski rynek przez wiele lat odizolowany od świata obecnie szybko się rozwija dzięki zainteresowaniu kolekcjonerów nie tylko z Zachodu, ale też sporadycznie z Chin czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Także Wojciech Fibak, prowadzący galerię Fibak, dostrzega zainteresowanie sztuką, choć – jak przyznaje – nie jest to silna fala, ale raczej stopniowy wzrost przejawiający się przede wszystkim w odwiedzaniu muzeów, galerii, ale także w nabywaniu i kolekcjonowaniu poszczególnych dzieł.

Paulina Wrocławska z warszawskiej galerii Raster mówi, że wzrost zainteresowania sztuką w Polsce nastąpił w ostatnich dwóch, trzech latach.
– Ten okres był istnym szaleństwem. Na Zachodzie chętnie kupowano prace młodych polskich artystów, a ceny szybko szybowały w górę – dodaje Wrocławska.

Z opinii samych twórców wypływają podobne wnioski. Społeczeństwo jest coraz bogatsze, może więc wydawać pieniądze na sztukę. Trend ten dotyczy głównie średniego i młodszego pokolenia Polaków, ale krąg odbiorców stale się powiększa.
– Jeszcze parę lat temu wyraźnie większe zainteresowanie obrazami odczuwałam za granicą, obecnie mam coraz więcej odbiorców w kraju. Proporcje już się wyrównują – przyznaje Martta Węg, młoda malarka.

Co ciekawe, zainteresowanie sztuką przejawiają nie tylko ci najbogatsi. Świadczyć mogą o tym cieszące się dużą popularnością targi taniej sztuki w galerii Raster, gdzie odwiedzający mieli okazję kupić prace znanych twórców po przystępnych cenach.

Coraz drożej, coraz nowocześniej

Obok wzrostu zainteresowania kupowaniem dzieł sztuki rośnie także wartość transakcji. Średnia cena pojedynczego obiektu wynosiła ok. 31 tys. zł. Warto zauważyć, że w całym kraju działa tylko kilka domów aukcyjnych, a aukcje organizowane są maksymalnie raz, dwa razy w miesiącu.

Nie jest zaskoczeniem, że w Polsce wciąż największą liczbę klientów ma malarstwo – przede wszystkim to dawne. Na aukcjach 78 proc. sprzedaży stanowią dzieła dawnych mistrzów. Wśród nich najbardziej ceni się prace Alfreda Wierusz-Kowalskiego, Władysława Czachórskiego, Olgi Boznańskiej, Józefa Brandta, Henryka Siemiradzkiego, Jacka Malczewskiego czy Juliusza Kossaka. Prace tych właśnie artystów osiągają najwyższe ceny.

– W naszym domu aukcyjnym najdrożej sprzedała się „Awangarda myśliwska” Wierusz-Kowalskiego. Obraz wylicytowano za sumę 1,36 mln zł. Równie droga była „Zadumana dziewczynka” Boznańskiej – 1,15 mln zł i „Pierwsze róże” Czachórskiego – 1,3 mln zł – wylicza prezes Szukalski z Agra-Art.

Dlaczego dzieła starych mistrzów sprzedają się najlepiej? Według Szukalskiego, decyduje o tym wciąż jeszcze konserwatywny gust Polaków, a także siła oddziaływania wielkich nazwisk. Poza tym obrazy ukazujące polowania, konie, krajobrazy trafiają do polskiej duszy łatwiej niż abstrakcje. Bardziej nam się podobają.

Jednak ten trend powoli zaczyna się zmieniać. Do głosu dochodzi sztuka współczesna, której popularność sukcesywnie rośnie. Na Zachodzie ta tendencja obowiązuje już od dawna, i to właśnie dzieła współczesnych twórców osiągają najwyższe ceny. Choćby za pracę „No 5.” Jacksona Pollocka zapłacono na aukcji w domu Sotheby’s 140 mln dolarów, a za obraz „Adele Bloch-Bauer I” Gustawa Klimta – 135 mln dolarów. W Polsce o takich sumach można na razie pomarzyć. Na aukcjach sztuka najnowsza stanowi wciąż tylko 22 proc. całości sprzedanych prac. Właściciele galerii i domów aukcyjnych mówią jednak, że ta sytuacja wkrótce ulegnie zmianie.

– Sztuka współczesna staje się coraz bardziej modna – uważa Wojciech Fibak. – Ma większą przyszłość, jest ciekawsza, a przy tym mniej ryzykowna. Łatwiej wykluczyć falsyfikat i zdobyć potwierdzenie oryginalności. Poza tym, kupcy powoli chcą zrywać z polską tradycją ułana, konia i wilka i pokazują, że są nowocześni.

Wśród najbardziej popularnych twórców współczesnych wymienia się m.in Magdalenę Abakanowicz, Wojciecha Fangora, Romana Opałkę, Tadeusza Kantora, Jana Lebensteina, Jerzego Nowosielskiego. Ceny za ich prace zaczynają się od 100 i więcej tysięcy złotych. Obok nich pojawia się jednak pokolenie młodszych twórców, przez lata pomijanych przez polskich krytyków i kolekcjonerów. Dopiero gdy zostali docenieni zarówno artystycznie, jak i finansowo na Zachodzie, łaskawszym okiem spojrzano na nich w kraju. Takie nazwiska jak Uklański, Sasnal, Maciejowski, Bogacka, Bujnowski robią furorę wśród kolekcjonerów, a ceny za ich prace sięgają już dziesiątek i niekiedy setek tysięcy złotych. Tym samym szybko stały się dostępne tylko dla nielicznej grupy polskich kolekcjonerów dysponujących największą gotówką.

Pół miliona zysku

W dobie kryzysu wiele osób skłania się ku sztuce jako dobrej lokacie kapitału. Czy takie traktowanie sztuki rzeczywiście się opłaca i może przynieść zyski? Przykłady z Zachodu zdają się to potwierdzać. Niebotyczne kwoty uzyskiwane na aukcjach mogą niejednemu zawrócić w głowie. Uważany przez wielu obserwatorów rynku za spekulanta Charles Saatchi umiejętnie skupywał dzieła wielu twórców, także młodego pokolenia, podbijał ceny i zbił na tym fortunę. Dla znawców tematu takie „zimne” podejście nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.

– Przede wszystkim trzeba kochać sztukę i żyć nią, a inwestycje powinno dyktować nam serce – uważa Wojciech Fibak. – Traktowanie zakupu dzieła sztuki tylko jako inwestycji się nie sprawdzi, bo trzeba lubić to, co powiesi się w domu na ścianie czy postawi w pokoju. Poza prywatnym kolekcjonerstwem powinny w Polsce powstawać, istniejące już w innych krajach, fundusze kolekcjonerskie specjalizujące się w kolekcjonerstwie zorientowanym bardziej na np. cele inwestycyjne.

Katarzyna Napiórkowska wierzy, że nawet jeśli zakup dzieł sztuki jest tylko formą lokaty kapitału, nabywca wcześniej czy później pokocha sztukę i rozbudzą się w nim potrzeby estetyczne, a kolejne inwestycje będą już robione z wyboru kierowanego własną wrażliwością.

Doświadczenia Martty Węg obfitują zarówno w spotkania z pasjonatami sztuki, którzy „ciułają” każdy grosz, by kupić sobie obraz, i tych artystka ceni i lubi, jak i z zimnymi kupcami, którzy skupują dzieła młodych twórców, licząc na zyski w przyszłości. Tacy kupcy potrafią zamówić kilka dzieł, co powinno cieszyć, ale równocześnie zażądać wysokiego rabatu za duży zakup.
– To smutne, że obrazy, w które wkłada się tyle serca i duszę stają się takim zwykłym towarem jak ze sklepowej półki – mówi malarka.

Na dziełach sztuki, nawet traktowanych czysto inwestycyjnie można zarobić, trzeba jednak wiedzieć, co i kiedy kupić. Jeszcze kilka lat temu prace Wilhelma Sasnala można było w kraju nabyć za kilka tysięcy złotych. Obecnie dzieła tego popularnego artysty, w zależności od ich wielkości i jakości, kosztują od 20 do 50 tys. euro. Podobnie jest z artystami urodzonymi w latach 70.: Maciejowskim, Bujnowskim, Rogalskim. Za każdą z ich prac trzeba już zapłacić minimum kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy euro. Zarobić więc mogli ci, którzy nie oglądali się na trendy, lecz kupili to, co im się podobało. Zyskali też działający w sposób zaplanowany i kupujący z nadzieją, że w przyszłości da się na pracach młodych plastyków zarobić.

Dobry przykład złotego interesu, jaki można zrobić na sztuce, podaje Wojciech Fibak. Do swojej kolekcji przed laty nabył prace współczesnego amerykańskiego twórcy Jeana-Michela Basquiata. Jeden z nich były znakomity tenisista kupił za ok. 150 tys. dolarów. Obecnie dzieło, które jest w rękach jego byłej żony, wyceniane jest na ok. 10 mln euro.

Duże pieniądze mogą także dać dzieła uznanych mistrzów – cenione na rynku zarówno za walory estetyczne, jak i małą utratę wartości. Aby stać się ich posiadaczem, potrzebne są ogromne sumy, sięgające setek tysięcy złotych, a nierzadko przekraczające milion. Jednak decydując się na sprzedaż podczas aukcji, można liczyć na sporą zwyżkę ceny. Wystawiane w Agra-Art prace Boznańskiej czy Wierusz-Kowalskiego z ceną wywoławczą ok. 0,5 mln zł grubo przekraczały poziom 1 mln zł. Warto jednak pamiętać, że większość najwartościowszych dzieł została już wyssana z rynku i rzadko można liczyć na dobrą okazję do zakupu. Na szczęście lukę stara się wypełnić sztuka współczesna, która systematycznie zyskuje na znaczeniu i tym samym na wartości.

Dobrą lokatą mogą stać się także, wciąż mało popularne wśród polskich kolekcjonerów, fotografie i grafiki. Kupowane obecnie za kilka – kilkanaście tysięcy złotych w przyszłości mogą znacznie zyskać na wartości. Warto także spojrzeć w stronę twórców przez wiele lat odrzucanych przez główne nurty – artystów ulicy. Ich prace mogą zrobić niesamowitą karierę, czego przykładem jest choćby angielski artysta-graficiarz ukrywający się pod pseudonimem Banksy, którego prace na aukcjach osiągają cenę 200-300 tys. funtów. Polscy artyści ulicy są coraz bardziej znani na Zachodzie, gdzie nierzadko prezentują swoje prace w uznanych galeriach i być może już za kilka lat prace takich twórców jak M-city, Krik czy członków kolektywu Vlepvnet staną się pożądane przez kolekcjonerów.

Podejmując decyzję o zakupie dzieł sztuki, nie powinno się myśleć wyłącznie o ewentualnych zyskach. Nie trzeba też zważać na panujące mody, ale kupować to, co się nam podoba. Bowiem więcej radości będziemy mieć z obrazu, który powiesimy w pokoju na ścianie, a nie z takiego, który kupiony pod wpływem mody czy sugestii wyląduje na strychu i pokryje go kurz. Idąc tym tropem, można powiedzieć, że najbardziej lubimy sztukę uznanych mistrzów, w tym także tych, tworzących po wojnie. Wciąż mniej podobają się nam dzieła artystów najnowszych. Potwierdzają to choćby wyniki aukcji, podczas których więcej sprzedaje się sztuki dawnej, a proporcje wartości sprzedanej mają się jak 4:1. Świadczy o tym też liczba samych aukcji. Agra-Art co roku organizuje bowiem cztery aukcje sztuki dawnej, a tylko dwie współczesnej.

Kryzys niestraszny sztuce

Doradcy finansowi, gdy nadszedł finansowy kryzys, niemal od razu zaczęli polecać dzieła sztuki jako dobrą lokatę kapitału. Dlaczego tak się dzieje? Według znawców tematu, sztuka jest bowiem wieczna, nie przemija, a jej dzieła rzadko tracą dużo na wartości. Ci, którzy obawiają się giełdy lub funduszy, mogą więc spokojnie zainwestować w dzieła uznanych mistrzów i za kilka lat sprzedać je, jeśli nie z zyskiem, to na pewno bez straty. A być może w tym czasie pokochają sztukę i stworzą wielką kolekcję?

A jak i czy kryzys zmieni rynek sztuki w Polsce? Według Wojciecha Fibaka, zmiany będą nieuniknione, wciąż jednak nie wiadomo jak silne. – Na pewno będzie w obiegu mniej pieniędzy – uważa Fibak. – Z drugiej jednak strony sztuka łatwiej przebijać się będzie do kręgów do tej pory nią niezainteresowanych i być może zwiększy się grono kupujących.

Justyna Napiórkowska uważa, że kryzys podniesie wartość dzieł unikatowych. Jej zdaniem zwiększy się także grono osób zainteresowanych zakupem obrazów czy grafik. – Ci, co już zainwestowali w sztukę, nie powinni żałować, sądzę też, że osoby, które do tej pory zwlekały z podjęciem decyzji o kupnie, staną się odważniejsze. Sztuka cenniejsza niż złoto – ta maksyma jest ponadczasowa – dodaje.

Według Konrada Szukalskiego polski rynek sztuki ze względu na swoją wielkość nie powinien szczególnie odczuć kryzysu. – Ceny nie są u nas zbyt wysokie, więc nie będzie dużych spadków – uważa prezes domu Agra-Art. – Co innego na Zachodzie, tam ceny doszły do astronomicznych wartości i spadki na pewno będą mocne.

Paulina Wrocławska z galerii Raster uważa, że na Zachodzie zmniejszy się popyt, upadnie wiele galerii, ale ceny nie będą malały. – Rynek w naszym kraju nadal będzie się rozwijać, wzrośnie świadomość i wiedza na temat sztuki współczesnej.

(bog)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Michał Bogurat

dziennikarz