Zawsze chodziłam własnymi drogami... Nie przekonywała mnie wizja wejścia do tak dużej firmy jak W.Kruk.
Anna Kruk, współwłaścicielka firmy jubilerskiej „Ania Kruk”
Piątek
21.06.2013
- Steve Jobs zaczynał w garażu, my – w piwnicy – o nowym biznesie rodziny Kruków opowiada Anna Kruk, współwłaścicielka firmy jubilerskiej „Ania Kruk”.
 

Co czuje rodzina, która straciła rodzinny biznes?
Mogę mówić wyłącznie za siebie. Firma W.Kruk działa od 1840 roku, kiedy nasz prapradziadek założył mały warsztat złotniczy. To pięć pokoleń rodziny Kruków. Na skutek przejęcia w 2008 roku naszej firmy przez Grupę Vistula pojawiła się opcja, której nigdy nie brałam pod uwagę – że W.Kruk może istnieć dalej, ale już bez Kruków...

Przecież jesteście Państwo udziałowcami Grupy Vistula...
Nasze nazwisko nadal widnieje na szyldzie, ale nie mamy żadnego wpływu na to, co się dzieje w W.Kruk. Kiedy po raz pierwszy w życiu uświadomiłam sobie, że to coś więcej niż tylko utrata firmy, wspólnie z bratem uznaliśmy, że nie można zaprzepaścić tylu lat rodzinnej historii.

Dlatego założyliście firmę oferującą biżuterię pod nową marką – „Ania Kruk”?
Utrata W.Kruka stała się zalążkiem pomysłu na nową markę. Znamy świat jubilerski od podszewki, mamy kontakty w branży – co w dużym stopniu jest zasługą mojego brata. Dobrze jest znaleźć swoje miejsce w rodzinnej historii, ale trzeba bardzo uważać, żeby przy tym pozostać sobą. I nie zajmować się rodzinnym biznesem z braku innych opcji. Chciałam robić coś na swoich warunkach. Coś innego.

Fragment wywiadu opublikowanego w miesięczniku "Własny Biznes Franchising" nr 3/2013.