16.07.2013

Na linii frontu

Historia Anny Marii Wielgus, nastolatki, która już ponad rok próbuje otworzyć w Warszawie restaurację, zbliża się do finału. Będzie happy end?

Spotykamy się na rogu ulic Żelaznej i Twardej. Na parterze budynku od Euro 2012 miała funkcjonować restauracja serwująca steki z sałatką i frytkami. Obecnie mieści się tam świecący pustkami sklep z antykami. – Mój ojciec pojechał do Francji i kupił trochę stylowych mebli, które teraz tu sprzedajemy. Z czegoś trzeba żyć – mówi Anna Maria Wielgus, dziewiętnastolatka z polsko-francuskim obywatelstwem, niedoszła restauratorka. W oknach lokalu poprzyklejane są petycje do premiera, prezydent Warszawy, urzędników. W oczy rzuca się olbrzymi napis "Miejsc pracy: 16. Zezwolenia ciągle brak".

Anna Maria WIelgus przed swoją restauracją w Warszawie Fot. PROFIT system, Adam Gieras

Anna Maria Wielgus mówi otwarcie, że urząd uwziął się na nią i świadomie przedłużał całą procedurę związaną z otwarciem restauracji L’Entrecote de Paris.

Przez ponad rok we własny biznes włożyła 400 tys. zł. Połowę tej kwoty zdobyła zastawiając mieszkanie babci, połowę dołożył ojciec. Jej sprawą interesowały się już telewizyjne programy interwencyjne, gazety, a także zwykli przechodnie czytający oklejone witryny lokalu. – To skandal, nie mogę tego zrozumieć, wszyscy tu jesteśmy oburzeni i życzymy powodzenia właścicielce – słyszę od mieszkańca budynku przy Twardej 54.

Franczyza z Francji

Na pomysł otwarcia własnej restauracji pani Anna wpadła w Paryżu, gdzie odwiedziła restaurację, w której podawane jest tylko jedno danie – stek z sałatką polaną sosem winegret i frytkami. – Można zdecydować jedynie o stopniu wysmażenia mięsa. Od razy pomyślałam, że w mojej restauracji klienci będą mieli do wyboru dwa, a nawet trzy sosy. Cały czas poszukuję receptury – mówi tegoroczna maturzystka. Francuski właściciel marki Le Relais de l'Entrecote standardowo wymaga od potencjalnego franczyzobiorcy wyłożenia 80 tys. euro na zakup licencji. Pani Anna postanowiła, przy wsparciu swojego ojca, wynegocjować korzystniejsze dla obu stron warunki. – Zobowiązaliśmy się pokryć wszystkie koszty związane z otwarciem restauracji i w dalszej perspektywie rozwinąć sieć na terenie Polski oraz u naszych wschodnich sąsiadów. Udało się w ten sposób znacznie obniżyć wysokość opłaty początkowej. Franczyzodawca zgodził się też wyjątkowo na płatność w trzech ratach – dodaje Anna Maria Wielgus.

Umowa między stronami nie zawiera prawa do korzystania z nazwy i logo właściciela marki (m.in. Le Relais de l'Entrecote mieszczącej się przy Polach Elizejskich w Paryżu), dlatego L'Entrecote de Paris na rogu Twardej i Żelaznej będzie funkcjonować na zasadzie quasi masterfranczyzy. Licencja ta umożliwia pani Annie rozwijanie sieci restauracji (planowane jest otwarcie w przyszłości kolejnych 15 lokali na zasadach franczyzy) i zapewnia know-how, w tym dostęp do receptury, na bazie której powstaje specjalny sos i przyrządzane jest mięso. Umową objęte było też doradztwo franczyzodawcy przy wyborze lokalizacji. – Francuzi, których restauracje działają w Londynie, Paryżu czy Nowym Jorku, przyjechali do Warszawy i osobiście wybrali jedną spośród siedemnastu lokalizacji. Lokal na rogu Twardej i Żelaznej spodobał się im ze względu na widok z okien na Pałac Kultury i Nauki – wspomina Anna Wielgus.

"To musi potrwać"

Początkowe założenia były bardzo optymistyczne – restauracja miała obsługiwać klientów już w trakcie Euro 2012. Niestety plany musiały szybko ulec zmianie, bo wspólnota mieszkaniowa zwlekała z wydaniem pozwolenia na prowadzenie restauracji w budynku przy Twardej. To, jak się później okazało, było tylko początkiem ciągnących się prawie rok kłopotów. W lipcu ubiegłego roku przyszła restauratorka złożyła w urzędzie dzielnicy Wola wniosek o wydanie planów zabudowy. Lokal wymagał wybudowania dwóch łazienek, wyprowadzenia trzech ujęć wody i zainstalowania klimatyzacji. Wniosek o przebudowę musiał przejść w urzędzie tą samą drogę, co pozwolenie na wybudowanie nowego obiektu. Na finał postępowania dotyczącego wydania decyzji o warunkach zabudowy, które ustawowo, w przypadku prostych spraw powinno zakończyć się w ciągu miesiąca od daty wszczęcia (art. 35 § 3 k.p.a.), musiała czekać do 20 grudnia. Sprawę mocno przedłużył projekt tarasu letniego, z którego po namowach urzędników zrezygnowała. Mimo to urząd przez kolejne 3 miesiące rozpatrywał wniosek. Potem kolejne dwa miesiące Anna Wielgus czekała na wydanie klauzuli ostateczności. Ustawowy czas to 14 dni, ale urzędnicy mieli związane ręce ze względu na trwające postępowanie Samorządowego Kolegium Odwoławczego, do którego sprawa trafiła po interwencjach ze strony pani Wielgus. SKO po przyjrzeniu się dokumentacji wszelkie zarzuty, jakoby urzędnicy dopuścili się nieprawidłowości, oddalił.

Znajomi doradzali pani Annie, żeby spokojnie poczekała, ale zdenerwowana nastolatka nie potrafiła czekać z założonymi rękami, tym bardziej, że miesięczne utrzymanie niefunkcjonującej restauracji kosztuje ok. 30 tys. zł. – Zaczęłam wysyłać skargi do premiera, prezydent miasta, ministrów pracy i gospodarki – mówi Anna Maria Wielgus. Nic to nie dało.

Po uprawomocnieniu się decyzji o warunkach zabudowy, w połowie marca, Wielgus złożyła wniosek o pozwolenie na budowę, na którego rozpatrzenie ustawowo urząd ma 65 dni. – Przy okienku zapytałam urzędniczki czy niczego nie brakuje. Ta odpowiedziała, że nie – mówi. Po dwudziestu dniach została jednak wezwana w celu uzupełnienia dokumentacji. Sprawa ciągnęła się dalej.
– Nie twierdzę, że w urzędzie sprawy załatwia się szybko. To musi potrwać. Faktem też jest, że przy przebudowie trzeba przejść przez taką samą ścieżkę proceduralną jak przy budowie nowego budynku. To oczywiście powinno trwać zdecydowanie krócej, ale pani Wielgus składała niekompletne dokumenty. Podczas licznych wizyt w urzędzie kwestionowała również zasadność niektórych przepisów, a to tylko wydłużało czas – komentuje Monika Beuth-Lutyk, rzecznik prasowy urzędu dzielnicy Wola. Ostatecznie sprawa nie została rozpatrzona ze względu na upłynięcie terminu.

Nie ma winnego

4 czerwca pani Anna po raz drugi złożyła wniosek o pozwolenie na budowę. Tym razem obyło się bez uwag ze strony urzędu. 27 czerwca, otrzymałem w urzędzie potwierdzenie, że pozwolenie na budowę zostało wydane i przez właścicielkę L'Entrecote de Paris odebrane. – W przeciągu dwóch tygodni automatycznie uprawomocni się. Na tym cała procedura się kończy. Sprawę należy uznać za załatwioną – informuje Monika Beuth-Lutyk. Na pytanie kto tak naprawdę zawinił odpowiada: Nie ma takiej możliwości, że urząd dzielnicy złamał prawo. Kontrola by to wykazała. Sprawa zrobiła się głośna, zainteresowało się nią wiele wpływowych osób. Gdyby były jakieś uchybienia po naszej stronie, to na pewno już dawno wyszłyby na jaw. Być może pani Wielgus, nieświadoma przepisów, powinna skorzystać z usług pełnomocnika, który pomógłby jej skompletować dokumentację. To, że trwało to tak długo nie jest powodem do satysfakcji, także dla urzędu dzielnicy Wola. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że nasza dzielnica rozwija się w ostatnim czasie bardzo prężnie – ciągle otwierane są nowe lokale, a kolejne budynki oddawane są do użytku. Gdybyśmy jako urząd łamali prawo, to skarg byłoby bardzo dużo, a jest wprost przeciwnie. W zeszłym roku przyjęliśmy ich tylko 5.

Anna Wielgus odpiera zarzuty i mówi otwarcie, że urząd uwziął się na nią i świadomie przedłużał całą procedurę. Postanowiłem sprawdzić czy często zdarzają się podobne historie, w których otwarcie lokalu gastronomicznego wiążę się z wielomiesięcznym oczekiwaniem inwestora na otrzymanie wymaganych zezwoleń. Zadzwoniłem do kilku liczących się na polskim rynku sieci gastronomicznych. W większości przypadków osoby po drugiej stronie słuchawki nabierały wody w usta. Specjalista ds. rozwoju w jednej z sieci pizzerii odpowiedziała mi, że owszem, czasami urzędy z niewiadomych przyczyn blokują lub utrudniają wydawanie pozwoleń na budowę, ale z uwagi na ochronę interesu firmy nie chce o tym mówić otwarcie.

O pozytywnym zakończeniu sprawy wciąż nieotwartej restauracji przy ulicy Twardej w Warszawie będzie można powiedzieć dopiero wtedy, gdy znajdą się pieniądze na wykończenie wnętrza i zakup towaru. – Czekamy na uprawomocnienie się pozwolenia na budowę. Prace w lokalu ruszą najwcześniej w drugiej połowie lipca. Przy założeniu, że wszystko będzie przebiegało pomyślnie, a po drodze musimy na krótko odłączyć wodę mieszkańcom budynku, restauracja powinna zacząć funkcjonować późną jesienią. Najpierw musimy jednak zebrać pieniądze, przeszło 250 tys. zł – informuje Anna Maria Wielgus. Czy jest jeszcze szansa na to, że początkowy optymizm młodej bizneswomen wróci? – Liczę na to bardzo. W końcu chciałbym spełnić swoje marzenie, nie poddaję się – podsumowuje.

Adam Gieras

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0