25.03.2014

Jak prowadzić sklep internetowy i nie złamać prawa?

Na przedsiębiorców wybierających działalność e-commerce czeka prawdziwy gąszcz przepisów.

Odpowiednio napisany regulamin to tylko jeden z licznych warunków, jakie należy spełnić zakładając sklep w sieci. Przepisy szczegółowo regulują również wygląd stron informacyjnych, opisów promocji, a nawet sposób redagowania korespondencji z klientami. Przedsiębiorcy często o tym zapominają, koncentrując się przede wszystkim na ekspozycji towarów i sprawnej realizacji dostaw.

Serfowanie po sieci.

Prezes UOKiK ma możliwość nakładania na przedsiębiorców kar finansowych za praktyki godzące w konsumentów. Maksymalna sankcja w takim przypadku może wynieść do 10 proc. przychodu w roku poprzedzającym wydanie decyzji.

Jak pies z kotem

Jak zauważa Rafał Stępniewski z portalu RzetelnyRegulamin.pl, uchybienia najczęściej pojawiają się w zakresie informacji o sposobie dostawy, reklamacji i zwrotu. – Sprzedawcy czasami powołują się na fakt istnienia gwarancji na towar pisząc w zakładce „Reklamacje” o tym, że reklamacji nie przyjmują, ponieważ towar posiada gwarancję producenta i to z nim klient powinien się kontaktować – wyjaśnia.

Najbardziej rażącym przykładem naruszenia praw klienta jest zapis w karcie produktu informujący o tym, że towar może w rzeczywistości różnić się od prezentowanego na stronie. Mowa tu m.in. o parametrach technicznych, za co sprzedawca nie chce ponosić odpowiedzialności. Dodatkowo, często towarzyszy mu informacja, ograniczająca prawa klienta co do reklamacji towaru z tego tytułu. Mimo, że taki zapis nie znajduje się we wzorcu umowy w regulaminie, wprowadza w błąd.

Warto sprawdzić, czy prowadząc sklep w „wirtualu” nie dopuszczamy się działań ograniczających prawo o ochronie konkurencji i konsumentów. O tym, jak łatwo wystąpić przeciw niemu świadczy choćby przykład dotyczący korespondencji z klientami. Wyobraźmy sobie, że chcąc uczulić klienta na to, by ten dokładnie sprawdził przesyłkę przy odbiorze w obecności kuriera, napiszemy w e-mailu, że jeżeli tego nie zrobi, utraci prawo do reklamacji. Tymczasem taki zapis figuruje już w rejestrze klauzul niedozwolonych Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Stosując go w oficjalnej korespondencji możemy narazić się na prawdziwe nieprzyjemności…

Kombinacje przy odbiorze

Wiele nieporozumień na linii klient – e-sklep wynika z opacznego rozumienia terminu „odbioru osobistego”. W większości przypadków wybranie tego wariantu dostawy towaru, jest równoznaczne z dokonaniem przez klienta zakupu na odległość. Takiej osobie przysługują te same prawa, jak przy dostawie kurierem, np. odstąpienie od umowy. Niestety, niektóre sklepy traktują odbiór osobisty jako zakup w sklepie stacjonarnym. To natomiast prowadzi do wielu nieporozumień. Jeżeli sklep w komunikacji z Klientem oraz w regulaminie nie rozróżnia zamówień od rezerwacji towaru, wówczas mamy do czynienia z zakupem na odległość.

 – Istotne jest to, aby jasno określić moment zawarcia umowy sprzedaży w samym regulaminie oraz odpowiednio informować o tym klienta – radzi Rafał Stępniewski.

Zdarzają się też sytuacje, w których już sama nazwa e-sklepu lub hasła marketingowe mogą wprowadzać w błąd. Zawarcie w nich np. informacji sugerującej, że jest to najtańszy sklep w internecie, może być już uznane za naruszenie. – W praktyce niemożliwe jest zapewnienie klienta, że znajdzie on najkorzystniejszą ofertę właśnie tam, gdyż zawsze znajdzie się jakiś sklep, który oferuje choć jeden artykuł w niższej cenie – tłumaczy Stępniewski.

Ciąg dalszy nastąpi

Od połowy czerwca będą obowiązywać nowe przepisy prawa, które nałożą na przedsiębiorców dodatkowe wymogi informacyjne. Wszystko po to, by wymusić na sklepach informowanie klientów o ich prawach. Sprzedawcy powinni zadbać o to, by komunikacja pomiędzy sklepem a klientem była jednoznaczna.

(gum)