03.11.2015

Zagrajmy w biznes

Zanim weźmiemy się za inwestowanie prawdziwych pieniędzy, poćwiczmy tymi na niby. Niezłą areną treningową mogą okazać się gry planszowe.

Kilka lat temu ekonomiści, finansiści i wojskowi zebrali się w podlegającym amerykańskiemu Departamentowi Obrony Laboratorium Analiz Działań Wojennych, by symulować światową wojnę walutową. Zamiast tradycyjnych militariów zostali uzbrojeni we wszelkie dostępne na rynku instrumenty finansowe. Podzielili świat na konkurujące ze sobą strefy wpływów, a każda miała robić wszystko, by zaszkodzić gospodarkom przeciwnika, umacniając jednocześnie swoją pozycję na arenie międzynarodowej. Nad przygotowaniem symulacji sztab specjalistów pracował długimi miesiącami, a sama rozgrywka trwała dwa dni.

Gra ekonomiczna

Na półkach sklepów z grami planszowymi nie brakuje tytułów, które nie tylko pozwolą nam się wcielić w inwestorów i przedsiębiorców, ale również pomogą nauczyć się myśleć jak starzy rynkowi wyjadacze.

Zwykli śmiertelnicy nie mogą jak na razie wziąć udziału w grze zakrojonej na podobną skalę. Na szczęście nic straconego. Na półkach sklepów z grami planszowymi nie brakuje tytułów, które nie tylko pozwolą nam się wcielić w inwestorów i przedsiębiorców, ale również pomogą nauczyć się myśleć jak starzy rynkowi wyjadacze.        

Monopol na rozrywkę

Tytuł najpopularniejszej wśród gier traktujących o tematyce biznesowej od dawna i bezsprzecznie należy do „Monopoly”. Któż z nas nie miał okazji rzucić się w wir handlu nieruchomościami, z zadowoleniem stawiając kolejne domy i hotele na swoich parcelach i pazernie spoglądając na dworce kolejowe? Niewielu wie jednak, że „Monopoly”, które doczekało się wielu reedycji i modyfikacji, zostało wymyślone jeszcze w czasach wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Dziś wciąż chętnie wracamy do niej z rodzinami i znajomymi, choć prawdziwi maniacy planszówek wypowiadają się o „Monopoly” z pewną pogardą. Twierdzą, że ze względu na sporą losowość rozgrywki nie ma w niej praktycznie miejsca na własną inwencję graczy. Jednak prawdziwa zabawa z „Monopoly” zaczyna się dopiero wtedy, gdy pozwolimy sobie na drobne odstępstwa od reguł i puścimy wolno wodze swoich umiejętności negocjacyjnych. Wpadniemy wówczas w wir walki o kolejne lokalizacje i sposoby płatności, w której smykałka do handlu okaże się kluczową przewagą.

Kasa lubi pływać

O ile „Monopoly” to trochę takie disco polo wśród biznesowych planszówek, to pozycją dla prawdziwych snobów jest „Cash Flow 101”. Gra stworzona została przez amerykańskiego guru biznesu, Roberta Kiyosakiego, a jej celem jest nauczenie graczy prawidłowego myślenia o kwestiach inwestowania i zarabiania pieniędzy.

– Grę „Cash Flow” kupiłem kilka lat temu. Kosztowała 397 zł – wspomina Mieczysław Dutkowski, specjalista od coachingu i współtwórca firmy szkoleniowej Biznes Instytutu. – Znajomi stwierdzili, że pewnie wyrzuciłem pieniądze w błoto. Ale zaprosiłem ich na rozgrywkę... i się zaczęło. Zestawienia finansowe, transakcje, kredyty, pożyczki, inwestycje, nieruchomości, zwolnienia z pracy, rodzące się dzieci. Mój entuzjazm był duży, jednak miałem wrażenie, że inni gracze niezbyt dobrze się bawią. Dlaczego? Może nie zrozumieli przesłania albo nie chcieli wyjść poza schemat.

W „Cash Flow” chodzi właśnie o jego przełamanie i dostrzeżenie ścieżek, które pozwolą nam uciec z wyścigu szczurów. O to, by sprawić, że to pieniądze, a nie my, będą ciężko pracowały.

– Gra jest dla wszystkich. Młodych i starszych, ludzi bez wykształcenia ekonomicznego i tych po studiach. Prezesów i dyrektorów. Samotnych matek i kobiet przedsiębiorczych. Ta gra  wywróciła do góry nogami świat wielu ludzi – mówi Dutkowski.

Jego samego zainspirowała do tego, by w ramach zajęć prowadzonych przez Biznes Instytutu co tydzień organizować spotkania z grą. „Cash Flow” ma zainspirować uczestników do zmiany swoich przekonań na temat pieniędzy i kariery zawodowej.  

Rozgrywka pod prądem

Strategicznego myślenia uczyć ma również gra pt. „Wysokie napięcie”, wydana w 2004 roku przez Niemca Friedemanna Friese. Jej autor do tego stopnia pasjonuje się grami, że na ich rzecz zdecydował się porzucić studia matematyczne. Człowiek o charakterystycznej zielonej czuprynie jest dziś ikoną świata planszówek i ma ich na koncie już ponad 20.

„Wysokie napięcie” uznawane jest za jeden z najlepszych tytułów ekonomicznych dostępnych na naszym rynku. Zadaniem graczy jest budowa elektrowni, które zasilają miasta dostępne na mapach (do wyboru) XIX-wiecznych Stanów Zjednoczonych bądź terytorium geograficznym dzisiejszych Niemiec. W drodze licytacji nabywa się elektrownie, które przy wykorzystaniu odpowiednich surowców (węgla, ropy, odpadów lub sił natury) pozwalają zasilać kolejne kontrolowane przez graczy miasta. Sztuka polega na tym, by odpowiednio gospodarować posiadaną gotówką w warunkach kurczących się zasobów surowców. Zwycięstwo przypadnie wcale nie temu, który swoim zasięgiem obejmie największe terytorium, ale graczowi, który posiadane miasta będzie mógł podłączyć „do prądu”.

W paszczy rekina

Friedemann Friese jest też autorem ekonomicznej karcianki „Rekinów biznesu”, w którą zagrać może od dwóch do czterech osób. Zawodnicy mają do dyspozycji karty z czterech różnych kategorii: karty statusu, wpływu, akcji oraz fabryki. Za posiadaną gotówkę licytują i kupują wybrane przez siebie karty, mając na uwadze to, że do wygranej niezbędne jest uzyskanie określonej liczby punktów zwycięstwa, dostępnych na kartach statusu.

Cała sztuka polega na tym, by odpowiednio rozkładać zasoby finansowe, kupując zarówno karty bezpośrednio przybliżające nas do zwycięstwa, jak i inne, służące do powiększania stanu naszego konta (fabryki) lub utrudniania życia przeciwnikowi (akcji). By odnieść sukces trzeba próbować liczyć, ile gotówki pozostało w danym momencie przeciwnikom. Dzięki temu mamy większe szanse w licytacji i możemy planować rozgrywkę zgodnie z własnymi zamiarami.

W „Rekiny biznesu” grać można w dwie, trzy lub cztery osoby, ale dopiero rozgrywka w największym formacie przysparza prawdziwych emocji. Licytacja nabiera rumieńców, bo gracze zaczynają zachowywać się, jakby w rękach mieli prawdziwe pieniądze i walczyli o rzeczywiste aktywa finansowe. Dochodzi do wielu zaskakujących zwrotów, w wyniku których przegrywający mogą wyjść na prowadzenie, a faworyci stracić swoje fortuny. Czas gry może przeciągnąć się nawet do półtorej godziny.

Niewątpliwą atrakcję stanowią same karty, stworzone w rysunkowej koncepcji. Mamy więc szczerbatego z chytrym wzrokiem obejmującego piłkę z mistrzostw świata w 1974 roku, która da nam osiem punktów zwycięstwa. Jest facet w postrzępionym wdzianku wynoszący ze sklepu stos sprzętu RTV i AGD, nad którym widnieje napis „deflacja” (gracze muszą wpłacić pieniądze do banku), są i palący papierosy deweloperzy, pochyleni nad planem budowy autostrady przez malowniczy zakątek przyrody (karta zwiększa maksymalną liczbę fabryk). Możemy kupić rzeźnika, zakład pogrzebowy i kolej, a przeciwników potraktować poborcą podatkowym lub strajkiem. Zaskakujące, jak duże emocje są w stanie obudzić te karty, jeśli graczom da się do rąk sztuczne pieniądze i każe o nie licytować.

Czy wspomniane gry naprawdę są w stanie nauczyć biznesowego myślenia? „Cash Flow” na pewno. „Monopoly”, choć nie przez wszystkich traktowany poważnie, bez wątpienia rozwinie zdolności negocjacyjne. Natomiast wszystkie, bez wyjątku, uczą odwiecznej prawdy biznesu – sukces odnosi nie ten, kto hołubi pieniądze, lecz ten, kto je inwestuje.