06.05.2016

Rudi Schuberth robi interesy na Kaszubach

– Chciałem stworzyć biznes, o który dbać będzie moja rodzina. Dlatego założyłem gospodarstwo agroturystyczne. Od niedawna produkuję też wiejskie wędliny bez konserwantów – mówi Rudi Schuberth, piosenkarz i satyryk.

Dlaczego artysta estradowy postanawia produkować i sprzedawać wiejskie wędliny?
To w pewnym sensie konsekwencja tego, czym wspólnie z moją żoną Małgosią zajęliśmy się kilkanaście lat temu. Mam na myśli prowadzenie gospodarstwa agroturystycznego. Założenie było konkretne od samego początku, karmimy gości tylko zdrowo i smacznie, tak jak sami chcielibyśmy jeść. I rzeczywiście nam to wychodziło, bo goście zaczęli dopytywać, czy można kupić serwowane przez nas pyszności. To dało nam do myślenia. Zresztą moim zdaniem jedną z podstawowych zasad w biznesie jest słuchać ludzi, poznawać ich oczekiwania. Biznes tworzymy dla innych, nie tylko dla i pod siebie. Nie mam wątpliwości, że jest ogromne zapotrzebowanie na zdrową, tradycyjną żywność. Ludzie z coraz większą niechęcią sięgają po masowe produkty, które nie dość, że są bez smaku, to jeszcze naszpikowane chemią i konserwantami. Dlatego w ofercie oprócz wędlin mamy też drobiowe galaretki,  galaretę z nóżek, gołąbki i pierogi, pasztety, zrazy, trochę tego jest (śmiech). Ale producentem żywności raczej nazwać nas nie można, to trochę za szumnie powiedziane. Nie produkujemy w naszej wędzarni i kuchni żywności na wielką, ogólnopolską skalę. To raczej biznes regionalny, mała manufaktura produkująca ilości raczej „filatelistyczne”.

Rudi Schuberth i zespół Wały Jagiellońskie

Ludzie z coraz większą niechęcią sięgają po masowe produkty, które nie dość, że są bez smaku, to jeszcze naszpikowane chemią i konserwantami. Dlatego w ofercie oprócz wędlin mamy też drobiowe galaretki, galaretę z nóżek, gołąbki i pierogi, pasztety, zrazy, trochę tego jest.
Rudi Schuberth

Świeżakiem w biznesie pan nie jest.
(Śmiech). To prawda. Ale przecież doświadczenie, i to różnorodne, to zaleta, a nie wada. I warto zawsze, na każdym etapie prowadzenia biznesu, wykorzystywać wiedzę, jaką się zdobyło. Prowadzenie własnej firmy rozbija się o przepisy prawne, księgowość i całą masę innych spraw. Oczywiście, nie robię wszystkiego sam, otaczam się fachowcami, np. firmą księgową, ale lubię wiedzieć, co w trawie piszczy. Dzięki temu można pewne sprawy przewidzieć, szukać rozwiązań, zanim pojawią się kłopoty. Studiowałem na Politechnice Gdańskiej budowę okrętów, od 1977 roku występowałem z Wałami Jagiellońskimi, następnie był  kabaret Tey i znów Wały. W międzyczasie ze wspólnikami mieliśmy m.in.: wytwórnię materiałów budowlanych, hurtownię odzieży męskiej, próżniowe pakowanie żywności. Ale najbardziej zawsze chciałem… budować domy. Wspólnie z żoną Małgosią, z wykształcenia prawnikiem, przy współudziale zawodowego architekta zaprojektowaliśmy i zbudowaliśmy od podstaw nasz folwark Otnoga. Odtworzyliśmy zagrodę kaszubską. Teraz zajmuję się tylko folwarkiem i produkcją żywności.

Porzucił pan Gdańsk i przeprowadził się na wieś. Na dodatek zainwestował oszczędności w gospodarstwo agroturystyczne. Opłacało się?
Długo nie miałem potrzeby życia na wsi, aż do czasu, gdy wybudowaliśmy z żoną dom niedaleko miasta, a naszym oczkiem w głowie stał się ogród. Na nasz raj na ziemi trafiliśmy przypadkiem. Ale wtedy jeszcze nie był rajem – same nieużytki i zapuszczone  kartofliska, kiepska ziemia bez ani jednego kamienia. Może ktoś inny przeszedłby obojętnie wobec tych niespecjalnie rokujących realiów, ale mnie intuicja podpowiadała, że warto zainwestować pieniądze. Bo to miejsce miało to coś, co przyprawiało o szybsze bicie serca. Potencjał! Samo siedlisko złożone z czterech budynków już dziełem przypadku nie było, ale stało się planem dopracowanym w najdrobniejszych szczegółach. Otnoga to miejsce niezwykłe, najchętniej nigdzie bym stąd nie wyjeżdżał. Chociażby dlatego się opłacało!

Prowadzenie gospodarstwa agroturystycznego to łatwy biznes?
Ależ skąd. Trzeba o wszystko zadbać w najdrobniejszych szczegółach. Goście wyczuwają fałsz, czują się oszukani, jeśli miejsce, w którym zapłacili za pobyt, jest po prostu domem na wsi bez atrakcji i pomysłu. Nasz folwark wygląda na zabytkowy, ale powstał od zera. Wzorowaliśmy się na zagrodach ze Swołowa pod Słupskiem, czyli na tradycyjnym kaszubskim budownictwie  ryglowym. Gospodarstwo obejmuje obszar ok. 18 hektarów, mamy hodowlę danieli, prywatne łowiska wędkarskie na zamkniętych akwenach. Otnoga to mała wioska w Szwajcarii Kaszubskiej. Teren jest pięknie pofałdowany, mało zadeptany przez turystów. Mamy w okolicy dziesiątki jezior, piękne lasy i mnóstwo zwierzyny. Mamy własne źródło wody, która jest pyszna, takiej nie ma w mieście. Wykorzystujemy to, co daje nam natura – z lasu żurawinę, borówkę, grzyby. Zaprzyjaźnione gospodynie pieką chleb, robią masło, mamy potrawy z dziczyzny. To oferta, jakiej sami byśmy oczekiwali od gospodarstwa, do którego pojechalibyśmy na wypoczynek. Zresztą to samo dotyczy nie tylko jedzenia, lecz także wystroju wnętrz. Każdy apartament dla gości stworzyliśmy z dbałością o szczegóły: salonik myśliwski, sosnowy… W zależności od pomysłu: w salonie myśliwskim są myśliwskie akcesoria, wiszą poroża itp. W sosnowym sufit i podłogi są sosnowe, meble również. I każdy z nich ma swoją historię. Są też lampy mojej roboty. Robię je zimą, gdy odwiedza nas mniej gości.

Pracuje pan z rodziną w miejscu, w którym jednocześnie mieszka. Zacierają się granice między pracą a prywatnością?
Gospodarstwo agroturystyczne z prawdziwego zdarzenia zakłada wprowadzenie obcych ludzi do swojego życia. Mamy wielki szacunek do naszych gości. Zasiadamy z nimi do stołu, wspólnie biesiadujemy, rozmawiamy o życiu, polityce, żartujemy. Decydując się na taki biznes, należy brać pod uwagę, że sukces opiera się na zadowoleniu gościa. Dlatego ja osób, które do nas przyjeżdżają, nie nazywam klientami, ale gośćmi. Już samo to słowo zakłada „gościnę”. Tu ludzie przyjeżdżają po wypoczynek i spokój. Mają poczuć się wolni i zrelaksowani. Gospodarze nie mogą wprowadzać nerwowej atmosfery czy dać odczuć gościom, że są intruzami i tylko zawracają głowę „za parę złotych”.

Macie sprawdzone sposoby reklamowania swoich usług?
Oczywiście, mamy stronę internetową i ulotki, ale najlepszą dla nas reklamą jest ta podawana sobie z ust do ust. Chociaż trzeba tu powiedzieć, że niektórzy, widząc, że osoba publiczna, znana z telewizji, jest gospodarzem, wbrew pozorom wcale nie decydują się na przyjazd. Trzeba więc przełamać pewną barierę. Ale goście, którzy do nas przyjadą raz, zwykle wracają. To powód do dumy. Polecają nasz folwark znajomym. Myślę, że nie robiliby tego, gdyby im się nie podobało i nie zostali dopieszczeni od A do Z. To jest według nas ta najlepsza reklama.

Rozmawiała Beata Rayzacher

Fragment wywiadu opublikowanego w numerze 4/2016 miesięcznika "Własny Biznes FRANCHISING".

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Własny Biznes FRANCHISING Nr 4/2016 (134)

 
Okładka WBF 134 kwiecień 2016, Joanna Misiakowska, Lodostrefa, Adam Skrzypek, Esotiq

Przedstawiamy 10 pomysłów na sprawdzony biznes w branży modowej. Opisujemy, jak otworzyć i z sukcesem prowadzić: pub, wypożyczalnię rowerów, sklep Komfortu, salon auto detailingu oraz lodziarnię Lodostrefy. Podpowiadamy, jak wybrać dobrą nazwę i logo dla firmy. Rudi Schuberth opowiada o swoich interesach na Kaszubach.

Więcej informacji

Cena netto
6,94 zł
VAT
0,56 zł
Cena brutto
7,50 zł

PRENUMERATA miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING

 
Prenumerata Własny Biznes

Zamawiając roczną prenumeratę otrzymujesz niższą cenę niż w kiosku. Prenumerata kosztuje tylko 39 zł i obejmuje 12 wydań miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING. Magazyn jest wysyłany co miesiąc pierwszego dnia sprzedaży prosto do Twojego domu, a przesyłka nic Cię nie kosztuje.

Więcej informacji

Cena netto
36,11 zł
VAT
2,89 zł
Cena brutto
39,00 zł