29.01.2012

Jaki ubiór, taka firma

Wizerunek jest potężną bronią. To on, wraz z osobowością i doświadczeniem, decyduje o tym, jak będziemy postrzegani w życiu zawodowym.

Styl to człowiek i jego osobowość, a nie wykonywany zawód. Niemniej praca na określonych stanowiskach zobowiązuje nas do zwracania ogromnej uwagi na ubiór, który wkładamy na siebie każdego dnia. Kultura osobista wymaga od nas wiedzy o tym, co wypada włożyć na rozmaite okazje. Miejmy dystans do schematycznych rad projektantów mody i stylistów – to najczęściej minimalizm i prostota, a nie ślepe podążanie za nowinkami ze świata mody pomogą nam wybrnąć z wizerunkowych dylematów. Zasadą dobrego smaku jest klasyka, ale również dopasowanie garderoby do wydarzeń, które czekają na nas w danym dniu pracy (zwyczajny dzień, delegacja, uroczystość firmowa itp.).

Wygląd zgodny z zasadami

Przeanalizujmy jedną z ważniejszych międzynarodowych i – dzięki temu – uniwersalnych zasad elegancji: ubieraj się odpowiednio do swojego zawodu, branży, pozycji w firmie oraz wieku. Postaraj się zawsze wyglądać tak, by pracodawca nie miał wątpliwości, że jesteś właściwą osobą na właściwym miejscu.
Kanon stroju wyznaczający wyraźne zasady służbowego ubioru kryje się pod wyrażeniem „dress code”. Wraz z ewolucją tego terminu w Polsce reguły codziennego wizerunku stały się coraz surowsze, dla odbiorcy stanowią one sygnał, że ma do czynienia z wysokimi standardami stawianymi pracownikom. „Dress code” często świadczy o wadze, jaką firma przywiązuje do obsługi klientów czy kontrahentów. Tam, gdzie brak jest wyznaczonych konkretnych reguł dotyczących codziennego wizerunku, warto pamiętać, by nasz służbowy strój był prosty i schludny. Sprane, kolorowe podkoszulki z nadrukiem, sandały, rozpięte kołnierzyki lub poluzowane krawaty – to widok kojarzący się z niedbalstwem i totalnym brakiem poczucia smaku.

Leszek Czarnecki,główny akcjonariusz Getin Holding

Jeśli ktoś piastuje wysokie stanowisko w firmie, jak Leszek Czarnecki, główny akcjonariusz Getin Holding, to nawet w upalny dzień musi występować w klasycznym ciemnym garniturze.

Luz – tylko dla artystów

Ubiór ma w sobie tę moc, która pozwala pozytywnie wpływać na nasze relacje z ludźmi, przede wszystkim jednak określa naszą wiarygodność. Nienaganny wygląd wywiera ogromny wpływ na ocenę pracownika przez szefów. Liczne badania psychologiczne niejednokrotnie dowiodły, że na drugiego człowieka patrzymy przez pryzmat urody, dobrego stylu, elegancji. Później dopiero zwracamy uwagę na styl bycia, ton głosu i sposób wypowiedzi. Nieodpowiednim ubiorem możemy kogoś obrazić albo zrazić do siebie. Ubierać się dowolnie wypada tylko wtedy, gdy jesteśmy przedstawicielami zawodów artystycznych. W naszym stroju może pojawić się wtedy ciekawy akcent, ale i tu trzeba mieć wyczucie, ponieważ granica między tym, na co możemy sobie pozwolić, a tym, co jest źle postrzegane przez otoczenie, jest bardzo cienka. Czasem lepiej z czegoś zrezygnować, niż ryzykować śmieszność.

Elegancja znaczy wiarogodność

Wyobraźmy sobie partnera zarządzającego w międzynarodowej kancelarii prawniczej, który nosi długie, związane włosy, kolczyk w lewym uchu, czerwone buty i do tego spodnie dżinsowe. Niestety, takiej osobie najprawdopodobniej niezwykle trudno będzie zdobyć zaufanie i szacunek klientów. Co więcej, naraża się ona nawet na lekceważący stosunek otoczenia.
A co z pracą w agencji reklamowej? Skoro to zawód artystyczny, w kwestii stroju powinna istnieć całkowita dowolność. Nie do końca. Nie mniejszą konsternację niż prawnik w dżinsach wzbudziłby kreatywny menedżer w agencji reklamowej, przechadzający się między komputerami w eleganckim garniturze z poszetką we frontowej kieszonce marynarki, meloniku i podpierający się laską. Tzw. kreatywne zawody charakteryzują się raczej luzem w ubiorze, dopuszczalny jest nawet strój awangardowy, odważne dodatki czy oryginalne fryzury. Ale już paradujący po korytarzach firmy w dżinsach, koszulce z krótkim rękawem i bejsbolowej czapce członek zarządu poważnej firmy reklamowej wywołałby nie lada zdziwienie.

Przedstawiciele konserwatywnych zawodów: bankierzy, finansiści, konsultanci czy prawnicy ubrani powinni ubierać się w garnitury koloru ciemnego (rekomendowany jest granat lub grafit), jasne koszule (biała, błękitna, różowa) i ciemny, zawiązany na gustowny węzeł pod szyją krawat. Jeśli ktoś piastuje wysokie stanowisko w firmie, to nawet w upalny dzień musi występować w klasycznym ciemnym garniturze. Upał i lato nie zwalniają od wizerunkowej dyscypliny. Tylko wtedy menedżer jest, a przynajmniej sprawia wrażenie wiarygodnego reprezentanta swojej branży. Ubiór jest wyrazem szacunku w stosunku do przełożonych, wykonywanej pracy i interesantów. Dlatego odzież powinna być skromna, elegancka i dobra jakościowo. Jak mawiał G.B. Brummel, „prawdziwa elegancja polega na tym, że jest niezauważalna”. By być menedżerem, trzeba jak menedżer wyglądać. I nie oznacza to jedynie ślepego podążania za modą; istotna jest umiejętność właściwego dobierania stroju, dostrzegania zmian zachodzących w naszej sylwetce.

Dla mniej formalnych zawodów, takich jak branża medialna, reklamowa, dla dziennikarzy czy lekarzy, najlepszym rozwiązaniem jest styl „smart casual”. Styl ten to zlepek słów: smart – elegancki, casual – powszechny, zwykły. To nic innego jak nieformalna elegancja. Co to oznacza w praktyce? Sweter lub marynarka sportowa, jasnego koloru koszula rozpięta pod szyją na jeden lub dwa guziki, spodnie chino w kolorze khaki lub granatowym, brązowe buty. Gustownym wyborem w tym stylu są buty zamszowe, właśnie w kolorze brązowym. Strój w stylu „smart casual" jest na tyle neutralny, że pasuje do wielu branż.

Oba style, zarówno ten formalny, jak i casual, są idealne dla właścicieli biznesów. Mają oni większą swobodę wyboru, nie oznacza to jednak, że mogą zapomnieć o dobrym stylu i elegancji, jeśli wymaga tego okazja. Odpowiednim wyglądem wzbudzają zaufanie kontrahentów i budują pozytywne relacje ze swoimi klientami.

Unikajmy przesady

Każdy styl może się obronić, pod warunkiem że nie przekracza granic dobrego smaku i jest dostosowany do sytuacji. Dobry styl to dyskrecja. Nasz strój nie powinien być zbyt niedbały lub nazbyt wystudiowany. Nie ma mowy o obnoszeniu się zamożnością.

W tym miejscu warto przytoczyć opowieść o Maersk Mc-Kinney Møller, duńskim przedsiębiorcy i właścicielu mającej miliardowe obroty firmy spedycyjnej Maersk. W latach osiemdziesiątych znany był z tego, że przyjeżdżał do biura swoim starym ponad 10-letnim fordem fiestą i parkował go zaraz obok lśniących nowością mercedesów dyrektorów zatrudnionych w swojej firmie. Na pytanie dziennikarza, dlaczego jeździ tak starym samochodem, odpowiedział z rozbrajającą szczerością: „Bo mnie na to stać”.

Każda przesada jest w złym stylu. Ostentacyjne obnoszenie się bogactwem – tym bardziej. Jak mawiają Brytyjczycy, „prawdziwy dżentelmen nie rozmawia o pieniądzach. Po prostu je ma”. Pamiętajmy, by swoim ubiorem nie tworzyć niepotrzebnego dystansu między sobą a pracownikami. Zastanówmy się, co zyskamy, a co stracimy, mając na sobie najdroższe garnitury, a na palcach i nadgarstkach złoto i inne symbole dobrobytu. Bogactwo to rzecz względna. Styl – nie. Pamiętajmy o tym szczególnie w relacjach z zatrudnionymi pracownikami. To oni ciężko i rzetelnie pracują na sukces naszej firmy, a zarobki niekoniecznie pozwalają im na przesadne podkreślanie atutów swojego wizerunku.

Znajdź swój styl

Pamiętajmy, że dobry styl to połączenie z jednej strony zasad, z drugiej – naszej osobowości. Jeżeli mamy naturę tradycjonalisty, źle będziemy czuć się w mniej formalnym stroju. I odwrotnie. Im wyższą funkcję pełnimy w firmie, tym większa ciąży na nas odpowiedzialność za promocję dobrych wzorców wobec naszych podwładnych. To kwestia odpowiedzialności lidera. Bez względu na branżę, w której pracujemy, niezwykle ważna jest harmonia i dobre proporcje. Tak jak powiedział kiedyś Brummel: „Jeżeli miałby cię oceniać stuprocentowy Anglik, to z pewnością powiedziałby, że nie jesteś dobrze ubrany: albo za sztywno, albo zbyt modnie”.

Michał Leopolt-Kuropatwiński
Coach męskiego stylu, autor bloga BusinessInStyle.pl