05.03.2010

Pomysł na Lotto

Jak nowa strategia Totalizatora Sportowego wpłynie na przychody agentów?

Regulacje prawne wprowadzone naprędce w cieniu afery hazardowej przełożyły się na znaczne uszczuplenie rynku automatów o niskich wygranych. Wydawało się, że Totalizator Sportowy skorzysta na nowych przepisach. Z jednej strony uszczuplenie rynku produktów konkurencyjnych, a z drugiej ofensywa marketingowa Totalizatora połączona ze zmianą nazwy Dużego Lotka na Lotto miały zaowocować częstszymi wizytami klientów w kolekturach.

Tak się jednak nie stało, a wszystko wskazuje na to, że przychody Totalizatora w pierwszych dwóch miesiącach były niższe niż rok wcześniej. Według informacji Pulsu Biznesu spadek przychodów w porównaniu ze styczniem 2009 r. może wynieść ponad 20 proc. Dziennik spekuluje, że Totalizator sam rzuca sobie kłody pod nogi, podnosząc ceny zakładów i ograniczając wypłaty za trafienie „trójki”. Podobnego zdania są właściciele kolektur.

- Z mojego punktu widzenia taka polityka jest niezrozumiała – mówi agent Totalizatora z warszawskich Bielan, pragnący zachować anonimowość. - Ludzie przyzwyczaili się do nazwy Duży Lotek, a droższe zakłady odrzucają mniej zamożnych klientów, których coraz rzadziej będzie stać na grę.

Przedsiębiorca ubolewa także nad zmianami, jakie firma wprowadza w zakresie możliwości oferowania usług konkurencyjnych.

- Od marca obowiązuje aneks do umowy, na podstawie którego nie będzie już można w kolekturze oferować gier innych operatorów, od zdrapek po automaty po niskich wygranych - żali się. - Niestety, wielu placówek nie wytrzyma takich rygorów i upadnie.

Totalizator odpowiada, że problemy finansowe i dramatyczne pogorszenie wyników sprzedaży to jedynie wymysł mediów.

- Nie jesteśmy ani w dołku, ani nie grozi nam bankructwo – kategorycznie zaprzecza Piotr Gawron, rzecznik prasowy Totalizatora. - Faktem jest, że przychody w styczniu 2010 r. były niższe niż rok wcześniej, ale poprzedni rok był rekordowy ze względu na liczne kumulacje. Nie odbiegają one natomiast od średnich przychodów z ostatnich lat.

Jak wskazuje rzecznik Totalizatora, wprowadzenie zakazu konkurencji nie ma nic wspólnego z zabiegami wizerunkowymi w kontekście afery hazardowej.

- To działania, które prowadzimy od dłuższego czasu. Nie chcemy, aby w kolekturach Totalizatora Sportowego nasze produkty sąsiadowały z urządzeniami do gier hazardowych – mówi Gawron. - Ponadto oceniamy, że prowadzenie kolektury Lotto jest na tyle intratnym interesem, że nie budzi konieczności łączenia go z dystrybucją dodatkowych produktów.

Umowy agencyjne Totalizatora zakładają prowizyjny charakter wynagrodzenia. Dochody agentów z gier liczbowych przez pierwsze 5 miesięcy utrzymują się na stałym poziomie 6 proc. przychodów. Po tym okresie, w zależności od wysokości wpływów, poziom prowizji zostanie ustalony pomiędzy 1-7,5 proc.

- Prowadzenie kolektury to nie jest działalność charytatywna, tylko biznes – zaznacza rzecznik spółki. - Skoro kolektury działające nawet w mniejszych miejscowościach są w stanie przy obecnej ofercie generować satysfakcjonujące zyski, to znaczy, że inne punkty też mogą. Jeśli im się to nie udaje, to znaczy, że albo jest to wina lokalizacji albo ajent nie umie sprzedawać. W obu przypadkach tego rodzaju placówki muszą być zamykane.

Władze firmy chcą zerwać z kształtowaniem polityki sprzedażowej w oparciu o jeden rodzaj gry liczbowej. Chce rozszerzać ofertę i zwiększać rozpoznawalność nowych produktów wśród klientów. Pozostaje pytanie, ile będzie kosztowało przyzwyczajenie odbiorców Totalizatora do tego pomysłu. Zarówno klientów, jak i agentów.

(gum)