06.08.2014

Zyski z nierządu

Gdyby opodatkować usługi seksualne, do budżetu Polski mogłoby wpłynąć 276 mln zł, czyli tyle, ile kosztuje 7 km autostrady.

Zakładany przez Ministerstwo Finansów deficyt budżetowy w 2014 roku wyniesie 47,7 miliarda złotych. By dopiąć budżet minister Mateusz Szczurek już sięgnął do OFE i będzie szukał dodatkowych źródeł dochodu. Tymczasem od lat lewica podpowiada, by opodatkować prostytucję i nierządem wspierać budżet. Takie pomysły przedstawiały zarówno Sojusz Lewicy Demokratycznej, jak i Twój Ruch. Portal Money.pl sprawdził, czy podatek od prostytucji rozwiąże problemy budżetu.

Zarobki polskich prostytutek Fot. Money.pl

W Europie prostytucję zalegalizowano dotąd w Holandii, Niemczech, Danii, Węgrzech, Austrii, Szwajcarii, Grecji czy Turcji.

By oszacować potencjalne wpływy do budżetu portal skorzystał z raportu opracowanego przez firmę doradczą Sedlak & Sedlak w 2013 roku oraz danych międzynarodowej firmy analitycznej Havocscope na temat liczby prostytutek w Polsce. Wynika z nich, że zarobki prostytutek są oczywiście uzależnione od świadczonych usług. Ich wysokość jest zależna przede wszystkim od liczby dni pracy w miesiącu oraz liczby przyjętych klientów w ciągu dnia. Na potrzeby badania przyjęto, że średnio osoby prostytuujące się są w pracy 15 dni w miesiącu.

Istotnym utrudnieniem przy szacowaniu wartości zarobków jest zróżnicowanie form płatności, jakie preferują osoby zatrudnione w seks-biznesie. Prof. Izdebski na podstawie prowadzonych badań wyróżnił: towarówki, czyli osoby prostytuujące się w zamian za towary takie jak np. kosmetyki lub odzież, dewizówki, czyli osoby preferujące waluty obce i tak zwane razy. Ich cennik uzależniony jest od liczby usług, którym trzeba się oddać, aby wybrany towar otrzymać. Stawki ściśle uzależnione są też od rangi pracujących. Znacznie niżej opłacana jest świadcząca usługi na ulicy czyli tak zwana rogówka, od ekskluzywnej agentki (pracującej w agencji towarzyskiej) lub call-girl.

Dodatkowo na podstawie danych z raportu Zachowania seksualne kobiet świadczących usługi seksualne, którego współautorem jest prof. Zbigniew Izdebski, wywnioskowaliśmy ilu klientów dziennie obsługują płatni seks-partnerzy. Z badań wynika, że 40 procent respondentek deklaruje obsługę od 3 do 5 klientów w ciągu doby. Ze względu na zróżnicowane formy płatności oraz charakterystykę pracy, która utrudnia wprowadzenie na przykład kas fiskalnych, przy szacunkach zrezygnowano z liczenia dochodów budżetowych z tytułu podatku VAT.

Okazuje się, że prostytutka pracująca średnio 15 dni w miesiącu może liczyć nawet na 9 tysięcy złotych zarobku. W związku z tym gdyby dochody z prostytucji zostały opodatkowane, a prostytutki świadczyłyby usługi w ramach umowy o dzieło, każdego miesiąca odprowadzałyby 1150 złotych podatku dochodowego i 1013 złotych składki na ubezpieczenia społeczne. Rocznie jest to odpowiednio 13 800 złotych i 12 160 złotych z działalności jednej prostytutki.

Jeżeli - zgodnie z danymi Havocscope - przyjmiemy, że usługi seksualne w Polsce świadczy prawie 20 tysięcy osób, do budżetu państwa rocznie mogłoby trafiać 276 milionów złotych. Za te pieniądze Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad jest w stanie zlecić budowę... zaledwie 7 kilometrów autostrady.

Natomiast roczna suma składek na emeryturę i rentę wynosi łącznie mniej, bo 243 miliony złotych. To wystarcza, by wypłacić średnią emeryturę w wysokości 1987 złotych (wartość brutto) 122 294 emerytom lub rentę w wysokości 1506 złotych (wartość brutto) 161 354 rencistom.

Nielegalna prostytucja jest dla budżetu bardziej opłacalna?

Do tej pory jedynym legalnym sposobem na uniknięcie płacenia podatku była deklaracja, że dochody pochodzą z nierządu. Urząd Skarbowy próbował to sprawdzić, jednak trudno było wykazać, że podatnik kłamie. Ministerstwo Finansów już planuje zmianę tej procedury i niedawno przedstawiło nowelizację odpowiednich przepisów.

Cześć ekonomistów i ekspertów podatkowych jest zgodna - projekt nowelizacji ustawy o nieujawnionych źródłach przychodu może prowadzić do opodatkowania prostytucji, ale tylnymi drzwiami. Ministerstwo Finansów zajęło się ustawą po niekorzystnych wyrokach Trybunału Konstytucyjnego. Resort finansów utrzyma podatek od nieujawnionych dochodów.

Z punktu widzenia podatnika, w zmienionej ustawie, najważniejsze będzie rozłożenie ciężaru dowodu, który w toku postępowania może spoczywać na nim bądź na organie kontrolującym. Po wszczęciu postępowania przez Urząd Skarbowy to obowiązkiem podatnika będzie udowodnienie, że kwestionowane przez skarbówkę przychody pochodzą z prostytucji. W innym wypadku będzie musiał zapłacić ogromny podatek.

Jak udokumentować taką działalność? Na przykład prowadząc księgę przychodów, ewidencję utargu, kalendarz spotkań, czy trzymając informacje o klientach i rachunki za na przykład hotele. Ministerstwo tłumaczy, że jako dowód należy dopuścić wszystko, co może przyczynić się do wyjaśnienia sprawy. Nie tłumaczy jednak, jak nakłonić prostytutki do przetrzymywania tych informacji przez kilka lat. Urzędnicy dostali bowiem aż 10 lat na ustalenie zobowiązania podatkowego. Przedawni się dopiero po tym okresie.

Jeżeli osobom utrzymującym się z prostytucji nie uda się potwierdzić swojej wersji, zostaną obciążone podatkiem w wysokości 75 procent. Gdyby ponownie przyjąć założenia, że każda z 20 tysięcy osób prostytuujących się w Polsce miesięcznie zarabia 9 tysięcy złotych, roczna suma zarobków to 2 miliardy 160 milionów złotych. Jeżeli skontrolowane prostytutki nie udowodnią źródeł przychodów, skarbówka mogłaby wyegzekwować aż 1,62 miliarda złotych dodatkowych dochodów do budżetu.

Taka kwota wystarcza już na 40-kilometrowy odcinek autostrady lub 815 299 tegorocznych średnich emerytur. To również równowartość 25 proc. całego budżetu na rządowy program Fundusz mieszkań na wynajem.

Money.pl

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0