11.06.2015

Złote myśli we franczyzie

Szkoły technik pamięciowych swój złoty okres przeżywały w latach 90., ale na trening umysłu wciąż jest mnóstwo chętnych. Zarabiają na tym franczyzobiorcy Szkoły Pamięci SPW.

Szkoła Pamięci SPW działa na rynku usług edukacyjnych od dwóch dekad i w tym czasie zdołała rozwinąć sieć do ponad 100 placówek. Ich liczba przez ostatni rok utrzymywała się na podobnym poziomie. Franczyzodawca, choć jest zadowolony z zasięgu swojego konceptu, wskazuje miejsca, w których chciałby zyskać większą rozpoznawalność.
– Mamy więcej placówek w północnej, niż w południowej Polsce. Być może jest to efekt tego, że wywodzimy się ze Szczecina i z tego regionu zaczynaliśmy budowę sieci. Myślę, że mamy jeszcze spory potencjał wzrostu choćby w takich województwach, jak śląskie czy podkarpackie – mówi Tomasz Wachowiak, dyrektor generalny SPW.

szkoa pamięci SPW Fot. Szkoła pamici SPW

Jeśli Szkoła Pamięci SPW jest jedynym biznesem partnera, to opłata franczyzowa wynosi 10 proc. miesięcznych obrotów. Dla franczyzobiorców łączących licencję z innym zajęciem jest ona wyższa i sięga 20 proc.

Partnerami marki mogą zostać osoby z wyższym wykształceniem, chcące samodzielnie prowadzić zajęcia w zakresie treningu pamięci. W Szkole Pamięci SPW nie ma tradycyjnej opłaty wstępnej, jednak nie oznacza to, że do konceptu przystąpić można bez ponoszenia kosztów. W biznesplanie warto przede wszystkim wziąć pod uwagę wydatki na ewentualny remont i przystosowanie lokalu, w którym będziemy prowadzić zajęcia. Trzeba też zaopatrzyć się w sprzęty pomocne w pracy dydaktyczne, jak np. tablica. Franczyzodawca szacuje, że tego typu przygotowania pochłaniają zwykle między 10 a 20 tys. zł.
– Wszystko zależy oczywiście od miejsca, w którym będziemy pracować. W przypadku sali lekcyjnej w szkole czy domu kultury będą to oczywiście koszty znacznie niższe, niż w przypadku lokalu, który trzeba przystosować od zera – tłumaczy Tomasz Wachowiak.

Przedsiębiorca przystępujący do sieci musi też zapłacić 1 tys. zł za szkolenie w postaci wykładów z zakresu metodyki oraz za pakiet materiałów e-learningowych. Oprócz tego zobowiązuje się do dokonania zakupu w sklepie z materiałami reklamowymi należącym do franczyzodawcy. Musi w nim wydać 500 zł.
– W sklepie dostępne są artykuły takie, jak m.in. ulotki, plakaty czy plany lekcji. Pierwszy zakup jest obowiązkowy, ale później partner może pozyskiwać te materiały z dowolnego źródła. Choć oczywiście oferujemy preferencyjne ceny, ponieważ zlecamy druk w dużych ilościach – podkreśla Wachowiak.

Dbanie o lokalny marketing to zadanie partnera, choć w tym biznesie trudno o lepszą reklamę, niż polecenia zadowolonych klientów. Najtrudniejsze zadanie polega jednak na pozyskaniu pierwszej grupy słuchaczy, która później poniesie w świat informację o naszych usługach.
– W trakcie szkoleń wielu partnerów obawia się, czy poradzi sobie z prowadzeniem zajęć. Tłumaczymy im, że prawdziwym wyzwaniem jest nabór słuchaczy, a nie samo szkolenie. Obawa przed okaże się nieistotna w sytuacji, kiedy nie uda nam się pozyskać odpowiedniej liczby kursantów – zaznacza Wachowiak.

Ilu słuchaczy oznacza „masę krytyczną”, po której przekroczeniu opłaca się prowadzić biznes? Zdaniem franczyzodawcy absolutne minimum, żeby zacząć, to 3-4 osoby. Maksymalna liczba kursantów w grupie wynosi 12, natomiast zazwyczaj prowadząc jedną grupę 10-osobową w roku można wyjść na zero. Ceny kursów wahają się w zależności od zakresu tematycznego, ale standardowo mowa jest o kwocie 1,5 tys. zł za dwa semestry nauki.
– Franczyzobiorcy mogą liczyć na nasze wsparcie, zwłaszcza w początkowym okresie działalności, gdy pozyskują pierwszych klientów. Z problemami mogą zwrócić się do koordynatorów regionalnych, którzy wesprą ich w działaniach marketingowych. Mogą oni także poprowadzić pierwsze zajęcia – dodaje Wachowiak.