26.09.2012

Chude czasy za pasem

PKB i sprzedaż, choć na plusie, notują ciągłe spadki. Na domiar złego rośnie bezrobocie. Nadzieja leży w eksporcie.

Czasy, w których Polska stawiana była w europejskiej prasie za wzór skutecznego przeciwstawiania się kryzysowi, wydają się mijać. Już dawno przestaliśmy być jedyną unijną gospodarką o dodatnim przyroście PKB, a niedługo będziemy mogli się cieszyć, że w ogóle jeszcze notujemy wzrosty. W drugim kwartale 2012 roku PKB wzrósł o 2,4 proc., o pół pkt proc. mniej niż oczekiwano.

Ryzy banknotów 50 złotowych.

W sierpniu sprzedaż detaliczna po uwzględnieniu wzrostu cen wzrosła tylko o 2,3 proc., stopa bezrobocia sięgnęła 12,4 proc. Część ekonomistów spodziewa się, że wzrost gospodarczy na przełomie IV kwartału 2012 r. i I kwartału 2013 r. spowolni do około 1 proc.

Pesymistyczne nastroje budzi większość wskaźników podawanych ostatnio przez Główny Urząd Statystyczny. Największe obawy wiążą się ze słabnącą konsumpcją, do tej pory jednym z głównych motorów napędowych gospodarki. W sierpniu sprzedaż detaliczna wzrosła w skali roku o 5,8 proc., a gdyby uwzględnić wzrosty cen, to tylko o 2,3 proc.

- Spodziewamy się, że spadki sprzedaży detalicznej przybiorą na sile w kolejnych miesiącach z uwagi na dalsze pogorszenie sytuacji na rynku pracy, na które wskazują spadki zatrudnienia i znaczne obniżenie dynamiki płac oraz twarde ograniczenie budżetowe konsumentów – prognozuje Marcin Mazurek, analityk BRE Banku. - Kredytowanie jest coraz trudniejsze, a rekordowo niska stopa oszczędności wyznacza już prawdopodobnie minimum najbardziej płynnych aktywów gospodarstw domowych.

A to dopiero początek złych wieści. W ślad za słabnącym popytem podąża rosnące bezrobocie. W sierpniu przyrost zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw był zerowy. Stopa bezrobocia wyniosła 12,4 proc. - o 0,6 pkt. proc. więcej, niż przed rokiem. Część ekonomistów spodziewa się, że wzrost gospodarczy na przełomie IV kwartału 2012 r. i I kwartału 2013 r. spowolni do około 1 proc.

Gdzie szukać nadziei dla polskiej gospodarki? Zdaniem ekspertów Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych sytuację ratuje ciągle dodatni eksport netto oraz dobra kondycja finansowa banków i przedsiębiorstw. Jak wynika z danych NBP, rentowność, jaką ze swej działalności osiągają eksporterzy, jest już ponad dwukrotnie wyższa niż pozostałych przedsiębiorców.

Niestety wraz z pogłębiającym się kryzysem strefy euro, również i eksport zacznie się osłabiać. Jak twierdzi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan, odbija się to zwłaszcza na produkcji przemysłowej, która w końcu 2012 roku może zacząć spadać.

- Niepokoi, że coraz więcej działów przemysłu odnotowuje zmniejszenie produkcji - w lipcu było to 11 branż, a w sierpniu już 15. Dotyczy to zwłaszcza tych, które swoje wyroby lokują na rynku krajowym, gdzie wyraźnie kurczy się popyt. Na razie nieźle sobie radzą eksporterzy, szczególnie z takich branż jak chemia, produkcja maszyn i urządzeń, artykuły spożywcze, czy komputery. Ostatni odczyt wskaźnika nastrojów w niemieckiej gospodarce (ZEW) poprawił się, ale ciągle jest ujemny (-18,2). Sygnalizuje jednak niewielką poprawę w większości sektorów, poza przemysłem samochodowym. Pozwoli to zapewne utrzymać części eksporterom wzrost sprzedaży. Na rynku polskim prognozy na najbliższe miesiące nie są jednak dobre – mówi ekonomistka.

Niekorzystne dane powinny być sygnałem alarmowym dla przedsiębiorców. Nie można jednak odczytywać ich jako zapowiedzi niechybnego załamania gospodarki. W czasach niepewności rynkowej, w jakiej trwamy od 2007/2008 roku, tymczasowe pogorszenia nastrojów przestały kogokolwiek dziwić. Zwłaszcza, że w wielu aspektach możemy obserwować tzw. efekt bazy. Tegoroczne wyniki porównujemy bowiem do udanego roku 2011, w którym polskie PKB rosło w tempie 4,3 proc.

(gum)