19.06.2013

Cisza przed burzą

Spowolnienie, które grozi gospodarce, przypomina wilka z bajki. Ekonomiści i analitycy niczym pastuszek straszą nim od dawna.

Czy z polskimi firmami będzie tak jak z wioską w bajce, która po wielu fałszywych alarmach nie zareagowała na przyjście wilka? Wiele wskazuje, że krajowi przedsiębiorcy mają więcej życiowej mądrości. Pierwsza fala światowego kryzysu w latach 2008-2009 zastała wiele firm nieprzygotowanych.

Tomasz Kaczor, Główny Ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego Fot. BGK

Tomasz Kaczor, Główny Ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego

Niejedna zawdzięcza przeżycie jej w miarę łagodnemu przebiegowi. Dzisiaj widzimy wyraźne objawy przygotowań przedsiębiorstw na nadchodzącą posuchę. Płynne środki finansowe przedsiębiorstw są na rekordowych poziomach, co pozwoli przetrwać głębszy kryzys. Tempo, w jakim w bieżącym roku powstają nowe firmy, wskazuje na intensywny proces restrukturyzacji i wydzielania działalności innej niż podstawowa, „sprzątanie własnego podwórka”. Mały wzrost wynagrodzeń sugeruje duże uelastycznienie sposobów wynagradzania. Pracodawcy rezygnują w ten sposób ze zwalniania wartościowych pracowników, których trudno może być później zatrudnić. Polskie firmy zdecydowanie nauczyły się wiele w czasie poprzedniego spowolnienia. Jednak historia uczy nas jeszcze jednego: to, co jest problemem w jednym kryzysie, zwykle nie staje się nim w kolejnym. A zatem, co nowego?

Ilekroć gospodarka zwalniała w tym stuleciu, tyle razy ostoją stawał się popyt krajowy, konsumpcyjny i inwestycyjny, pozwalający firmom zwrócić się właśnie w tym kierunku, by dotrwać do ożywienia w eksporcie. Tym razem zapewne będzie inaczej. Nim jeszcze spowolnienie rzeczywiście nas dotknęło, apetyty konsumentów zaczęły się psuć. Zamknięcie kurka z inwestycjami, zarówno prywatnymi, jak i publicznymi, jest już faktem. W II kwartale po raz pierwszy od 2009 roku popyt krajowy zmniejszał wzrost PKB i niełatwo będzie o poprawę w kolejnych. Ucieczka na krajowy rynek może nie być tym razem dobrą odpowiedzią.

Kryzys sprzed czterech lat był głęboki, lecz krótki. Tym razem rysuje się odmienny scenariusz, w którym po płytszym spowolnieniu może pojawić się równie nieśmiałe ożywienie. Większość prognoz mówi o przyspieszeniu wzrostu w przyszłym roku, pozostając jednak dość oszczędna w wyjaśnianiu, skąd ten dodatkowy wzrost miałby się wziąć. Jeżeli z prognozami ożywienia stanie się tak, jak wcześniej z prognozami spowolnienia, trzeba będzie przetrwać znacznie więcej chudych kwartałów niż poprzednio. A to znaczy, że wiele sposobów, dzięki którym udało się wówczas wybrnąć z opałów, może nie zadziałać lub po prostu nie wystarczyć. W 2009 roku szybko wiedzieliśmy, że choć recesja w strefie euro trwa, to najgorsze już za nami. Tym razem trudniej będzie o taki komfort, a rozpad strefy jeszcze przez wiele miesięcy może pojawiać się w polu widzenia. Wreszcie, krajowe firmy mogły liczyć na znacznie słabszego złotego, dającego szansę za granicą i strzegącego przed importem. W najbliższych miesiącach wsparcie z tej strony będzie zdecydowanie mniejsze.

Lepiej zapobiegać, niż leczyć zarówno w medycynie, jak i w gospodarce. Firmy najwyraźniej wzięły sobie do serca tę maksymę. Czas pokaże, czy celowały we właściwą chorobę.

Tomasz Kaczor

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0