20.01.2018

Sekret tkwi w ludziach

Udany start we franczyzie odzieżowej wymaga odpowiedniej lokalizacji. Ale o trwałym sukcesie przesądza coś zupełnie innego…

Henryk Wiewióra prowadzi franczyzowe sklepy pod szyldami Greenpoint oraz 5-10-15. W licencyjnym biznesie „siedzi” już od blisko dekady. Jego zdaniem dzięki współpracy ze znaną marką sukces jest w zasięgu ręki, a najbardziej ceni sobie depozytowy model rozliczeń, jaki stosują jego franczyzodawcy. Polega on na tym, że towar aż do momentu sprzedaży klientowi pozostaje własnością franczyzodawcy. Franczyzobiorca wynagradzany jest natomiast w oparciu o prowizję uzależnioną od poziomu sprzedaży.
– Dla mnie jest to kluczowy atut współpracy na licencji. Nie muszę martwić się o niesprzedany towar, bo wiem, że franczyzodawca go ode mnie odbierze. Gdybym zaopatrywał się na własny rachunek, ponosiłbym ryzyko wynikające np. z nietrafionych kolekcji. A tak dobór asortymentu nie jest moim zmartwieniem, całkowicie polegam w tym zakresie na franczyzodawcy – mówi przedsiębiorca.

Witryna sklepu Greenpoint Fot. Greenpoint

Każdy, kto myśli, że uda mu się w pojedynkę poprowadzić taki biznes, jak sklep odzieżowy, powinien od razu dać sobie spokój. Uważam, że personel jest najważniejszy i powinien być dobrze wynagradzany. Kondycja biznesu wprost zależy od kondycji pracownika.

Pierwszy krok do zysków w handlu odzieżowym to znalezienie odpowiedniej lokalizacji. Jak podkreśla Henryk Wiewióra, szczególnie ważne jest, by lokal był widoczny i łatwo dostępny, szczególnie jeśli zamierzamy handlować ubrankami dziecięcymi.
– W takim przypadku sklepy na piętrze odpadają, są absolutnie poza zasięgiem matek z wózkami – tłumaczy. Niewątpliwym atutem okaże się natomiast parking.

Dobra lokalizacja to podstawa, ale zbudowanie trwałego biznesu nie uda się bez stworzenia zespołu pracowników z prawdziwego zdarzenia. Nawet najlepsza licencja na biznes może w praktyce nie przynieść zamierzonych rezultatów, jeśli firmę powierzymy niewłaściwym osobom.
– Każdy, kto myśli, że uda mu się w pojedynkę poprowadzić taki biznes, jak sklep odzieżowy, powinien od razu dać sobie spokój. Ja jako właściciel regularnie bywam we wszystkich swoich sześciu sklepach, ale nie ma przecież fizycznej możliwości, bym był w nich bez przerwy i to jednocześnie! Dlatego uważam, że personel jest najważniejszy i powinien być dobrze wynagradzany – mówi Henryk Wiewióra.

Według niego w sklepie powinno być zatrudnionych co najmniej dwóch pracowników na jedną zmianę. W przeciwnym razie narażeni są na przemęczenie, co z kolei odbija się na jakości obsługi klienta. Franczyzobiorca zatrudnia wszystkich na umowę o pracę. Tłumaczy, że tymczasowe formy zatrudnienia i umowy zlecenia są dla niego ryzykowne – nigdy nie wiadomo, kiedy pracownik „rzuci papierami”.
– Trzeba przyłożyć się do rekrutacji i znaleźć osoby rezolutne, z werwą. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że kondycja biznesu wprost zależy od kondycji pracownika – dodaje.

Henryk Wiewióra szacuje, że uruchomienie każdego ze sklepów kosztowało go mniej więcej 150-200 tys. zł. Kwota inwestycji powinna natomiast zwrócić się po upływie około pięciu lat.