19.02.2008

Mamy sklep, zrobimy sieć

Liczba sklepów w sieci Żółtego Cesarza zwiększa się bardzo powoli. Niełatwo znaleźć dobrze usytuowany a zarazem niedrogi lokal.

– Pomysł na sprzedaż licencji był następnym krokiem po otwarciu sklepu. Zdecydowaliśmy się na sieć, żeby móc działać w grupie. Może, gdyby taka grupa już istniała, nie wpadłabym na pomysł stworzenia własnej, tylko przyłączyłabym się – opowiada Agnieszka Olędzka, właścicielka Żółtego Cesarza. – Wtedy też usłyszałam o franczyzie. Przychodziły osoby, które mówiły, że chciałyby otworzyć podobny sklep. Pomyślałam więc, że skoro koncept się spodobał, to może warto spróbować – dodaje.

Jeden ze sklepów Żółtego Cesarza w Warszawie

Od lutego zeszłego roku firma ogłosiła nabór biorców. Już w marcu znalazł się chętny, i jak twierdzi właścicielka sklepu, szybko udało się znaleźć lokal.

– Myślałam, że skoro w takim tempie otworzyliśmy pierwszy sklep franczyzowy to, że po roku będzie ich bardzo dużo – mówi Olędzka. – Ale czas pokazuje, że dogranie wszystkich elementów nie jest takie proste. Chętnych jest sporo, ale są problemy m.in. ze znalezieniem lokalu. Mamy np. kogoś, kto już od ponad roku szuka pomieszczenia w Warszawie.

Lokal, w którym ma powstać sklep ze zdrową żywnością musi być dobrze usytuowany. Ważne jest, żeby w jego pobliżu był duży przepływ potencjalnych klientów. Niestety w takich miejscach jak centrum, wynajęcie pomieszczenia jest bardzo kosztowne – opiewa bowiem na ok. 10 tys. zł. Dobre, pod względem lokalizacyjnym, są duże osiedla mieszkaniowe, albo skupiska biurowców.

Obecnie działają trzy sklepy Żółtego Cesarza – 1 własny w Warszawie i dwa franczyzowe w Warszawie i Gdyni. Koszt przystąpienia do sieci to 40-60 tys. zł niezbędnych na wyposażenie sklepu w regały, lady i kasę fiskalną. Kolejna placówka ma powstać na początku maja – w Łodzi.

(agaka)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Agnieszka Kamińska

dziennikarz
Napisz do autora