14.11.2010

Zrezygnowałem z firmy no name

– Zanim zostałem właścicielem sklepu Cartridge World, regenerowałem tonery samodzielnie, prowadząc sklep pod własnym nazwiskiem. Ale w końcu powiedziałem: dość – mówi Michał Musialik, franczyzobiorca sieci z Radomia.

Przygodę z regeneracją tuszy i tonerów rozpocząłem wiele lat temu. Najpierw przez dwa lata prowadziłem sklep z tej branży na własny rachunek. Ale każdy, kto sam prowadzi działalność, wie, że działać na rynku w pojedynkę nie jest wcale tak łatwo. Trudno jest wszystko przewidzieć i szybko dostosować się do zmiennych warunków. Trzeba nie tylko obserwować to, co dzieje się na lokalnym rynku, ale też patrzeć w skali makro – opowiada o swoich początkach biznesowych Michał Musialik. – Prowadzenia sklepu nie ułatwiał fakt, że wówczas nie posiadałem dużego doświadczenia. Nie tylko jeśli chodzi o prowadzenie firmy, lecz także o regenerację tonerów. Wiedzę czerpałem z książek i informacji zamieszczonych w Internecie – mówi Musialik. – W pewnym momencie miałem dość tego, że wszystko muszę robić sam: biegać do ZUS-u, załatwiać sprawy finansowe i jednocześnie dbać o sklep, zapewnić mu odpowiednie zatowarowanie, promocję, reklamę. Wtedy stwierdziłem: koniec! Rezygnuję z własnego biznesu i szukam pracy na etacie.

Michał Musialik, franczyzobiorca Cartridge World w swojej płacówce

Michał Musialik, franczyzobiorca Cartridge World z Radomia

Musialik zatrudnił się w Cartridge World. Najpierw był szeregowym pracownikiem, później piastował stanowisko kierownicze, a w końcu rozpocząć pracę w centrali firmy. To właśnie tam znów zrodził się w jego głowie pomysł na własny biznes, tym razem jednak rozwijany pod skrzydłami znanej marki.

– Przez cały okres pracy w Cartridge World powtarzałem, że już nie chcę prowadzić żadnej firmy. Zniechęcały mnie opłaty, całe to zamieszanie z terminami, pilnowanie wszystkiego i zajmowanie się czymś, na czym kompletnie się nie znałem – wspomina Musialik. – Moje podejście zmieniło się, kiedy się dowiedziałem, że mogę prowadzić własny sklep, nie martwiąc się przy tym o wiele różnych spraw, np. marketing. Stało się dla mnie oczywiste, że kolejnym etapem mojej współpracy z Cartridge World będzie przystąpienie do ich sieci franczyzowej. Znałem firmę od podszewki i wiedziałem, czego tak naprawdę mogę się spodziewać i na co mogę liczyć. Poza tym zupełnie inaczej pracuje się z ludźmi, których zna się już przez kilka lat, a inaczej, kiedy trzeba się docierać i zastanawiać, jak to będzie. Tym bardziej że wydając całkiem sporą kwotę na zakup licencji franczyzowej, każdy świeżo upieczony przedsiębiorca liczy na dobrą współpracę, a tej, w przypadku Cartridge World, mogłem być pewien – mówi Musialik.

Decyzja została podjęta. Przyszedł czas na otwarcie własnego biznesu pod szyldem Cartridge World. Sklep, który prowadzę, wcześniej należał do sieci, w związku z tym przejmując go, wiedziałem już, czego się po nim spodziewać, chociażby od strony przychodów, kosztów miesięcznych. Porównując jego wcześniejsze i obecne wyniki, mogę śmiało powiedzieć, że teraz sklep funkcjonuje o wiele lepiej – mówi Musialik. – Mam duże wsparcie ze strony centrali, przede wszystkim marketingowe, co dla mnie jest bardzo istotne, bo akurat w tej dziedzinie nie czuję się najsilniejszy. Poza tym każdy nowy franczyzobiorca przechodzi szereg szkoleń, które ułatwiają prowadzenie punktu regeneracji kartridży.

Pierwszych klientów franczyzowy Cartridge World pod wodzą Michała Musialika obsłużył w lutym tego roku. Kolejne miesiące to pierwsze postępy i zmiany w prowadzeniu sklepu. Na początek – rozszerzenie asortymentu. – Klient, który odwiedza mój sklep, nie chce tylko zregenerować tonera, ale najczęściej przy okazji dokupuje jakieś materiały biurowe. Dlatego naturalnym krokiem było poszerzenie oferty najpierw o różnego typu papiery do drukarek, fotograficzne i inne materiały piśmiennicze, później doszły do nich kable do drukarek, myszki komputerowe, czy środki do czyszczenia drukarek, jak również usługi ksero i drukowanie – wylicza Musialik. Klienci nie tylko zgłaszali zapotrzebowanie na konkretne towary czy kolejne usługi, lecz także dostarczali informacji z rynku o tym, co dzieje się u konkurencji.

Miałem wiele sytuacji, kiedy klient po usłyszeniu ceny za regenerację tonera odchodził, mówiąc: „To ja się jeszcze rozejrzę”. Po czym przychodził znów tydzień czy dwa później i opowiadał mi, że był u konkurencji, zapłacił tam mniej, ale co z tego, skoro drukarka nie chce mu działać – opowiada Musialik. – To utwierdziło mnie w przekonaniu, że klienci zaczynają przedkładać jakość nad cenę, a to bardzo dobry znak dla mojej firmy, bo tak naprawdę na rynku działa niewiele firm wielkości Cartridge World profesjonalnie zajmujących się regeneracją tonerów. Konkurencja to najczęściej niewielkie garażowe firmy prowadzone przez amatorów, takich jak ja, gdy kilka lat temu zaczynałem przygodę z własnym biznesem. Ich usługi może są i tańsze, ale na pewno nie są wysokiej jakości. Nie mają oni bowiem dostępu do profesjonalnego sprzętu umożliwiającego skuteczne napełnianie tonerów.

Znajomość lokalnego rynku i działającej na nim konkurencji pozwala franczyzobiorcy z Radomia snuć ambitne plany na przyszłość.

– W moim sklepie pojawia się wielu klientów, którzy muszą dojeżdżać nawet kilkadziesiąt kilometrów, żeby skorzystać z usług Cartridge World. Mam świadomość, że postępują na granicy opłacalności, a ja chciałbym wyjść im naprzeciw. Dlatego zacząłem rozglądać się za kolejnymi miejscami, w których mógłbym otworzyć następne punkty Cartridge World.

opracowała Magdalena Krocz

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Agnieszka Kamińska

dziennikarz
Napisz do autora