30.04.2013

Bankier na swoim

Franczyza to jedyny sposób na własną firmę w bankowości. Skorzystała z niego Dorota Redo, zostając partnerem Getin Banku.

Dorota Redo zanim rozpoczęła współpracę z Getin Bankiem, nie prowadziła działalności gospodarczej, choć – jak twierdzi – zawsze była przedsiębiorcza, a pierwsze pieniądze zarabiała jeszcze w czasach szkolnych. Do bankowości trafiła w 2004 roku. Zaczynała jako sprzedawca, ale szybko awansowała na kierownika filii, następnie na menedżera placówki ds. sprzedaży detalicznej i obsługi VIP.

Dorota Redo, partner Getin Bank Fot. Getin Bank

Nie miałam złudzeń. Wiedziałam, że będę pracować więcej i ciężej. W rezultacie to zawsze jest więcej niż etatowe osiem godzin.
Dorota Redo, partner Getin Bank

– Zanim podjęłam ostateczną decyzję o odejściu z banku, długo zastanawiałam się, co dalej – mówi Dorota Redo. – Miałam propozycję pracy w różnych bankach, ale czułam, że chyba nie o to mi chodzi. Chciałam sama decydować, kusiła mnie myśl o własnej firmie. Bank nie był jedyną możliwością inwestycyjną.

Dorota Redo rozważała założenie sklepu z odzieżą lub klubu malucha. Wspólnie z mężem doszli jednak do wniosku, że na bankowości zna się najlepiej. Zdecydowała się na otwarcie własnego banku. Spośród kilkunastu banków oferujących licencję na prowadzenie placówki, Dorota Redo wybrała kilka, z którymi nawiązała kontakt. Odbyła szereg spotkań, prowadziła własne analizy – ostatecznie zdecydowała się na Getin Bank, uznając jego ofertę franczyzową za najkorzystniejszą.

Moment przejścia na swoje nie był dla Doroty Redo szokiem, chociaż nim została franczyzobiorczynią banku, nie prowadziła własnej firmy. Miała jednak w tym zakresie bardzo dobre wzorce w domu – jej tata od lat jest przedsiębiorcą.
– Nie miałam złudzeń – wspomina. – Wiedziałam, że będę pracować więcej i ciężej. W rezultacie to zawsze jest więcej niż etatowe osiem godzin. Wiedziałam też, że wcale nie musi się udać, ale znałam także jasne strony własnego biznesu. Przede wszystkim wolność. Jestem sama dla siebie szefem. Pracuję, bo chcę.

Pierwsza placówka bankowa Doroty Redo pod szyldem Getin Banku ruszyła w sierpniu 2009 roku na warszawskim Targówku. Na początku nie była duża, (30 m2), ale w połowie 2012 roku została przeniesiona do nowego, 100-metrowego lokalu. Dorota Redo wspomina, że rzeczywiste koszty otwarcia placówki nie różniły się od szacunków przedstawionych przez bank.

Do swojego pierwszego w życiu biznesu państwo Redo podeszli bardzo racjonalnie. Nie zachłysnęli się świadomością, że mają własny bank, nie skoncentrowali się na „byciu szefem”. Na początku nie zatrudnili pracowników, przez pierwsze półtora roku pracowali sami. Sprzedawali, obsługiwali klientów, prowadzili działania marketingowe – mozolnie budowali bazę klientów. Ten okres pozwolił im lepiej poznać biznes oraz pomyślnie przejść przez pierwsze miesiące działalności. W 2011 roku zatrudnili doradcę klienta, po pół roku kolejną osobę. Obecnie zatrudniają siedmiu pracowników i rekrutują kolejnych.

Dorota Redo ceni współpracę z franczyzodawcą, chociaż śmieje się, że czasem chciałaby móc zrealizować jeszcze więcej, niż to wynika z umowy franczyzowej. Zdaje sobie sprawę z tego, na czym polega istota jej biznesu. Dodaje też, że system ewoluuje i z każdym rokiem otrzymuje nowe funkcjonalności. Bardzo ceni fakt, że w ramach współpracy z Getin Bankiem może zaproponować klientom szeroką gamę produktów: kredytowych, depozytowych, inwestycyjnych. Dzięki temu doradca sprzedając jeden produkt, może zaproponować do niego kolejny z innej kategorii, np. klient, który skorzysta z kredytu gotówkowego może przenieść także swój ROR.

W ubiegłym roku Dorota Redo została właścicielką drugiej placówki Getin Banku – w Radzyminie. Na pytanie, dlaczego zdecydowała się na otwarcie kolejnego punktu, odpowiada, że pierwszy biznes uważa za udany, więc poradzi sobie i z drugą placówką. Poza tym, jak mówi, to kwestia charakteru.
– Kiedy stoję w miejscu, mam wrażenie, że tak naprawdę się cofam. Kiedy jedna placówka zaczęła przynosić zyski, poczułam, że potrzebuję nowego wyzwania. Teraz je mam – walczę o nowy rynek, zupełnie inny od warszawskiego. Poza tym dzielę mój czas między dwie placówki oraz buduję zespół sprzedaży mobilnej.

Państwo Redo nadal pracują razem, ale podzielili się obowiązkami związanymi z zarządzaniem. Dorota Redo zajmuje się pracą z doradcami, a jej mąż, Mariusz, obsługą kredytową i leasingową komisów samochodowych, z którymi współpracują. – To zdecydowanie biznes rodzinny – zaznacza Dorota Redo.

Mówiąc o franczyzie bankowej, Dorota Redo podkreśla, że wbrew pozorom nie jest to biznes dla każdego. Po pierwsze, bank jako franczyzodawca ostrożniej dobiera sobie partnerów. Po drugie, bankowa franczyza jest najbardziej hojna dla ludzi zaangażowanych, ale też dysponujących doświadczeniem w bankowości lub sprzedaży detalicznej. Kredytowy boom dawno już minął i nie każdy ma szansę utrzymać się w tej branży.

– Rynek jest po prostu bardziej wymagający. Nie można bezczynnie czekać na klienta w placówce – wyjaśnia. – Nie wystarczy też raz zbudować bazy klientów, gdyż Polacy coraz śmielej zmieniają banki, choć chętniej w dużych miastach. Owszem, łatwiej dziś namówić klienta do podjęcia współpracy z nami, ale z drugiej strony sami musimy bardziej zabiegać o lojalność naszych własnych klientów.

Dorota Redo sprawia wrażenie spełnionego przedsiębiorcy. Widać, że lubi to, co robi, a sprzedaż produktów finansowych ma we krwi. W czasie rozmowy o jej biznesie gładko przeszła do tematu produktów bankowych i niewiele brakowało, a wywiad skończyłbym z nowym kontem osobistym.

(emka)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Marcin Kaleta

doradca we franczyzie
Napisz do autora