30.03.2015

Centrum nurkowe: Daj nura w biznes

Jeśli właściciel szkoły będzie tylko menedżerem, musi znaleźć lidera, który zaangażuje się w działalność emocjonalnie i merytorycznie.

Biznes nurkowy jest wrażliwy na przeciwności losu. W ostatnich kilkunastu miesiącach na kondycję branży wpłynęło spowolnienie gospodarcze, w trakcie którego ludzie mniej myśleli o wydawaniu pieniędzy na drogi sprzęt, wybuch wulkanu, który wstrzymał wyjazdy na zagraniczne eskapady oraz wydarzenia w kraju, czyli katastrofa samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem i powódź, bo towarzysząca im atmosfera nie służy rozrywce. Zainteresowanie samym sportem jest umiarkowane z tendencją wzrostową.
– Nurków przybywa, ale trudno to nazwać boomem. Polska nie jest i nie będzie Egiptem i szkoła nurkowa zawsze będzie przynosić umiarkowane zyski – mówi Anna Cudna-Zbożak, która wraz z mężem prowadzi w Warszawie centrum nurkowe Scubadiver.

Trening nurkowania na basenie Fot. Centrum Nurkowe Płetwal

Prowadzenie szkoły czy centrum nurkowego jest równie ekstremalnym wyzwaniem jak samo nurkowanie. Choć nie przynosi zawrotnych zysków, daje dużo satysfakcji.

– W tej branży nie przychodzi okres rentierstwa, dlatego otwierając centrum nurkowe, trzeba być przekonanym, że się lubi i umie się nurkować. Trzeba sobie również odpowiedzieć na pytanie, czy umie się pracować z ludźmi – stwierdza Jacek Paradowski, prezes centrum nurkowego Nowa-Ama z Warszawy, który oprócz sklepu i szkoły prowadzi biuro organizujące wyjazdy na nurkowanie.

Dlatego prowadzenie centrum nurkowego to biznes dla osób, które same nurkują i chcą swą pasję przekazywać innym.
– Jeżeli ktoś niezwiązany ze środowiskiem nurkowym chciałby zająć się tym przedsięwzięciem, musiałby być świetnym menedżerem i mieć dobrych instruktorów – dodaje Jacek Paradowski.

Otwarcie szkoły nurkowania łączy się zazwyczaj z prowadzeniem sklepu ze sprzętem nurkowym, którego klientami w dużym stopniu będą kursanci. 

Trzeba wiedzieć

Podstawą do otwarcia obu jednostek jest wiedza i doświadczenie, w których zdobywanie trzeba inwestować przed rozpoczęciem działalności i wtedy, gdy firma już funkcjonuje. Myśląc o kwestiach praktycznych, należy, tak jak w przypadku większości usług, znaleźć lokal na sklep oraz biuro. Nie musi się ono znajdować w centrum miasta, większość szkół lokalizuje się raczej na obrzeżach, bo klienci i tak trafiają do nich z polecenia.

Na potrzeby kursów nurkowych potrzebne będzie 8-10 kompletów sprzętu, które otrzymają uczestnicy. Trzeba też zrobić zatowarowanie sklepu. Liczba produktów zależy od możliwości finansowych i koncepcji prowadzenia biznesu. Warto znaleźć jednego lub dwóch dostawców, ponieważ na ogół wymagane są zamówienia na konkretne kwoty. Sprzęt od niewielkiej liczby producentów można przetestować samemu i być pewnym, że klientom poleca się sprawdzone produkty. W ofercie powinny znaleźć się maski, rurki, pianki, płetwy i buty do nurkowania, butle tlenowe, torby na sprzęt oraz takie akcesoria, jak np. zegarki czy książki. Koszt produktów, w zależności od zakupionej liczby, będzie wynosił mniej więcej kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Miesięczne wydatki prowadzenia tego typu biznesu obejmą bieżące uzupełnianie zaopatrzenia sklepu i (nie licząc standardowych opłat za czynsz oraz rachunki) opłaty za napełnianie butli tlenowych oraz konserwację sprzętu, czyli m.in. wymianę filtrów w sprężarkach.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Pierwszych kursantów zdobywa się za pośrednictwem znajomych oraz przez Internet. Ponieważ środowisko nurkowe jest hermetyczne, liczy się opinia. Chwila nieuwagi, zarówno w nurkowaniu, jak i w biznesie, może skończyć się tragedią.
– Instruktor, który doprowadzi do wypadku kursanta pod wodą, nie ma szans na odbudowanie swojej pozycji w środowisku. Jeżeli nawet upora się z tym psychicznie, co jest niezwykle trudne, nikt nie powierzy mu drugiej osoby pod opiekę pod wodą – podkreśla Anna Cudna-Zbożak.

Główną grupą docelową szkół nurkowych są osoby dorosłe z ustabilizowaną sytuacją finansową, które wiedzą, że mogą sobie pozwolić na wydatki związane z kupnem sprzętu, opłaceniem kursu i wyjazdów. Górna granica wieku nie istnieje, bo choć nurkowanie jest sportem ekstremalnym, wiek nie stanowi przeszkody do jego uprawiania – w Scubadiver najstarszy dotychczas kursant miał 82 lata. Przeciwwskazaniami są schorzenia związane z układem oddechowym czy z sercem. W niektórych przypadkach również bardzo duża otyłość, poważna wada wzroku czy nadciśnienie.

Dolna granica wieku to 10 lat – niektóre szkoły organizują kursy dla dzieci, podczas których nurkują one pojedynczo z instruktorem, a wspólnie mają jedynie zajęcia teoretyczne.
– Jeżeli rodzice przychodzą na rodzinne nurkowanie lub chcą dzieci zapisać na indywidualne zajęcia, upewniamy się, że chce tego dziecko, a nie opiekunowie, bo nurkowanie jest fascynujące, ale tylko wtedy, gdy wynika z samodzielnie podjętej decyzji – mówi Anna Cudna-Zbożak.

Poza tym kursy dziecięce są specyficzne – wczesnym nastolatkom trzeba wytłumaczyć m.in. zasady fizyki nurkowania, które są trudne do pojęcia dla wielu dorosłych.

Kurs nurkowy obejmuje wspomnianą część teoretyczną, ćwiczenia na basenie oraz wyjazd na wody otwarte, który nie jest na ogół wliczony w cenę kursu. W zależności od planów szkoły organizowane są kursy weekendowe, tygodniowe, miesięczne. Przeciętne szkolenie kosztuje 1-1,2 tys. zł i warto określać klientom, co jest wliczone w cenę, żeby uniknąć nieporozumień. Na ogół kursanci są zobowiązani do dopłacenia za wyjazdy oraz do zakupienia podstawowego sprzętu: płetw z butami lub bez w zależności od warunków termicznych, w których się nurkuje (400 zł), maski (170 zł), fajki (80 zł).

W ciągu całego roku szkoła nurkowa może wyszkolić 100-150 osób, z czego połowa uczy się w niej od czerwca do września. Oprócz tego zarabia się na organizacji wyjazdów dla osób już przeszkolonych oraz na sprzedaży i wypożyczeniu sprzętu. W lecie do sklepu zagląda przeciętnie 30-40 osób dziennie. Niektórzy przychodzą tylko po drobiazgi, inni szykują się do zakupów kilka miesięcy i wydają jednorazowo 1 tys. zł i więcej.

Pieniądze pod lodem

Poza letnimi miesiącami do sklepu zagląda mniej osób, ale pojęcie martwego sezonu nie istnieje. Szkoły organizują wyjazdy na nurkowanie pod lodem, które – jak mówi Anna Cudna-Zbożak – dostarcza równie dużo wrażeń wizualnych co nurkowanie letnie. Wbrew pozorom te wyjazdy nie są przeznaczone dla osób zaawansowanych. Początkujący kursanci również mogą na nie wyjechać, ale muszą się odpowiednio do tego przygotować.
– Nurkowanie jest sportem i biznesem sezonowym, ale nie ma takiej sytuacji, że w ciągu kilku miesięcy trzeba zarobić na cały rok – mówi Jacek Paradowski z Nowa-Ama.

Cała inwestycja pochłania ok. 150 tys. zł. Trzeba liczyć się z tym, że jej zwrot może nastąpić po dłuższym czasie niż w innych branżach. Co tylko potwierdza, że to biznes dla pasjonatów.
– Prowadzimy centrum nurkowe od czterech lat i gdyby nie spowolnienie gospodarcze oraz ostatnie wydarzenia w kraju i za granicą, nie dokładalibyśmy już do niego, a tak nadal jest to konieczne – zauważa Anna Cudna-Zbożak. – W tej branży jednak nie powinno patrzeć się przez pryzmat pieniądza. Najważniejsze jest bezpieczeństwo kursantów i satysfakcja osób, które nurkują – dodaje.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Joanna Sopyło

dziennikarz