02.10.2016

Pasja przekuta w biznes

O tym, że hobby z dzieciństwa może przerodzić się w intratny interes, przekonali się właściciele sklepów odzieżowych Pan tu nie stał. Ich koszulki z napisami rodem z PRL podbiły serca Polaków.

Każdy, kto chce odnieść sukces w biznesie, musi być pierwszym lub najlepszym w tym, czym się zajmuje – tak uważają Justyna Burzyńska i Maciek Lebiedowicz, twórcy niszowej marki odzieżowej Pan tu nie stał. Właściciele marki od dzieciństwa interesowali się polskim wzornictwem z drugiej połowy ubiegłego wieku.
W domach mieliśmy mnóstwo starych książek, zabawek, albumów i magazynów z lat 60.-80. Podobnie jak nasi rówieśnicy urodzeni w latach 80. kolekcjonowaliśmy puszki po napojach i ustawialiśmy je na meblościankach, zbieraliśmy różne publikacje, plakaty, ilustracje do książek, etykiety, pudełka... Przedmioty z najbliższego otoczenia ukształtowały nasze zmysły estetyczne – mówi Maciek Lebiedowicz. – Przesiąknęliśmy specyficzną kulturą wizualną, na którą większość ludzi nie zwracała uwagi, choć, a może właśnie dlatego, że tworzyła ich codzienność.

Justyna Burzyńska i Maciek Lebiedowicz, twórcy niszowej marki odzieżowej Pan tu nie stał Fot. Pan tu nie stał

Koszulki Pan tu nie stał kupują zarówno ludzie młodzi, którzy PRL znają jedynie z opowiadań, jak i ci, którzy z sentymentem wracają do czasów młodości. Cena około 60 zł za koszulkę według właścicieli firmy wynika z wysokich kosztów produkcji.

W czasach, gdy PRL był już tylko wspomnieniem, Maciek Lebiedowicz szukał reliktów przeszłości na łódzkich targowiskach i w internecie. – W kolekcji mieliśmy trochę śmieci, ale i wiele prawdziwych perełek. Znajomi cały czas znosili różne graty wygrzebane z domowych lub piwnicznych zakamarków. Brakowało nam już miejsca do przechowywania wszystkich zbiorów – wspomina Lebiedowicz. – Postanowiliśmy więc założyć blog poświęcony polskiemu wzornictwu i kulturze PRL. Nazwa miała wywoływać określone skojarzenia z epoką. „Pan tu nie stał” wygrało nasz prywatny plebiscyt – było chwytliwe, zaczepne i trochę bezczelne. W sam raz.

Działający od 2006 roku blog, na którym małżeństwo pasjonatów publikowało zdjęcia swoich zbiorów, wzbogacono o sklep internetowy oferujący koszulki z nadrukami haseł lub słów powszechnie niegdyś używanych, np.: „Dziadostwo”, „Art. Spożywcze”, „Zołza” czy „Jan Kowalski”. Pierwsza koszulka z oryginalnym nadrukiem powstała… w domu. – Zrobiłem ją dla siebie – mówi Maciek Lebiedowicz. – Potem żartowałem, że zrobię pięćdziesiąt T-shirtów, z czego jeden będzie dla mnie, a resztę kupią inni. Wówczas było to jeszcze nasze poboczne zajęcie, dojrzewaliśmy jednak do tego, żeby otworzyć własny biznes, który pozwoliłby nam zarabiać na życie, a przy okazji zajmować się tym, co lubimy.

Na początku miesięczna sprzedaż przez internet była taka jak obecnie przez pół dnia. Liczba klientów jednak stale rosła. Małżeństwo zaczęło szukać profesjonalnych wykonawców i rozglądać się za odpowiednim lokalem na sklep. Kiedy w 2009 roku ruszył pierwszy stacjonarny „sklep branżowy przemysłu odzieżowego Pan Tu Nie Stał”, marka była już rozpoznawalna, a T-shirty z nostalgicznymi wzorami robiły furorę w internecie.
W pierwszym lokalu mieścił się zarówno sklep, jak i siedziba studia graficznego, które prowadziłem ze znajomymi. Rok później przenieśliśmy się do lokalu po dawnej Cepelii – mówi właściciel marki. – Mimo atrakcyjnego położenia i tak najwięcej klientów trafiało do nas dzięki internetowi. Z tzw. ulicy przychodzili głównie ci, którzy wieszczyli nam rychłą plajtę.

Na przekór nieżyczliwym sklep przynosił coraz większe dochody, aż zaczęło brakować miejsca na nowy asortyment. W 2012 roku sklep został przeniesiony do łódzkiej strefy niezależnych inicjatyw OFF Piotrkowska, gdzie z powodzeniem działa do dziś, a właściciele marki uruchomili niedawno filię PTNS w Warszawie. Z biznesowego punktu widzenia otwarcie drugiego sklepu jest następnym krokiem w rozwoju firmy, według Macieja Lebiedowicza – to ukłon w stronę największej grupy klientów zamawiających towar przez internet. Choć firma na tym też skorzysta. – Obecnie przez internet najczęściej kupowane są koszulki. Znacznie słabiej sprzedają się produkty, które przed kupnem trzeba przymierzyć, np. spodnie – wyjaśnia. – Stacjonarny sklep rozwiąże problem dystansu pomiędzy klientami a marką. Wszystkiego można dotknąć, każdą rzecz obejrzeć, przymierzyć.

„Mój warsztat świadczy o mnie”

W biznesie można iść z nurtem albo pod prąd. Pomysłodawcy Pan tu nie stał postawili na niezależność i unikają typowych działań promujących markę: nie wykupują powierzchni reklamowej, nie sponsorują imprez i odmawiają wywiadów w środkach masowego przekazu. Jedyną formą komunikacji z klientem są publikacje w mediach społecznościowych.
Kiedyś ulegliśmy propozycji wypożyczenia koszulek do programu telewizyjnego w zamian za promocję marki, ale nie przełożyło się to w żaden sposób na sprzedaż. Wszystko, co „zyskaliśmy”, to zużyte lub zniszczone produkty – mówi Maciek Lebiedowicz. – Nie mamy ambicji bycia marką masową, czy modną. Nie zabiegamy o sympatię blogerek modowych. Produkujemy odzież dla ludzi takich jak my – lubiących dobrej jakości dzianiny i niebanalne wzornictwo.

Sygnowany PTNS asortyment jest zaprojektowany i w 99 proc. wykonany z materiałów wyprodukowanych w Łodzi. W firmowych sklepach można kupić ubrania, materiałowe torby, dodatki, książki i akcesoria do domu – wszystko z akcentami charakterystycznymi dla polskiego wzornictwa przed, po i w trakcie PRL.

„Dla zdrowych i chorych”

Stale poszerzamy ofertę – mówi Maciej Lebiedowicz. – Mimo że wprowadzamy nowe linie, które zbierają wiele pochlebnych opinii na portalach społecznościowych, nadal największym powodzeniem cieszą się klasyki, czyli T-shirty z napisami: „Dziadostwo”, „Miss Turnusu”, „Zołza”, „Mięso drób wędliny”, i to najlepiej w wersji szarej lub czarnej.

Koszulki PTNS kupują zarówno ludzie młodzi, którzy PRL znają jedynie z opowiadań, jak i ci, którzy z sentymentem wracają do czasów młodości. Cena około 60 zł za koszulkę według właściciela firmy wynika z wysokich kosztów produkcji.
Kupujący są świadomi tego, że płacą za produkt niebanalny, produkowany w łódzkich szwalniach, a nie sprowadzany z Azji – mówi.

Zwykle firmę zakłada się po to, by zarabiać. Nie zawsze jednak zarobek jest jedynym lub głównym celem prowadzenia własnego biznesu. Pan tu nie stał jest i ma pozostać marką niszową, mimo że jej potencjał jest znacznie większy.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Anna Siedlecka

dziennikarz
Napisz do autora