21.09.2010

Chorzy inwestorzy

Okazuje się, że ludzie, którzy obracają dużymi pieniędzmi, inwestują na giełdzie, zarządzają przedsiębiorstwami często – wbrew istniejącemu stereotypowi – w swoich poczynaniach są irracjonalni. Część z tych zachowań potraktowano, jak inwestycyjne jednostki chorobowe.

Większość teorii ekonomicznych bazuje na założeniu, że rynek jest racjonalny. Co się jednak dzieje, kiedy teoria finansowa spotyka się z omylnymi istotami ludzkimi, które zamiast czystym rozumem kierują się sympatiami osobistymi, lojalnością wobec marki lub mieszanką strachu i chciwości? Eksperci finansów behawioralnych badając ten problem odkryli, że inwestorzy w rzeczywistości dalecy są od racjonalizmu i nierzadko mają skłonność do poddawania się silnym emocjonalnym niepokojom. Oto najczęściej trawiące ich "schorzenia":

Krzyczący biznesmen z gazetą.

Inwestorzy nierzadko mają skłonność do poddawania się silnym emocjom.

Testosterus
Irracjonalna, często nieznośna pewność siebie prowadząca do rozdmuchanego wyobrażenia o własnych umiejętności inwestycyjnych. Ze względu na fakt, że znacznie częściej dotyka mężczyzn niż kobiety, "choroba" ta otrzymała nazwę od męskiego hormonu płciowego. Pierwsze szczegółowe badania dotyczące tego zjawiska przeprowadzili dwaj amerykańscy naukowcy, analizując dane 45 tys. różnych inwestorów z okresu między 1991 a 1997 r. Odkryli, że nadmierna pewność siebie w handlu mężczyzn spowodowała, że zajmowali się nim znacznie częściej niż kobiety. Zyski mężczyzn były o 45 procent większe niż kobiet. Źródłem takiej sytuacji jest fakt, że mężczyźni i kobiety patrzą na pieniądze w odmienny sposób. Dla kobiet oznaczają one bezpieczeństwo, dla mężczyzn władzę.

Syndrom Alfreda Hitchcocka
Osoby cierpiące na ten syndrom często inwestują tak, jakby jadąc autem patrzyły przez tylną szybę, a nie przed siebie. Mają tendencję do ślepego podążania za tym, co się obecnie sprawdza na rynku. Kupują, gdy największe zyski zostały już osiągnięte. Jest to niebezpieczne o tyle, że to, co aktualnie się sprawdza, zazwyczaj nie trwa długo.

Za nic w świecie!
Dotknięci tą przypadłością inwestorzy nie są w stanie pozbyć się ewidentnie nietrafionych lokat – nawet jeśli ich plan inwestycyjny legł w gruzach – z powodu irracjonalnej niechęci do przyznania się do błędu. Ofiary tego "schorzenia" będą się trzymały nietrafionych wyborów, choć mają szansę ulokowania swoich pieniędzy w pewniejszym miejscu.

Pępek świata
Wielu inwestorów dotkniętych ekonomicznym narcyzmem ulega samouwielbieniu. Roszczą sobie prawo do wszystkich sukcesów, jednocześnie umniejszając swój udział w porażkach. Za niewłaściwą decyzję będą winić innych, na przykład doradcę, członków rodziny, a nawet media. (Pokrewnym schorzeniem jest amnezja inwestycyjna, czyli niemożność przypomnienia sobie złych decyzji.)
Symptomy: duża aktywność na rynku; szybkie zwalnianie doradców i zatrudnianie nowych; wybieranie indywidualnych inwestycji zamiast funduszy inwestycyjnych z powodów niezwiązanych z elastycznością wypłacania zysków; skłonność do pozywania pośredników i doradców, którzy ostrzegali przed ryzykownością ich decyzji.

A co jeśli?
Tę dolegliwość charakteryzuje irracjonalny i często paraliżujący strach. Inwestor taki jest ciągle atakowany obrazami ewentualnej katastrofy inwestycyjnej – odbierając sobie tym samym szansę na sukces finansowy. Ci, których dotknął ten stan ciągle pytają: "a co jeśli?". Są tak zafiksowani na wizji niepowodzenia, że nie podejmują działań, nawet jeśli są one wskazane.
Symptomy: unikanie planów emerytalnych; umieszczanie długoterminowych oszczędności emerytalnych w lokatach krótkoterminowych; inwestowanie w lokaty długoterminowe, które nie nadążają za tempem inflacji.

Agorafobia
Autentyczna jednostka chorobowa, objawiająca się strachem przed otwarta przestrzenią. Na arenie inwestycyjnej manifestuje się wyniszczającą niemożnością lokowania pieniędzy poza własna firmą. Wielu przedsiębiorców onieśmiela niezliczona ilość dostępnych planów emerytalnych. Wierzą, że decydując się na inwestycję którą znają, dokonują bezpiecznego wyboru. W rezultacie umieszczają wszystkie oszczędności w firmie, od której zależy również ich pensja. Eksperci twierdzą, że urozmaicanie kapitału jest najlepszym sposobem walki z ryzykiem.

To tylko niektóre z zaburzeń inwestycyjnych, które sabotują decyzje wielu inwestorów. Wynikają z natury ludzkiej, w związku z czym nie da się ich całkowicie pozbyć, ale można nauczyć się nad nimi panować. Opanowanie ich jest podstawą warsztatu inwestycyjnego, który pozwoli generować sukcesy bez większych uszczerbków na zdrowiu.

(mip)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Miłosława Pejda-Rabij

dziennikarz
Napisz do autora