29.10.2013

Żeby firma nie zginęła

Sprawienie swojej firmie nieobciachowego hymnu to nie lada wyczyn. Posłuchajcie jak zrobił to Gazprom i Ernst & Young.

– Byś ty także mógł zaznać dziś egzystencji godnej, wejdź na szczyt, bo po to ja stworzyłem Colway – takiej treści pieśnią uraczył swoich pracowników właściciel producenta preparatów kolagenowych.

Serce rośnie, nieprawdaż? I od razu krem się lepiej w cerę wchłania, a laboratoria kipią od pomysłów, jak z uczuciem dbać o wiązania kolagenowe w skórze klientów. Zadowolona kadra od biologów po pracowników administracyjnych wyśpiewuje: „Już zniknął strach, by zrobić krok ogromny dalej. Chodź – nie wahaj się, pójdź tam, gdzie Colway” – zagrzewa do walki w imię kolagenu wokalista.

Hymn Colway

Trochę zawodzi, ale to nic, bo w stylu Krawczyka. A do tego na ekranie foty z wyjazdu integracyjnego, więc w ogóle nie ma na co narzekać. Jest patos, łza się w oku kręci. Kogo jeszcze nie ma na pokładzie – w te pędy śle CV.

Pieśni na gazie i bez gazu
Hymny korporacyjne garściami czerpią z „artystycznej” stylistyki pieśni komunistycznych. Trudno na przykład nie dostrzec lirycznego pomostu między strofą z „Pieśni o planie sześcioletnim”: „Jest wspólny kraj i wspólny cel, nie spoczną nasze ręce, nie straszny żar, ni zimy biel, wykonaj szybciej, więcej. Socjalizm twórz, wspólnotę twórz, w radości buduj nowe, i z fabryk, hut i z łanu zbóż braterskie podaj słowo”, a fragmentem korpohymnu Pekao SA: „Pekao SA. To mój cały świat, to mój świat. To mój bank, horyzont marzeń mych. To wyzwanie. To mój sukces. Nadchodzi co dnia”.

Zresztą ojczyzna komunizmu wciąż nie szczędzi nam w temacie odpowiednich wzorców. „W Rosji jest i zawsze był niezawodny Gazprom, to my darujemy wszystkim ciepło i światło dla biura i domu. Od świtu do zachodu będziemy pamiętać, że robota nasza jest potrzebna w święta i w dni powszednie” – śpiewa Władimir Tupajew, prezes jednej ze spółek zależnych Gazpromu, a zarazem autor tekstu.

Hymn Gazpromu

W teledysku – wilki przemierzające zaśnieżoną tundrę, zadowoleni mieszkańcy Rosji i oczywiście prezydent Putin wznoszący toast: „Wypijmy za nas, wypijmy za was, wypijmy za rosyjski gaz, żeby nigdy się nie skończył, żeby nigdy go nie zabrakło, choć tak trudno go zdobyć” – jest wzniośle, a przecież zarazem tak lekko i serdecznie, że aż się człowiekowi lekko na sercu robi. Aż by sam za Gazproma golnął.

Zachodnie korpohymny wypadają na tym tle doprawdy blado. Może to kwestia źle dobranych muzycznych korzeni. Bo jak się ogląda oparty na gospelu („Szczęśliwy dzień, gdy Jezus zmył moje grzechy”) klip do pieśni Ernst & Young, to można odnieść wrażenie, że widoczni w tle pracownicy wcale nie czują się w pracy jak w niebie. Z kolei hymn KPMG to mdła balladka o tym, jak to firma jest „mocna jak tylko się da” i stanowi ucieleśnienie „snu o potędze i energii”.

Hymn Ernst & Young

Pieśń Gazpromu za to naprawdę unosi ducha. Jeśli Polska kiedykolwiek zostanie łupkową potęgą, to lepiej, żeby muzyczną oprawę państwowej korporacji powierzyć komuś z regionu, np. autorom hymnu pewnej mediowej firmy z Torunia: „Ojciec Tadeusz, jak Prometeusz, wybiera z ziemi, ciepło dla ludzi, dla każdej gminy, każdej rodziny, wielką nadzieję dla Polski budzi (…). Dziś tylko Radia Maryja mogę słuchać, dzisiaj oglądam tylko Telewizję Trwam, bo tylko ojcu Rydzykowi mogę ufać, po Janie Pawle tylko on pozostał nam”.

Kapela znad Baryczy - Ojciec Tadeusz jak Prometeusz

Śpiewająca promocja
Michał Rusek, ekspert w dziedzinie marketingu i redaktor naczelny portalu MarketingDlaCiebie.pl przyznaje, że jest otwarty na wszystkie działania mające poprawić skuteczność działań marketingowych. Jednak do hymnów nie jest przekonany.

– Hymn jest narzędziem kontrowersyjnym, więc efekt może być zaskakujący, również dla jego twórców – przestrzega. – Niekontrolowana publikacja przerobionych wersji utworu w internecie stanowi dodatkowe, realne zagrożenie dla wizerunku organizacji. Jeśli jednak hymn miałby powstać w celu zbudowania kontrowersji oraz szumu medialnego, taka kampania ma szansę zaistnieć, nawet przy niewielkim nakładzie finansowym.

Nadal jednak mamy do czynienia ze śliską materią. Zwłaszcza że internet wszystko połyka, trawi i wypluwa w formie, którą trudno przewidzieć. Dziś postawimy na kontrowersję i sprzedamy coś w formie żartu, a za pięć lat ktoś to wyciągnie i narazi na śmieszność.
– Chwilowa moda lub trend może spowodować powrót nieszczęsnej próby marketingowej, która jak bumerang wróci po latach ze zdwojoną siłą – mówi Prusek. – Należy też zadać sobie pytanie, czy sam wyraz „hymn”, nie jest zbyt wzniosłym narzędziem do hołdowania marce i produktu. W jaki sposób społeczeństwo mogłoby zareagować na hymn do produktów masowych jak na przykład keczup, parówki czy nawet podpaski?

Biznes pod wezwaniem
Większość „korpopieśni” ocieka patosem, a w najlepszym razie jest bezpłciowa i po prostu nudna. Zupełnie tak jak firmowe misje – mniej inwazyjne, ale równie „porywające” narzędzia wykorzystywane przez przedsiębiorców do komunikacji z klientem. Przeważnie źle rozumiane i spisane misje kojarzą się z nadętą propagandą korporacyjną, zamiast punktować zasady działania i cel powołania biznesu.

„Misją naszej firmy jest rozwój technologii internetowych poprzez wybój najlepszych jakościowo rozwiązań w celu zaspokojenia aktualnych standardów na rynkach internetowych” – czytamy na stronie Dasknet. „Naszą misją jest dostarczanie najwyższej jakości usług i rozwiązań informatycznych zwiększających efektywność pracy oraz oferowanie profesjonalnego wsparcia technicznego” – przekonują właściciele Advicomu. „Naszym celem jest zapewnienie najwyższej satysfakcji klientom i atrakcyjnego zysku akcjonariuszom poprzez osiągnięcie pozycji najchętniej wybieranego dostawcy usług telekomunikacyjnych, multimedialnych i rozrywkowych, korzystającego z nowoczesnych technologii” – zapewnia z kolei TP SA.

Po co ta papka?
– Misja wcale nie musi brzmieć górnolotnie ani zajmować wiele miejsca. Wręcz przeciwnie – powinna być pisana językiem przystępnym i zrozumiałym dla każdego, zajmując tak mało miejsca jak to tylko możliwe – zwraca uwagę Aleksander Kisil, właściciel doradczej firmy ASK Analizy Szkolenia Konsulting.

I sugeruje kierunek, w którym warto się udać, formułując misje.
– Misją piekarni-ciastkarni może być: „Robimy niebo w gębie”. Salonu kosmetyczno-fryzjerskiego: „Wydobywamy na wierzch Twoje piękno”, a firmy taksówkarskiej: „Zawozimy cię wygodnie, szybko i bezpiecznie tam, gdzie tylko da się dojechać” - podpowiada.

Proste? Na pewno bardziej niż wszystkie te „zwiększania efektywności”. Choć w gruncie rzeczy, czy na pewno dotykające sedna?
– Prowadzę firmę z branży mediowej od ponad 12 lat i szczerze mówiąc zupełnie nie pamiętam, co mamy wpisane w zakładce „misja” na stronie internetowej – przyznaje Arkadiusz Zimiński, przedsiębiorca z Warszawy. – Co by tam nie wpisać, to przecież wiadomo, że misją firmy jest zarabiać pieniądze. Reszta to tylko ładne opakowanie dla klienta.

(gum)