Paweł Staliński, współwłaściciel Dance Agency / "Szkoła tańca to biznes dla pasjonatów, o rentowność wcale nie jest łatwo. Duża konkurencja powoduje, że ceny nie mogą być wysokie, do tego należy się liczyć z tym, że są sezony martwe".
Niedziela
29.07.2018
Właściciel szkoły tańca nie musi samodzielnie prowadzić zajęć z kursantami. Może do tego zatrudnić instruktorów. Ale wówczas trudniej będzie mu wyjść na swoje.
 

Paweł Staliński swoją przygodę z tańcem zaczął osiem lat temu, kiedy wziął udział w 10. edycji programu „Taniec z gwiazdami”. Zajął drugie miejsce i zaczął się rozwijać w tym kierunku. Od trzech lat jego partnerką jest Paulina Janicka, zawodowa tancerka, mistrzyni Polski i dwukrotna mistrzyni Włoch, a także finalistka mistrzostw świata Professional Rising Stars Blackpool, uznawana za jedną z najlepszych tancerek w rankingu światowym. Razem postanowili spełnić swoje marzenia i otworzyć szkołę tańca.

Przesycony rynek

Dzisiaj jednak wcale nie jest łatwo zaistnieć w tej branży, nawet z tytułami mistrza oraz dużą popularnością.
 – Rozpoznawalnych osób jest w tej dziedzinie bardzo dużo, a niemal każdy tancerz oferuje naukę tańca. To wyjątkowo nasycony rynek – podkreśla Paweł Staliński, współwłaściciel Dance Agency.

Trochę winne temu programy takie jak „Taniec z gwiazdami” czy „You can dance”, które z jednej strony rozbudziły miłość Polaków do tańca, ale z drugiej dzięki nim na światło dzienne wyszło wielu utalentowanych tancerzy, chętnych do dawania lekcji tańca.

Paweł Staliński dodaje, że gdyby nie silne pragnienie realizacji w tym, co sprawia mu największą przyjemność, nigdy nie zdecydowałby się na prowadzenie firmy właśnie w tej branży.
To biznes dla pasjonatów. Nam sprawia dużo przyjemności, wszystkim zajmujemy się sami i wychodzimy na swoje. Ale o rentowność wcale nie jest łatwo. Duża konkurencja powoduje, że ceny nie mogą być wysokie, do tego należy się liczyć z tym, że są sezony martweprzygotowujemy pary młode do pierwszego tańca, więc latem mamy dużo pracy, a zimą wesel jest bardzo niewiele – twierdzi właściciel Dance Agency. Razem z partnerką myślał o tym, żeby otworzyć lokal również pod Warszawą (ich szkoła działa jak dotąd jedynie w stolicy), gdzie konkurencja jest mniejsza. Zarzucili jednak ten pomysł, ponieważ pojawiły się wątpliwości, czy nowa placówka będzie rentowna. Kwoty potrzebne do otwarcia rosną szybko, a klientów znaleźć trudniej. Ponadto dużym minusem szkoły tańca, specjalizującej się w przygotowywaniu par młodych do najważniejszego dla nich dnia, jest fakt, że mamy tu do czynienia z jednorazowym klientem. Ci, którzy nauczą się tańczyć pierwszy taniec, nie mają już po co wracać.
 – Trzeba zatem stale zdobywać nowych, co oznacza między innymi spore nakłady na marketing – mówi Paweł Staliński.

Warto zdawać sobie również sprawę z tego, że taniec nie jest produktem pierwszej potrzeby.
Jeżeli nagle spadną zarobki, to w pierwszej kolejności rezygnuje się z tego typu usług – zauważa właściciel Dance Agency.

Specjalizacja czy szeroki wachlarz?

Joanna Harczuk i Marta Kuśmirek, właścicielki Baila Conmigo, zgadzają się, że finanse są największym problemem tej działalności oraz fakt, że jest to biznes sezonowy. Jednak w ich przypadku to wakacje są martwym okresem. Natomiast rotacja klientów stanowi mniejszy problem, jeżeli szkoła nie specjalizuje się tylko w jednym rodzaju tańca.
 – Moja szkoła jest ukierunkowana na taniec towarzyski dla par dorosłych, latino solo, ponieważ nie każdy chce tańczyć w parze albo ją ma, zajęcia dla dzieci oraz pierwszy taniec – mówi Jarosław Siekiera, właściciel szkoły Carmen. Przy tym szczególny nacisk kładzie on na zajęcia z dziećmi, które są nadzieją polskiego tańca.
 – Od kilku lat organizuję festiwal tańca dla dzieci, żeby mogły się rozwijać. Jest masa nagród oraz znane w tanecznym świecie osobistości – mówi Jarosław Siekiera.

W Baila Conmigo klienci też mogą się uczyć latami, przechodząc kolejne poziomy zaawansowania. Firma istnieje od pięciu lat, choć właścicielki o własnej sali z lustrami marzyły od zawsze.
 – Obie tańczymy już wiele lat i kochamy to, co robimy. Zaprzyjaźniłyśmy się w Studium Wokalno-Aktorskim w Gdyni, potem nasze zawodowe drogi się rozeszły. Marta zajęła się aktorstwem, ja pracowałam kilka lat jako prezenter radiowy. Aż w końcu zapragnęłyśmy zmian i zdecydowałyśmy się założyć własny biznes – opowiada Joanna Harczuk.

Jej zdaniem, jeżeli ktoś kocha to, co robi, to zawsze znajdzie dla siebie miejsce na rynku. Trzeba się jednak jakoś wyróżnić, żeby mieć szansę na sukces, zakładając szkołę tańca.
 – Szukając swojego miejsca na mocno nasyconym rynku, zauważyliśmy, że brakuje kompleksowej, dobrej jakości usługi przygotowywania par młodych do pierwszego tańca. Wszystkie istniejące szkoły traktują ten temat trochę po macoszemu, niejako przy okazji, skupiając się na innych usługach. My postanowiliśmy zaoferować kompleksowe podejście. Przygotowujemy pary w każdym aspekcie. Możemy stworzyć całą choreografię z druhnami, robimy też próby generalne na sali weselnej – mówi Paweł Staliński.To się sprawdza, Dance Agency powoli i stabilnie się rozwija.

Dla wielu szkół tańca odnalezienie się na tym rynku było jednak możliwe nie dzięki wyspecjalizowaniu się w jednym rodzaju tańca, ale zaproponowaniu jak największej liczby różnych zajęć. Klientów oprócz klasycznych tańców coraz częściej interesują nowoczesne rytmy i nieszablonowe układy taneczne. Aby trafić w gust jak największej liczby osób, warto mieć bogatą ofertę zajęć. Na szeroki zakres usług postawiło Baila
Conmigo.
 – W ofercie mamy sporo propozycji. Najbardziej popularna jest Zumba i Fit Dance, ale uczymy też pierwszego tańca czy Ballet Dance. Największą uwagę skupiamy jednak na dzieciach i młodzieży. Na zajęcia baletowe przychodzą nawet trzyletnie maluchy, niektóre są z nami od początku i przechodzą do kolejnych grup Kids Dance czy Videoclip. Rozpiera nas duma, kiedy patrzymy, jak z małej baletnicy wyrasta zdolna młoda tancerka i my mamy w tym swój udział – mówi Marta Kuśmirek.

Zdaniem właścicielek, Baila Conmigo wyróżnia się też kameralnością.
 – Nasze klientki czują się u nas jak w domu. Znamy się, lubimy, spędzamy ze sobą czas, razem trenujemy. Podobnie jest z dzieciakami, mamy indywidualne podejście do każdego młodego tancerza. Poza tym naprawdę lubimy pracować z dziećmi i z młodzieżą – przekonuje Marta Kuśmirek.

Paweł Staliński zgadza się, że w tym biznesie niezwykle ważne jest, żeby być osobą pozytywną i otwartą na ludzi.
 – Kontakt z drugim człowiekiem przy takiej działalności ma znaczenie jak nigdzie indziej. Dlatego bardzo ważna jest umiejętność tworzenia pozytywnych relacji z klientami. Najlepiej, jeżeli nas polubią, bo spędzamy wiele godzin we wspólnym tańcu. Do tego takie znajomości często owocują potem dobrymi rekomendacjami – podkreśla Paweł Staliński.

Studnia bez dna

Wysokość inwestycji w szkołę tańca zależy od miejscowości, w której chcemy działać, oraz zakresu usług.
 – Małe studio można otworzyć już za 100 tys. zł, ale górna granica inwestycji nie istnieje. Sam marketing to studnia bez dna, a klientów trzeba stale zdobywać – mówi Paweł Staliński.

Nieco łatwiej w tym zakresie mają znani tancerze.
 – Oczywiście, popularność ułatwia zaistnienie w tej branży, bo ludzie chętniej idą do osób, które znają z mediów. Ale zauważyliśmy, że najważniejsze dla klientów nie jest to, jak bardzo jesteśmy znani ani nawet czy umiemy dobrze tańczyć. Klientom najbardziej zależy na tym, żebyśmy umieli nauczyć ich tańczyć – mówi Paweł Staliński.

Pocieszający może być fakt, że uruchomienie szkoły tańca nie wymaga od właściciela posiadania stopnia mistrzowskiego w tańcu czy samodzielnego prowadzenia zajęć – od tego może zatrudnić instruktorów. Nie zmienia to jednak faktu, że warto znać się na tańcu. Nie trzeba też żadnych pozwoleń ani licencji. Jedyne, o czym musi pamiętać przyszły właściciel szkoły, to opłaty do ZAIKS-u za korzystanie z muzyki.

Konieczne będzie także znalezienie odpowiedniego lokalu. Po pierwsze, w dobrej lokalizacji. Najlepiej, żeby to było w centrum miasta, albo dużego osiedla. Tak, żeby klientom było wygodnie dojechać. Tańczyć przychodzą przecież po szkole czy pracy. Lokal musi też zostać przystosowany do warunków, które powinna spełniać szkoła tańca. Warto zainwestować w profesjonalną podłogę baletową, która jest wykonana z brytów gumy, dzięki czemu można ją składać i rozwijać. Ale może być też po prostu wykonana z paneli. Nie można też zapomnieć o odpowiedniej wentylacji sali, która będzie odprowadzać nieprzyjemne zapachy. Przepływ powietrza powinien wynosić około 1500 m3/h. Potrzebne będzie także miejsce na szatnię dla klientów oraz niewielki bar czy kawiarenkę, gdzie będzie można kupić coś do picia.
 


Joanna Harczuk i Marta Kuśmirek, właścicielki Baila Conmigo / "W ofercie mamy sporo propozycji. Najbardziej popularna jest Zumba i Fit Dance, ale uczymy też pierwszego tańca czy Ballet Dance".
Profil kobiety
Dominika Pronarska
dziennikarz