23.09.2005

Zrzucili złote kajdany

Uciekinierzy z korporacji: Mieli szansę na karierę w międzynarodowych strukturach. Wybrali pracę na własny rachunek, realizowanie prywatnych marzeń i ambicji. Pracują mniej? Zarabiają więcej? To bez znaczenia!

Maciej Dąbski ma dwie znane restauracje w Trójmieście, Thomas Kolaja - firmę zajmującą się okresowym zarządzaniem w spółkach, które właśnie przechodzą trudniejsze chwile, a Agnieszka Michalak... sieć pachnących butików z mydłami i olejkami do ciała.

Co mają ze sobą wspólnego? Wszyscy troje pierwsze lata zawodowej kariery łączą z pracą w korporacjach. Wszyscy troje pewnego dnia powiedzieli sobie - i potężnemu pracodawcy - dość!

Co nimi kierowało? Dlaczego opuścili firmy, o których marzy tuż po studiach niemal każdy adept prawa, finansów czy zarządzania?
Myśl o samodzielności przyświecała Agnieszcze Michalak; rosła w niej z każdym kolejnym dniem spędzonym w TFI Commercial Union.
- Moja przyjaciółka zaproponowała mi, żebyśmy otworzyły razem sklep w Krakowie - wspomina. - Pomysł wydał mi się nieco szalony, ale kiedy przedstawiła mi swoją wizję pachnących butików, dałam się jej porwać.

Była jednak ostrożna. Przez trzy lata godziła prowadzenie rozrastającej się firmy (która w tym czasie przekształciła się w duży samowystarczalny biznes, obejmujący produkcję oryginalnych mydeł i sieć sklepów Mydło i Pachnidło) z pracą w korporacji, gdzie kierowała działem księgowości.
- Coraz częściej widziałam, że niby jestem w biurze, a w rzeczywistości już od rana myślę o mydłach - mówi.
- Pracownicy widzieli, że mają we mnie coraz mniej wsparcia, wreszcie uznałam, że czas zrezygnować.
Czy bała się?
- Ani przez moment, wiedziałam, że właśnie to chcę robić - mówi dziś z przekonaniem.

Tomasz Michalik i Renata Dłuska też przyznają, że wcale nie mają mniej zajęć niż w poprzednim wcieleniu.
A pieniądze? Wszyscy mają za sobą podobny scenariusz - pierwsze trzy miesiące od uruchomienia własnej firmy to czas niepewności. Czy pomysł chwyci, czy przyjdą klienci?
Agnieszka Michalak dodaje, że właśnie dlatego nie od razu zdecydowała się porzucić dobrą posadę.
- Dziś zdarza się, że mam na koncie mniej niż za czasów regularnej pensji w Commercial Union, ale jestem zdecydowanie szczęśliwsza, bo robię to, co naprawdę sprawia mi przyjemność - tłumaczy. - Mimo że wiele osób nie może pojąć, jak mogłam zrezygnować ze stanowiska, by zostać mydlarzem...

Więcej: Aleksandra Gieros, "Manager Magazine", wrzesień 2005r.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0