24.10.2011

Przedsiębiorca na emeryturze

Jeszcze w latach 60. ekonomiści byli przekonani, że zawsze będzie się więcej ludzi rodziło, niż umierało. Współczesna rzeczywistość pokazała, jak bardzo się mylili.

System ubezpieczeń społecznych wprowadzono pod koniec XIX w. w Niemczech w myśl zasady, że państwo nie może pozwolić, aby ludzie na starość „umierali z głodu na ulicy”. Twórcy pomysłu ubezpieczeń społecznych wychodzili z założenia, że ludzie są nieodpowiedzialni, więc nie odłożą na emeryturę, nie wszyscy też dobrze wychowają dzieci, aby one zajęły się nimi w razie potrzeby. Dlatego trzeba stworzyć zawczasu przymusowy system „oszczędzania”. Dowcip polegał tylko na tym, że wszyscy płacili składki, a statystycznie nikt nie pobierał emerytury, bo średnia długość życia była niższa niż wiek emerytalny. No i pieniądze ze składek poszły na kolejne wojny i kolejne inwestycje. Ale podczas drugiej wojny światowej jeden z „wykształciuchów” wynalazł penicylinę. Ludzie zaczęli dożywać wieku emerytalnego. Trzeba więc było podwyższyć składki ubezpieczeniowe dla tych, którzy byli w wieku produkcyjnym. Zaczęła rosnąć piramida demograficzna. Jeszcze w latach 60. ekonomiści byli przekonani, że zawsze będzie się więcej ludzi rodziło, niż umierało. Mylili się. Tendencja się odwróciła – za sprawą przymusowych ubezpieczeń społecznych. Ludzie mają naturalną skłonność do martwienia się o przyszłość. Przez lata taką „polisą ubezpieczeniową” były dzieci. A przez cały XX wiek wmawiano obywatelom, że to państwo się o nich zatroszczy na starość. Więc po co płodzić dzieci? A żeby mieć spokojną starość, wystarczy dobrze zagłosować raz na cztery lata. To dużo łatwiejsze niż zmienianie pieluch, a ludzie mają skłonność do „chodzenia na łatwiznę”. Co więcej, czują się usprawiedliwieni, bo poza „klinem demograficznym” mamy jeszcze „klin podatkowy”. Państwo, żeby mieć na „naszą” emeryturę, ograbia nas, więc nie możemy sobie pozwolić na wiele dzieci, bo nie mamy za co ich utrzymać. Koło się zamyka.

Robert Gwiazdowski, Centrum im. Adama Smitha

Robert Gwiazdowski, Centrum im.Adama Smitha

Jak je rozerwać? Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, jak wygląda system. A prawda o systemie jest taka, że nie ma w nim żadnych pieniędzy. Płacąc składki, nie odkładamy na nasze emerytury, płacimy podatek, z którego finansowane są emerytury naszych dziadków i rodziców. Nasze emerytury będą zaś pochodziły z podatków naszych dzieci i wnuków. Oczywiście pod warunkiem, że je spłodzimy, a one nie wyjadą do Irlandii. By nie musiały wyjeżdżać, trzeba stworzyć system, w którym można uczciwie pracować, nie borykając się z biurokracją i fiskalizmem. Dziś, gdy przedsiębiorca pokona wszystkie bariery i zdecyduje się zatrudnić młodego człowieka do pracy, to płacąc mu 2 tys. zł „na rękę”, musi jeszcze dopłacić państwu 1,6 tys. zł – bo tyle łącznie wyniesie zaliczka na PIT i składki ubezpieczeniowe. Państwo pobiera więc haracz w wysokości 80 proc. wynagrodzenia netto! I natychmiast je wydaje! Ale oszukuje, że ma. ZUS zapalczywie liczy nawet nasz „kapitał początkowy” na indywidualnym koncie. Tylko że nie ma żadnego kapitału. Dawno został wydany. Co najwyżej są długi. ZUS musi jeszcze wspierać się kredytami bankowymi. Istna paranoja.

Co więcej, tych pieniędzy nie ma nie tylko w ZUS-ie. Nie ma ich nawet na naszych indywidualnych kontach w OFE. Fundusze te nie mogą inwestować za granicą, nabywać nieruchomości, w związku z czym na wzroście wartości naszych nieruchomości korzystają cudzoziemcy, bo ich fundusze emerytalne mogą w Polsce w ziemię inwestować. A co robią nasze OFE? Za około 60 proc. pieniędzy kupują obligacje skarbu państwa. A skarb państwa pieniądze przekazuje do ZUS-u, żeby starczyło na bieżącą wypłatę emerytur. Pieniądze wędrują od podatników, przez ZUS, OFE i budżet państwa, z powrotem do ZUS-u. Druga czysta paranoja. A za kilka lat skarb państwa będzie musiał wykupić obligacje od OFE z odsetkami. Skąd na to weźmie? Z podatków. Podatnicy zapłacą więc odsetki od pieniędzy, które raz już im odebrano. I to trzecia paranoja.

Żeby ludzie robili dzieci, które nie będą wyjeżdżały za granicę, trzeba radykalnie obniżyć koszty pracy. Ale w zamian trzeba uświadomić wszystkich, którzy wkraczają na rynek pracy, że od państwa na starość dostaną niewiele. Reszta zależy od nich samych.

Robert Gwiazdowski

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0