14.11.2011

Świadczenia dla biznesmena

Mój pomysł równych emerytur dla wszystkich wzbudził wielkie kontrowersje i emocje. Usłyszałem nawet, że to pachnie czystym socjalizmem.

Śpieszę wyjaśnić, że nie pachnie tylko śmierdzi, i nie ma w tym nic zaskakującego, bo obowiązkowe „ubezpieczenia społeczne” z gruntu rzeczy są socjalistyczne, a pomysły urynkowienia socjalizmu do niczego dobrego nie prowadzą. Jak się komuś nie podoba socjalizm, to niech ma odwagę zgłosić postulat likwidacji przymusu ubezpieczeniowego w ogóle. Ale takich odważnych to nie ma.

Robert Gwiazdowski, Centrum im. Adama Smitha

Robert Gwiazdowski, Centrum im. Adama Smitha

To, że ludzie się sami nie ubezpieczą ,ajest poważnym argumentem za tym, żeby państwo wypłacało ludziom starszym zasiłki emerytalne. Ale nie jest to wcale argument za tym, by te zasiłki miały różną wysokość. Twierdzenie, że skoro płacimy zróżnicowane składki, to powinniśmy otrzymywać zróżnicowane emerytury, bo w różnym stopniu na nie „oszczędzamy” jest bałamutne z dwóch powodów. Po pierwsze, podatki, które płacimy, nie są jednakowe, a mamy do czynienia z takimi samymi sądami i policją – bez względu na to, kto i ile zapłacił. Po drugie, „składka na ubezpieczenie zdrowotne” jest również procentem wynagrodzenia. A przecież nikt o wyższych dochodach nie domaga się, żeby go leczyli lepsi lekarze. Co najwyżej leczy się prywatnie.

W systemie rynkowym zróżnicowanie dochodów w okresie efektywności zawodowej jest czymś oczywistym i naturalnym. W systemie nierynkowym zresztą też – nawet w socjalizmie wynagrodzenia były różne. Zasłużeni w budowie socjalizmu zarabiali więcej od tych mniej zasłużonych. I ta zasada obowiązywała również na emeryturze. Nie było absolutnie wiadomo, dlaczego ktoś dostawał więcej. Nie działał bowiem żaden rynkowy mechanizm kształtowania wynagrodzeń. Natomiast z rynkowego punktu widzenia zróżnicowanie wynagrodzeń jest efektem różnicy wkładu do PKB wycenianego przy pomocy prostego mechanizmu popytu i podaży na daną pracę oraz danego pracownika. Zasada ta nie przenosi się jednak na wiek emerytalny, kiedy przestajemy dokładać do PKB, a stajemy się jedynie beneficjentami tego, co wytworzą przyszłe pokolenia. Jeśli ktoś jest naprawdę dużo mądrzejszy i bardziej przydatny społeczeństwu w okresie swojej aktywności zawodowej, to powinien się zabezpieczyć na starość: spłodzić więcej dzieci, wykupić polisę, oszczędzać.

Oczywiście przeczy temu twierdzenie o różnych wkładach do systemu w postaci różnych składek. Ale tych „składek” nie ma. Co więcej, górnicy przy pomocy kilofów i sędziów Trybunału Konstytucyjnego wykazali, że nie musi istnieć związek przyczynowo-skutkowy między tym, co się zapłaciło, a tym, co się otrzymuje. O emeryturach wypłacanych przez ZUS zawsze będzie decydowała polityka, bo posłowie, którzy raz przestraszyli się górników, innym razem mogą się przestraszyć innej grupy zawodowej. I nie chodzi jedynie o polityczny nacisk. Trybunał Konstytucyjny swoje uchylenie się od rozpatrzenia skargi konstytucyjnej na ustawę o wcześniejszych emeryturach dla górników uzasadnił tym, że inni ubezpieczeni nie są stroną sporu z górnikami. Pośrednio przyznał więc rację poglądowi, że w pierwszym filarze nie ma żadnej ekonomii – tylko polityka. Dlatego będę bronił tezy, że w odniesieniu do emerytów objętych socjalistycznym systemem przymusowych „ubezpieczeń społecznych” powinna obowiązywać socjalistyczna zasada równości żołądków. Państwo nie tylko nie musi, ale nawet nie powinno różnicować wysokości świadczeń społecznych, a emerytura wypłacana przez ZUS była, jest i będzie świadczeniem społecznym.

Robert Gwiazdowski

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0