20.11.2010

No+Vello chce zakończyć 2010 rok z 90 punktami franczyzowymi

W kolejnym może ich być już nawet 200.

- Planujemy zamknąć rok 2010 liczbą 90 salonów. Dzięki temu będziemy obecni już niemal w całej Polsce. W kolejnym roku planujemy osiągnąć liczbę 200 placówek - zapowiada Kamil Ponisz, dyrektor ds. rozwoju franczyzy Salonów Fotodepilacji i Fotoodmładzania No+Vello.
Zarząd No+Vello chce, by usługi były dostępne nie tylko w największych aglomeracjach, ale także w miejscowościach powyżej 50 tys. osób. Szykuje też zmiany w warunkach współpracy z franczyzobiorcami. Rozważane jest podniesienie opłaty wstępnej ze 120 do 140 tys. zł.

Witryna salonu fotodepilacji No+Vello

Menedżerowie sieci No+Vello planują w przyszłym roku podnieść opłatę wstępną ze 120 do 140 tys. zł.

- Po części jest to spowodowane bardzo dużym zainteresowaniem ze strony franczyzobiorców – tłumaczy Ponisz. - Głównym powodem jest jednak chęć zapewnienia najwyższej jakości serwisu naszym franczyzobiorcom i poprawie konkurencyjności marki. Osoby decydujące się na otwarcie franczyzy w segmencie kosmetyki estetycznej często nie zdają sobie sprawy, jak istotną rzeczą jest doświadczenie zebrane na podstawie setek tysięcy wykonanych zabiegów. A właśnie dzięki temu udoskonaliliśmy sprzęt, na którym pracujemy.

No+Vello planuje również wprowadzić nową usługę do portfolio swoich placówek. Na razie jednak nie chce zdradzić, o jaką ofertę chodzi.

- O tym poinformujemy w odpowiednim czasie - zapewnia Kamil Ponisz. - Będzie to jednak kolejna rewolucja, podobnie jak w przypadku wprowadzenie naszych usług na rynek polski pod koniec 2009 roku.

Sieć franczyzowa No+Vello rozwija się w Polsce błyskawicznym tempie. Popularność fotodepilacji może zaskakiwać, bo przecież klimat w Polsce nie pozwala na chodzenie w „krótszych” strojach przez tak długi okres jak np. w Hiszpanii, skąd wywodzi się koncept.

- Gładka skóra jest pożądana nie tylko na plaży – mówi Kamila Rejman z No+Vello. - W pracy też trzeba wyglądać, a po pracy tym bardziej. Każda kobieta – nieważne, czy w Hiszpani, czy w Polsce - dba o swoją atrakcyjność i niezależnie od pory roku ma okazje prezentować swoje wdzięki.

Przedstawiciele nie obawiają się też, że rynek może boleśnie zweryfikować rzeczywistą siłę konceptu i w przyszłym roku zmusić niektórych biorców do zamknięcia lokali.

- Fakt pojawienia się „drugiej fali” otwierających się salonów jest najlepszym prognostykiem rozwoju sieci. Nowe lokale otwierane są obecnie przez franczyzobiorców, którzy już posiadają jeden salon, a także przez pracowników istniejących placówek, np. kosmetyczki - przekonuje Ponisz.

Za pomocą laserów możemy nie tylko usuwać zbędne owłosienie, ale i redukować zmarszczki, cellulit oraz rozstępy. Niestety statystyki mówiące o liczbie osób poszkodowanych nieudolnie wykonanymi zabiegami stawiają branżę w niezupełnie korzystnym świetle. W Wielkiej Brytanii aż 4 tys. pacjentów rocznie zgłasza się do klinik medycyny estetycznej w celu zlikwidowania poparzeń i blizn.

- Do wywołania niepożądanych efektów może dojść praktycznie podczas każdego zabiegu kosmetycznego, nawet najprostszego. Pacjenci zgłaszający się z poparzeniami czy bliznami, to najczęściej pacjenci, którzy zdecydowali się na korzystanie z usług nie sprawdzonych gabinetów lub niewykwalifikowanego personelu – tłumaczy Kamila Rejman. - W salonach No+Vello obsługiwać klientów może tylko personel, który przeszedł specjalistyczne szkolenia i otrzymał odpowiednie certyfikaty. W salonach podczas wykonywania zabiegów przestrzegane są ścisłe procedury. Posiadamy własny serwis techniczny i dbamy, aby urządzenia były absolutnie sprawne. Poza tym sprzęt posiada wyjątkowy system chłodzenia głowicy, aby nawet w przypadku błędu ludzkiego, nie dochodziło do poparzeń. Za naszą marką stoją doświadczenia kilkuset salonów w różnych częściach świata, i choć w każdym, nawet najlepiej prowadzonym biznesie może zdarzyć się niezadowolony klient, No+Vello cieszy się coraz większym zaufaniem i popularnością.

(gum)