04.07.2011

Sieć franczyzowa powinna być jak jeden organizm

- mówi profesor Robert Spillane, wykładowca filozofii zarządzania na Uniwersytecie Macquarie w Australii.

Czy zarządzanie siecią franczyzową bardzo różni się od kierowania tradycyjnym przedsiębiorstwem?
Dopóki system partnerski jest oparty na standaryzowanych regułach i procedurach, podejście do zarządzania jest podobne, jak w przypadku pojedynczej firmy. Ta perspektywa jednak zmienia się diametralnie, kiedy jako franczyzodawca przestajemy pilnować jednolitych zasad funkcjonowania placówek w sieci. Najlepszym przykładem mogą być ostatnie problemy amerykańskich kawiarni Starbucks. Sieć rozwijała się stabilnie, jednak od 2004 roku zarząd postawił sobie za cel podwojenie liczby placówek w USA. Nowe lokale były otwierane w punktach, które nie spełniały dotychczasowych wymogów lokalizacji Starbucks, bo szefom sieci zależało na jej skokowym rozwoju. Cztery lata później te kawiarnie zaczęły znikać z rynku.

Profesor Robert Spillane podczas wykładu.

Profesor Robert Spillane podczas wystąpienia w warszawskim hotelu Sheraton.

Jak ustrzec się takich błędów?
Przychodzi mi na myśl pewna anegdota związana z byłym szefem General Electric, Joe Welshem, który obejmując posadę udał się po radę do australijskiego guru zarządzania Petera Druckera. Ten miał mu powiedzieć: „Jeżeli General Electric nie byłby właścicielem tych wszystkich firm, które posiada to, którą z nich chciałbyś kupić?” To pytanie skłoniło prezesa amerykańskiej korporacji do wysnucia wniosku, że przedsiębiorstwo z wieloma oddziałami jest jak jeden organizm. Jeśli któryś z jego fragmentów przestaje działać sprawnie, to kruszy się cała konstrukcja. Bardzo podobnie jest z sieciami franczyzowymi.

Rozmawiał (gum)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0