19.03.2012

Be Silky szykuje kosmetyczną rewolucję

W ofercie punktów znajdą się usługi medycyny estetycznej. Inwestycja w salon urody Be Silky zależy od rodzaju wykonywanych zabiegów.

- Prowadzimy obecnie rozmowy ze specjalistami z dziedziny medycyny estetycznej. Chcemy wprowadzić tego typu usługi do naszych salonów – deklaruje Marcin Kalitczuk, twórca i współwłaściciel sieci Be Silky. - Na początku zabiegi będą dostępne w macierzystej placówce sieci we Wrocławiu. Z czasem pojawią się również w ofercie franczyzobiorców.

Działająca od ponad półtora roku sieć Be Silky sukcesywnie dopisuje kolejne pozycje do cennika: od oksybrazji (nowoczesnego peelingu wodno-tlenowego), przez kriomezoterapię (nieinwazyjny zabieg odmładzający skórę połączony z terapią zimnem), aż po ostatni przebój rynku kosmetycznego, czyli odmładzanie nanokoloidem platyny, który usuwając aktywny tlen z komórek skóry doprowadza do jej regeneracji. Franczyzodawca jest też dystrybutorem linii specjalistycznych kosmetyków włoskich, japońskich i hiszpańskich.

Zabieg fotodepilacji w salonie Be Silky.

Medycyna estetyczna w pierwszej kolejności pojawi się we własnej placówce sieci Be Silky. Później będzie dostępna również w ofercie franczyzobiorców.

Kwota inwestycji we własny biznes pod szyldem Be Silky waha się w zależności od wachlarza usług, jakim chce dysponować biorca licencji.

- Podstawowy pakiet kosztuje 90 tys. zł i umożliwia pozyskanie urządzeń do fotoepilacji i podstawowych zabiegów odchudzających i odmładzających. Najdroższy moduł, czyli pakiet Platinum, to inwestycja w wysokości 159 tys. zł. Dzięki niemu franczyzobiorca zyskuje pełną ofertę usług, a także zatowarowanie kosmetykami – mówi Marcin Kalitczuk.

Do sieci mogą przystąpić zarówno przedsiębiorcy już prowadzący własne gabinety kosmetyczne, dermatologiczne i medyczne, jak i osoby bez doświadczenia w branży.

- Nasz koncept zapewnia kompleksowe szkolenia techniczne i marketingowe, a także pomoc na każdym etapie współpracy – mówi Kalitczuk.

(gum)