02.04.2012

Bronię Polaka mądrego po szkodzie

Jedno z przysłów przestrzega, że „mądry Polak po szkodzie”. W obecnym kryzysie często okazuje się, że Polak mądry przed szkodą też jest głupi.

Fora internetowe poświęcone gospodarce pełne są prześmiewców naigrywających się z osób, które zainwestowały w fundusze akcyjne na górce cenowej w 2007 roku, a także z tych, którzy kupili mieszkanie w bloku z wielkiej płyty za 10 tys. zł/m2 i w dodatku wzięli na nie kredyt na 100 proc. we frankach szwajcarskich po 2 zł sztuka. Wszyscy ci internetowi prześmiewcy, którzy pieniędzy nie wtopili, bo są przecież tak przewidujący, że nigdy żadnych akcji nie kupują, czują się niczym nobliści z ekonomii. W opiniach wielu osób strategia prowadzenia budżetów domowych i firm w sposób defensywny (bez kredytów, bez leasingu, bez inwestycji w akcje) zyskuje teraz wielką aprobatę. Tymczasem to, co na pierwszy rzut oka jest tak atrakcyjne, bo nie zakłóca snu, nie zawsze oznaczać będzie sukces finansowy. Zupełne odwrócenie się od akcji może spowodować, że przepuścimy najlepsze okazje inwestycyjne. W końcu nawet w czasie wielkiego kryzysu w XX wieku zdarzały się dłuższe okresy, np. w latach 1932-37, gdy akcje dawały zarobić kilkakrotnie. To nie akcje są złe, ale czas, w którym je kupujemy i sprzedajemy. Zarządzanie ryzykiem, a nie tylko planowanie wydatków powinny stać się ważną częścią budżetowych rozterek Polaków.

Arkadiusz Słodkowski

Arkadiusz Słodkowski, wydawca miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING

Chciałbym pobronić „Polaka po Szkodzie”, który akcje kupił i mieszkanie przepłacił. W większości przypadków nie miał on ŻADNYCH szans przewidzieć katastrofy na rynku walut, akcji i mieszkań w 2008 roku. Jeśli w szkole średniej nie ma ani jednej lekcji poświęconej zasadom ekonomii, jeśli krachu systemu finansowego (a przynajmniej jego skali) nie przewidziała znaczna część ekonomistów i analityków, to jak na trop załamania mógł wpaść zakładający rodzinę 30-latek? Przecież on kupował mieszkanie nie dlatego, że ceny uważał za atrakcyjne, tylko dlatego, że miał akurat ważną potrzebę życiową. A kredyt we frankach wziął, bo na symulacji w banku wyszło, że zapłaci niższe raty niż w złotych. Czy to, co zrobił, było nieracjonalne?

Dla porównania spójrzmy teraz na człowieka, który jest przewidujący i zapobiegliwy do bólu. Kupując na początku hossy mieszkanie od dewelopera, usłyszał poradę, jak to bezpiecznie jest podpisać umowę przedwstępną u notariusza. Wówczas deweloperzy zrywali umowy cywilnoprawne z klientami, żeby sprzedać mieszkanie drożej komu innemu. Po ciężkich negocjacjach deweloper się zgodził i nasz Mądry Polak przed Szkodą poczuł się zabezpieczony. Ponieważ dom dopiero się budował, a on miał umowę w systemie 10 proc. zapłaty na początku, 90 proc. po wybudowaniu, nie spieszył się z braniem kredytu, bo po co ponosić przedwczesne, dodatkowe koszty. Znów poczuł się bezpiecznie. Kiedy w grudniu 2008 dom był już na ukończeniu i trzeba było płacić ratę końcową, banki z powodu kryzysu zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów. Nasz Mądry Polak przed Szkodą kredytu na 90 proc. kwoty nie dostał. Gdyby miał tylko umowę cywilno-prawną z deweloperem, straciłby zaledwie 10 proc. ceny mieszkania, które kiedyś mu wpłacił. Ponieważ zawarł umowę przed notariuszem, dał deweloperowi do ręki możliwość wyegzekwowania przed sądem całej kwoty z jego majątku. I tak bezpieczna taktyka defensywna, która dawała spokojnie spać w zupełnie innych czasach, zamieniła się w katastrofę. Dlatego dziś nie warto szafować przysłowiem: „Mądry Polak po szkodzie”. W tak zmiennych czasach bardziej prawdziwe jest: „Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”.

Arkadiusz Słodkowski