08.09.2014

Defilada pokonanych

Konkurencję między firmami wielu chce widzieć jako szlachetną walkę między rycerzami. Tymczasem ma ona więcej wspólnego z bójką w ciemnym zaułku.

Konkurencja w biznesie jako rycerska, szlachetna rywalizacja? A gdzie tam! Raczej gala boksu tajskiego i krav magi. Wystarczy wspomnieć kilka przykładów. Chociażby ten, że od wielu lat firmy produkujące odzież sportową próbują dowieść – stosując czarny PR – że dresiarze ubierają się tylko w dresy konkurencji.

Arkadiusz Słodkowski

Podglądamy konkurencję, obliczamy jej przychody, martwią nas jej sukcesy i cieszą porażki.
Arkadiusz Słodkowski, wydawca miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING

Albo taka historia: pewnego lata w butelkach wody mineralnej Coca-Coli nagle odkryto pleśń. Załóżmy, że na pomysł szukania pleśni wpadli sami dziennikarze albo że sprawa wypłynęła przypadkiem. Jednak fakt, że utrzymywała się przez pół lata na łamach prasy, to już nie przypadek. Ciekawość mediów była podsycana przez kolejne kontrakcje koncernów – w końcu brudy znaleziono w napojach prawie wszystkich konkurencyjnych producentów, a nawet w wodzie oligoceńskiej.

Czy zawsze konkurencja służy klientom? Oto dwie firmy ścigają się, aby jako pierwsze dotrzeć do umysłów klientów i wywołać tam pożądane skojarzenia ze swoim produktem. Inwestują w markę napoju, który ma być obudowany marketingową obietnicą dobrej zabawy, spotkania ze znajomymi i byciem „cool”. Niestety, wydatki marketingowe kosztują, toteż ceny konkurencyjnych napojów nie spadają, a rosną. Wiadomo, za markę się płaci. W dodatku ludzie zaczynają więcej pić, a ponieważ nie piszę tu o wodzie mineralnej – klientom to nie służy.

Drogi czytelniku, jeśli po przeczytaniu powyższego fragmentu masz teraz wrażenie, że konkurencja, nas, przedsiębiorców, irytuje, to niewątpliwie masz rację. Podglądamy ją, obliczamy jej przychody, martwią nas jej sukcesy i cieszą porażki.

Jednak jest kilka sytuacji, w których konkurencja staje się pożyteczna. Najpierw oczywista oczywistość: konkurencja nie pozwala nam oklapnąć, upajać się samozadowoleniem, zmusza do wyjścia ze strefy komfortu, przymusza do ulepszania, sprawdzania nowego, do innowacji. To konkurencja mocna, która liczy się na rynku, z którą musimy się ścigać. Dzięki takiej konkurencji korzystają też klienci.

Jest też konkurencja słaba, która klientom nie przynosi niczego, bo zazwyczaj naśladuje tylko nieudolnie to, co już od dawna jest na rynku. Z taką konkurencją nie ma co się ścigać, bo jest już zdublowana na starcie. Przedsiębiorcy najbardziej lubią taką konkurencję. Można się na jej tle pokazać, zabłysnąć, porównać wyłącznie korzystnie. Taka konkurencja doda naszym firmom prestiżu i uwiarygodni na różne sposoby: a to śladowymi obrotami i siedzibą w suterenie, a to nieudaną próbą podrobienia naszego produktu czy przegranym z nami przetargiem.

Z opowieści wystawców wiem, że podczas Targów Franczyza 2013 w Pałacu Kultury i Nauki przed każdym stoiskiem przedefilowały oddziały konkurencyjnych wojsk z podkulonymi ogonami. Wystawcy mieli satysfakcję: między rozmowami z kandydatami na franczyzobiorców mogli sobie obejrzeć swoją konkurencję potłuczoną przez rynek. Targi Franczyza to festiwal zwycięzców. I niech tak zostanie!
Arkadiusz Słodkowski