21.04.2015

Hamburgery zamiast ciuchów

Rafał Migdałek trafił na koncept Mr Hamburger, gdy szukał alternatywy dla swojego biznesu w branży odzieżowej. Dziś zarabia głównie na prowadzeniu baru.

Rafał Migdałek ma pełne ręce roboty. Niedawno skończył prace nad otwarciem swojego drugiego baru Mr Hamburger, a teraz musi dopilnować, by interes jak najszybciej wszedł na „wysokie obroty”.
– Teraz powinno pójść łatwiej, bo współpracuję z zaufaną kierowniczką, która pomagała mi już w pierwszym lokalu – tłumaczy przedsiębiorca.

Rafał Migdałek, franczyzobiorca Mr Hamburgera Fot. Mr Hamburger

Rafał Migdałek, właściciel barów Mr Hamburger w Opolu i Kędzierzynie Koźlu twierdzi, że biznes zaczyna być rentowny po ok. 3 miesiącach od otwarcia.

Jego współpraca z siecią Mr. Hamburger rozpoczęła się w 2013 roku. Wówczas jako franczyzobiorca jednej z największych sieci odzieżowych zdał sobie sprawę, że w tej branży dni jego biznesu mogą okazać się policzone. Wszystko dlatego, że franczyzodawca systematycznie przejmował od partnerów sklepy licencyjne. Im lepsze – tym chętniej.
– Wiedziałem, że to samo może spotkać i mnie, dlatego zacząłem rozglądać się za alternatywnymi inwestycjami. Znajomy polecił mi Mr Hambuger, z którą to siecią sam już współpracował – wspomina Rafał Migdałek.

Koncept wydał mu się interesujący. Problem polegał na tym, że gastronomia była mu branżą zupełnie obcą.
Swój pierwszy bar otworzył w Kędzierzynie Koźlu w galerii Odrzańskie Ogrody. Franczyzodawca podaje, że minimalna kwota inwestycji wynosi 100 tys. zł. W przypadku kędzierzyńskiego punktu ostateczny wkład okazał się o ok. 50 tys. zł wyższy.
– Na tych wydatkach nie można oszczędzać. Podajemy fast food ze świeżych składników, nasze hamburgery są przygotowywane ręcznie na miejscu. Jeśli oszczędzimy na jakości, klienci to zauważą i nie wrócą – tłumaczy przedsiębiorca.

Dlatego też sam nie tylko często staje za kasą, lecz także, jak tylko może, kontroluje swoich pracowników. Jego zdaniem jednym z największych wyzwań w branży gastronomicznej jest właśnie dobór pracowników. To od nich zależy, jak lokal będzie postrzegany przez klientów. Dlatego właściciel od razu reaguje, gdy tylko zauważy, że ktoś przesmaży frytki albo niestarannie przygotuje kanapkę. Wszystko ma być tak, jak na szkoleniach.
– Po prostu wierzę, że pańskie oko konia tuczy – przyznaje Migdałek.

Wśród jego obowiązków są też dostawy. Codziennie przywozi świeże warzywa, z których powstają hamburgery. W interesie pomaga mu żona. Pracy, jak przyznaje, jest znacznie więcej niż przy sklepie odzieżowym
– Tam wystarczyło powiesić „szmatkę” na wieszaku i czekać, aż klient kupi. Tu trzeba o klienta walczyć bez przerwy – mówi.

Teraz walka trwać będzie na dwóch frontach. W kwietniu Rafał Migdałek uruchomił swój drugi bar pod szyldem Mr Hamburger  tym razem w opolskim centrum Solaris.
–Już widzę, że ten punkt będzie o wiele bardziej dochodowy. Tu jest więcej klientów, większy potencjał niż w Kędzierzynie – dodaje.
I myśli nad kolejnymi otwarciami.