01.07.2015

W poszukiwaniu wspólników

To, że miło spędzacie z kimś czas na gruncie towarzyskim, nie oznacza wcale, że możecie wspólnie robić interesy.

Patch Adams, którego na dużym ekranie upamiętnił Robin Williams, dał się poznać światu jako lekarz i aktywista społeczny. Zorganizowana przez niego grupa w strojach klaunów przemierzała najdalsze zakątki świata, by bawić chore dzieci w szpitalach. Kiedyś, podczas wolontariackich warsztatów, Patch zapytał mnie, czy chciałbym dołączyć do jego teamu. Zaniemówiłem, bo nie miałem pojęcia, dlaczego zaproponował to akurat mnie,  przecież tak naprawdę nawet mnie nie znał. Odpowiedział krótko: „Masz dobre oczy, oczy klauna”. Nie patrzył na moje CV ani nie prowadził rozmowy kwalifikacyjnej, po prostu zaufał swojej intuicji.

Tomasz Antosiak Fot. Tomasz Antosiak

Jeżeli naszym celem będzie rozwój firmy, a nasz wspólnik będzie miał przed oczami tylko rosnące na koncie kwoty, to od razu mogę zagwarantować, że następnego PIT-u nie będziecie już wspólnie rozliczać.
Tomasz Antosiak, konsultant KontekstHR

Dziś mogę stwierdzić, że wiedział, co robi. Obserwował, wyciągał wnioski i ufał swojemu wewnętrznemu głosowi. Oczywiście, nie mówię, żeby gremialnie zatrudniać pracowników po spojrzeniu – to bardziej  metafora naszego wewnętrznego rekrutera, jakim bez wątpienia jest intuicja. Z wiekiem i z doświadczeniem staje się ona coraz lepsza. Od nas zależy, czy dopuścimy ją do głosu. Z własnej obserwacji mogę powiedzieć, że intuicja prawie nigdy mnie nie zawiodła, a jeżeli już popełniłem „rekrutacyjny” błąd, zatrudniając niewłaściwą osobę czy próbując pracować z nią biznesowo, to dlatego że zignorowałem sygnały, które świadczyły o tym, że dana osoba nie będzie do tego odpowiednia. Początkowo myślałem, że wspólny biznes ze znajomym czy kumplem z dzieciństwa będzie łatwy i skazany na sukces. Szybko jednak okazywało się, że w większości przypadków były to dramatyczne pomyłki, a wraz z biznesami kończyły się przyjaźnie.

Nie zgodzę się jednak z przysłowiowym stwierdzeniem, że spółki są niedobre. Spółki są bardzo dobre, pod warunkiem że rozsądnie dobierzemy sobie do nich ludzi. Jeżeli oczekiwania nasze i naszych wspólników będą skrajnie rozbieżne, to niemożliwością będzie znalezienie wspólnej drogi. Jeżeli naszym celem będzie rozwój firmy, a nasz wspólnik będzie miał przed oczami tylko rosnące na koncie kwoty, to od razu mogę zagwarantować, że następnego PIT-u nie będziecie już wspólnie rozliczać. A w najlepszym wypadku będziecie wiedzieli, że wybór tej, a nie innej osoby na swojego partnera nie był waszym najlepszym życiowym wyborem. Nie ma znaczenia to, czy biznes chcecie zrobić z rodziną, czy kolegą, z którym stawialiście w piaskownicy babki z piasku. Liczy się to, czy macie wspólne dążenia i wizję. Pieniądze jako takie nie mogą być celem samym w sobie.

Dlatego na samym początku najlepiej ustalić kamienie milowe wspólnej pracy, wyznaczyć cele i... spisać umowę, która będzie jasno określała, co do spółki wnosimy, a co stanie się w przypadku jej rozpadu. Przezorny zawsze ubezpieczony. Nie kosztuje nas to wiele, a zaoszczędzimy sobie nawzajem stresów, kosztów i rozczarowań.

 

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0