11.09.2013

Franczyza jak z obrazka

Właściciele Proxta Design przekonują, że dekoracje ścienne lepiej sprzedają się „w realu”, niż w internecie.

Założona w Nowym Sączu spółka Proxta zajmuje się produkcją i dystrybucją obrazów, fototapet i dekoracji ściennych. Jej właściciele – Krystian Kowalik i Andrzej Tokarz – postanowili wyjść ze swoimi usługami poza macierzysty region. Do osiągnięcia celu ma posłużyć im franczyza.
- Chcemy skupić się głównie na produkcji materiałów, a partnerom powierzyć rozwój sieci sprzedaży. Oni najlepiej znają swoje lokalne rynki – mówi Andrzej Tokarz. – Udzielamy wsparcia przy wyborze lokalizacji, przekazujemy projekt stoiska handlowego i zapewniamy szkolenie personelu.

Stoisko Proxta Design w centrum handlowym Fot. Proxta Design

Obecnie w ramach sieci działają dwie placówki własne. Niebawem mają powstać dwie kolejne, już franczyzowe – w Częstochowie i Tarnowie.

W ramach przekazywanego franczyzobiorcom know-how znajduje się też program do zarządzania sprzedażą i realizacją zamówień.

- Część klientów zamawia materiały graficzne przy wykorzystaniu własnych zdjęć. Partner przekazuje takie zlecenia do centrali, ale przyjmując zamówienie musi wiedzieć, czy przyniesione przez klienta materiały są w wystarczającej jakości i czy w ogóle umożliwiają jego realizację – tłumaczy Tokarz.

Przystąpienie do sieci Proxta Design to koszt od 6 do 40 tys. zł. Rozpiętość wynika ze specyfiki możliwych form współpracy. Własny biznes pod tym szyldem można otworzyć w formie wyspy handlowej – wtedy koszt zatowarowania i urządzenia będzie bliższy wyższej granicy. Decydując się na niezależny lokal poza galerią, musimy liczyć się z wyższymi wydatkami na start. Właściciele marki nie przewidują bieżących opłat franczyzowych.

- Partnerzy kupują od nas gotowe produkty w cenach hurtowych, które później sprzedają, osiągając marże rzędu 45 proc. – mówi Tokarz. – Nasza pierwsza placówka własna w Nowym Sączu zwróciła się już po miesiącu działalności, osiągając przepustowość na poziomie 150-180 klientów miesięcznie.

Franczyzodawca nie obawia się konkurencji ze strony firm, które prowadzą sprzedaż podobnych artykułów w internecie. - Tego rodzaju materiały graficzne klienci wolą kupować w rzeczywistych placówkach, by na własne oczy je obejrzeć i przekonać się o ich jakości – podkreśla Andrzej Tokarz.

(gum)