05.06.2014

Eva Minge: Biznes musi się opłacać

Muszę zrobić produkt, który spodoba się finalnemu klientowi, nie tylko pośrednikowi, właścicielowi salonu czy franczyzobiorcy – mówi Eva Minge, polska projektantka mody, współwłaścicielka firmy Eva Minge Design.

Branża odzieżowa w Polsce przeżywała niedawno  kryzys. Mocno wstrząsnęło pani firmą?
Specjalizuję się w kryzysach (śmiech). Sporo ułatwia posiadanie własnej szwalni, która daje możliwość szybkiego reagowania na wszelkie sygnały z rynku. Rzeczywiście, był taki moment, kiedy rynek odzieżowy w Polsce trochę się nasycił i firmy zaczęły plajtować. Ja przetrwałam, bo miałam produkt, którego nie miał nikt inny i którego nie dało się zastąpić. Gdy jest kryzys, z rynku znikają firmy, które można zastąpić, np. sieciówki, które oferują podobne produkty w podobnych cenach.

Eva Minge, polska projektantka mody, współwłaścicielka firmy Eva Minge Design Fot. Agencja Akpa

Koszt wyprodukowania pokazu na Fashion Week to średnio 100 tys. euro, oczywiście mówimy o moim przypadku. Pokazy Chanel mogą kosztować nawet miliony euro.
Eva Minge, polska projektantka mody, współwłaścicielka firmy Eva Minge Design

Przez lata była pani biznesową Zosią samosią. Wszystko, co się dało, robiła pani w swojej firmie sama. Ale dziś tak już nie jest. Zajęła się pani projektowaniem, a inne obszary firmy przekazała specjalistom.
To nadal jest moja firma, a wsparcie Esotiq było nam potrzebne do ekspansji na kolejnych rynkach. Otrzymałam od losu szansę, którą chciałam wykorzystać, i pomógł mi w tym właśnie Esotiq. W pewnym momencie moja marka mogła rozwijać się bardzo powoli albo wykorzystać szansę i zrobić olbrzymi krok do przodu. Jednak żeby go zrobić, potrzebni byli ludzie i struktura, a my zupełnie nie byliśmy na to gotowi. Z drugiej strony nie chciałam się wycofać. Nie po to przez tyle lat budowałam markę, żeby rezygnować. Cały czas mam dużo do powiedzenia w firmie, ale otoczyłam się specjalistami po to, żeby korzystać z ich pomocy. Wcześniej sama kierowałam firmą, organizowałam pokazy, projektowałam, sprzedawałam. Moim wsparciem były księgowa i szefowa produkcji. Dziś rzeczywiście zajmuję się głównie projektowaniem, ale ja tę firmę stworzyłam i prowadziłam przez 25 lat i cały czas mam znaczący wpływ na jej kształt.

Jest pani znaną projektantką za granicą, natomiast w Polsce pani ubrania nie są zbyt popularne…
Faktycznie, w mediach moja marka praktycznie nie istnieje i ludzie są zaskoczeni, że mamy też ubrania, które można nosić na co dzień, ale przecież przez te 25 lat musiałam gdzieś te ubrania sprzedawać. Teraz w Polsce mamy siedem salonów i sprzedaż na satysfakcjonującym mnie poziomie. Współpracujemy też z wieloma firmami, dla których projektuję przedmioty codziennego użytku, np.: z Eurofiranami, Ćmielowem, Marmorinem. Prowadzimy sklepy własne, franczyzowe, ubrania wstawiamy też do sklepów multibrandowych, których na całym świecie jest ok. 80. Niestety, polskie media doprowadzają do tego, że dobrze znana na świecie polska marka w naszym kraju jest znana z tego, że jej projektantka ma tysiąc rzekomych operacji plastycznych. Żeby zmienić wizerunek marki i negatywne opinie o niej, musiałam podać do sądu kilka osób i walczyć o dobre imię. Nie jestem ani gwiazdą, ani celebrytką. Jestem właścicielką dużej firmy i wolałabym, żeby skupiono się nie na tym, jak wyglądam, ale na tym, co robię. To przykre, bo z jednej strony jest spora świadomość mojej marki u klienta, ale z drugiej strony jeśli ktoś chce w mediach poszukać informacji o tym, co tak naprawdę robi Eva Minge, nie ma na to szans.

Jakiej rady udzieliłaby pani początkującym projektantom, którzy swoimi ubraniami chcą zawojować świat?
Trzeba konsekwentnie pukać do różnych drzwi i pokazywać się na mniejszych pokazach. Jeśli ktoś mi powie, że pokazał swoją kolekcję i w jeden wieczór podbił Paryż czy Rzym, to jest to absurd. Poza tym trzeba się zastanowić, czego oczekujemy po pokazie. Czy chcę się przedstawić szerokiemu gronu odbiorców, czy pochwalić w polskich mediach, że miałam pokaz w Paryżu? Jeśli przyświeca ten drugi cel, to szkoda zachodu, bo w Polsce projektant nigdy nie zarobi takich pieniędzy, jakie wyda na pokaz za granicą. Do tego musi być jeszcze struktura oraz moce produkcyjne i oczywiście pieniądze. Wyprodukowanie kolekcji kontraktacyjnej liczącej ok. 200 sztuk w pięciu rozmiarach i czterech grupach kolorystycznych  wymaga sporych inwestycji. Trzeba kupić tkaniny, dodatki, zrobić plan produkcji, opłacić szwalnie itd. Dlatego zrobienie pokazu bez możliwości wyprodukowania tego, co się pokazało, jest bez sensu. Chyba że ktoś chce się zatrudnić w domu mody albo sprzedawać 10 sukienek rocznie. Jednak trzeba mieć świadomość, że na początku to jest wyłącznie inwestycja.

Fragment wywiadu opublikowanego w miesięczniku "Własny Biznes FRANCHISING" nr 6/2014.

 

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

PRENUMERATA miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING

 
Prenumerata Własny Biznes

Zamawiając roczną prenumeratę otrzymujesz niższą cenę niż w kiosku. Prenumerata kosztuje tylko 39 zł i obejmuje 12 wydań miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING. Magazyn jest wysyłany co miesiąc pierwszego dnia sprzedaży prosto do Twojego domu, a przesyłka nic Cię nie kosztuje.

Więcej informacji

Cena netto
36,11 zł
VAT
2,89 zł
Cena brutto
39,00 zł