12.11.2009

Mój jest ten kawałek podłogi

Radosław Chabowski pracował w dużym sklepie z wyposażeniem wnętrz przez siedem lat. Przeszedł przez stanowiska sprzedawcy, kasjera i specjalisty. Półtora roku temu porzucił bezpieczną posadę na etacie, aby rozpocząć własną działalność pod cudzym szyldem.

– Zdecydowałem się na taki ruch, bo z jednej strony nie było widoków na kolejne awanse, a z drugiej pociągała mnie myśl o własnej działalności – wspomina Radosław Chabowski. – Wiedziałem też, że chcę działać w branży wyposażenie wnętrz. Zacząłem czegoś szukać.

O DDD Dobre Dla Domu przeczytał w jednym z numerów „Własnego Biznesu”. W kwietniu 2007 roku wysłał zgłoszenie, po niespełna miesiącu odbył pierwsze spotkanie z przedstawicielem sieci. Pierwotnie myślał o sklepie w Tczewie, ale DDD wolało najpierw postawić nogę w Trójmieście, więc Tczew odpadał. Przez kilka tygodni szukał odpowiedniego lokalu, który musiała zaakceptować centrala.

Uruchomienie sklepu kosztowało go około 150 tys. zł – o 50 tys. więcej od zakładanej kwoty wyjściowej. Tę różnicę Chabowski tłumaczy wielkością miasta oraz powierzchnią sklepu. Od Dobre Dla Domu franczyzobiorca otrzymał ekspozycję i kompletne wyposażenie sklepu: regały, stanowiska kasowe, sprzęt IT wraz z systemem, wizualizację oraz zatowarowanie z odroczonym terminem płatności (centrala DDD szacuje wkład swój i dostawców na mniej więcej 200 tys. zł). Przed uruchomieniem sklepu przedsiębiorca przeszedł cykl szkoleń, a pracom aranżacyjnym przyglądali się specjaliści z centrali DDD (zdaniem biorcy – trochę za krótko). Sklep Radosława Chabowskiego ruszył w listopadzie 2007 roku.

– Sięgnąłem po gotowe rozwiązanie, bo franczyza pozwala na start ze znacznie wyższego poziomu niż w wypadku samodzielnej działalności – wyjaśnia Chabowski. – Korzystniejsze ceny zakupu, profesjonalna logistyka, marketing – wszystko to mam na poziomie właściwym dużej korporacji.

Biznes szedł na tyle dobrze, że Radosław Chabowski szybko zaczął myśleć o otwarciu drugiego sklepu na licencji DDD. Wybór padł na Rumię, oddaloną od Gdańska o 40 km – Chabowski miał tam na oku atrakcyjny lokal. W kolejny salon przedsiębiorca zainwestował nieco ponad 100 tys. zł. Sklep ruszył w lipcu 2008 roku.

Chabowski, pytany o kryzys, mówi, że nigdy nie był on tak dotkliwy, jak rysowały go media. Owszem, skończyło się budowlane szaleństwo, ale i do posuchy jeszcze daleko. Obecnie większość jego klientów to ludzie urządzający swoje nowe mieszkania i domy. Pozostałe 20-30 proc. przypada na klientów decydujących się na remont. W trudniejszych czasach stawia na bardziej aktywne poszukiwanie klientów oraz jakość obsługi. Doświadczenie nauczyło go, że nie należy oceniać klienta po wyglądzie, bo zdarzają się zarówno klienci niepozorni, którzy kupują najdroższy towar, jak i dobrze ubrani szukający najtańszych paneli. Radosław Chabowski zauważa też, że warto współpracować z architektem, bo jego klienci często pytają o adresy dobrych sklepów. Poza tym pod wpływem architektów ludzie sięgają po produkty z wyższych półek – lepsze, bardziej wyszukane, ale też i droższe. Franczyzobiorca uważa, że jako sklep specjalistyczny DDD Dobre Dla Domu świetnie się do tego nadaje – posiada wyspecjalizowaną ofertę podłóg i drzwi, w której każdy architekt znajdzie ciekawą propozycję do mieszkania swojego klienta.

Podsumowując zmiany w swoim życiu po przejściu na swoje, Radosław Chabowski mówi to, co większość przedsiębiorców: że teraz pracuje o 2-3 godziny dłużej. Potwierdza też, że prowadząc swoją firmę, nie da się wyłączyć myślenia o biznesie. Na pytanie, czy warto, odpowiada twierdząco, ale o szczegółach mówić nie chce. Nieco chętniej rozmawia o kosztach: prowadzenie pojedynczego salonu Dobre Dla Domu wycenia na mniej więcej 50 tys. zł miesięcznie. Większą część tej kwoty pochłania wynajem lokalu. Reszta wydatków to opłaty franczyzowe, wynagrodzenia pracowników, opłaty za energię elektryczną, wodę, opłaty za transakcje elektroniczne oraz koszty reklamy.

Pytany o przychody i zysk, Radosław Chabowski milczy. Mówi jedynie, że prowadząc dwa sklepy DDD, wyciąga czterokrotnie więcej niż na swoim ostatnim etacie. Dodaje jednak, że nie jest to jego ostatnie słowo i że właśnie dopiął swego – 7 listopada br. w Tczewie ruszył trzeci sklep Dobre Dla Domu. Obecnie franczyzobiorca szuka lokalu pod salon w Gdyni.

– Jako właściciel kilku sklepów w regionie mam lepszą pozycję przetargową u dostawców – tłumaczy. – Samo Trójmiasto ma na tyle duży potencjał, że jeden sklep to za mało. Jeśli nie ja, to ktoś inny by go otworzył. Wolę być jedynym biorcą DDD Dobre Dla Domu w tej okolicy – stwierdza Radosław Chabowski.

Marcin Kaleta

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Agnieszka Turska

dziennikarz
Napisz do autora