21.01.2016

Franczyza z kolekcji

Artur Piasecki, franczyzobiorca Kari, udowadnia, że nie trzeba być we własnym sklepie od rana do wieczora, by zarabiać. Trzeba natomiast umieć nadzorować pracowników.

Franczyza Kari nie była dla Artura Piaseckiego biznesowym debiutem. Interesy prowadzi od ponad dwóch dekad, głównie w branży telekomunikacyjnej i handlu elektroniką użytkową. Miał też już wcześniej do czynienia z franczyzą – wiedział, że inwestycja w znaną markę pozwala ograniczyć ryzyko na starcie i płynnie wejść na rynek. Markę Kari znał z galerii w okolicznych miejscowościach, toteż kiedy w jego rodzinnych Siemiatyczach pojawiła się szansa na wynajem lokalu w atrakcyjnym miejscu, postanowił ją wykorzystać. Chodziło o sklep, który do tej pory należał do franczyzobiorcy CCC, ale właściciel marki od pewnego czasu wygaszał współpracę z partnerami i to samo spotkało również i tego przedsiębiorcę.

Sklep Kari Fot. Kari

Franczyza w sieci Kari opiera się na modelu depozytowym. To znaczy, że partner nie musi wykładać z własnej kieszeni pieniędzy na zakup towaru – ten do momentu nabycia go przez klienta pozostaje własnością franczyzodawcy. Partner zarabia natomiast na prowizji od sprzedanych produktów.

Jeszcze przez jakiś czas próbował ciągnąć biznes na własną rękę, ale podejrzewam, że bez zaplecza w postaci znanego szyldu i know-how biznes raczej nie kręcił się tak dobrze jak wcześniej. Umówiłem się wtedy z franczyzodawcą Kari w ten sposób, że gdy tylko lokal zostanie zwolniony, wówczas ja go przejmę i otworzę salon z obuwiem – opowiada Artur Piasecki.

W miesiąc do biznesu

Franczyzowy sklep Kari działa przy ulicy Grodzieńskiej, w ścisłym centrum 15-tysięcznych Siemiatycz. To typowa lokalizacja uliczna, w której spory ruch pieszych i samochodów gwarantuje częste wizyty klientów. Piasecki znał to miejsce doskonale – nie tylko jako mieszkaniec tej miejscowości, ale też jako właściciel innego sklepu na tej samej ulicy.

Przygotowanie lokalu zajęło około miesiąca. Artur Piasecki nie jest typowym franczyzobiorcą – ze względu na spore doświadczenie w biznesie detalicznym nie oczekiwał, że ktoś przeprowadzi go za rękę przez pierwsze etapy otwierania sklepu.

– Franczyzodawca przekazał mi projekt lokalu. Podczas prac adaptacyjnych na bieżąco konsultowałem poprawność wprowadzonych rozwiązań. Na kilka dni przed otwarciem salonu franczyzodawca zorganizował zespół pracowników, który ustawił towar na regałach zgodnie z wytycznymi franczyzodawcy. Teraz robią to już pracownicy, którzy wcześniej szkolili się w salonach własnych franczyzodawcy zlokalizowanych w pobliżu Siemiatycz. I była to naprawdę przydatna pomoc  – wspomina przedsiębiorca.

Każdy ze sklepów prowadzonych przez podlaskiego przedsiębiorcę ma swojego kierownika, który zarządza pracą zwykle jednego bądź dwóch pracowników. To menedżerowie są każdego dnia w placówkach, by doglądać interesu. Właściciel odwiedza ich regularnie, ale nie codziennie.

 – Moim zadaniem jest sprawdzanie, czy kierownicy wykonują dobrą pracę. Cały czas śledzę ich wyniki na podstawie danych ze statystykami sprzedaży i wiem, kiedy należy interweniować  – mówi Piasecki.

Przyznaje jednak, że biznes franczyzowy działa najlepiej, jeśli biorca licencji bezpośrednio angażuje się w prowadzenie firmy. Dobrym rozwiązaniem może być też powierzenie roli kierownika członkowi rodziny – w przypadku jednej z placówek franczyzowych osobą zarządzającą jest żona Artura Piaseckiego. Kierownik zatrudniony z zewnątrz też może gwarantować zadowalające zyski, ale trzeba go kontrolować.

Firma na kilku nogach

Według standardów franczyzowych Kari inwestycja w salon o powierzchni 150-200 m2 nie powinna pochłonąć więcej niż 80 tys. zł.

 – W przypadku lokalu w Siemiatyczach (120 m2) największym wydatkiem był zakup mebli – wspomina Piasecki.

Franczyza w sieci Kari opiera się na modelu depozytowym. To znaczy, że partner nie musi wykładać z własnej kieszeni pieniędzy na zakup towaru – ten do momentu nabycia go przez klienta pozostaje własnością franczyzodawcy. Partner zarabia natomiast na prowizji od sprzedanych produktów.

– Około 80 proc. sprzedawanych towarów stanowią buty. Nowy towar przyjeżdża co tydzień – tłumaczy  Piasecki.

Jego lokal działa od połowy lutego 2015 roku. Na zwrot zainwestowanych środków jest jeszcze za wcześnie, ale salon nie tylko zarabia na bieżące koszty działalności. Jak twierdzi właściciel, przynosi także godziwe zyski. W najbliższych miesiącach chce wesprzeć sprzedaż działaniami reklamowymi. Postawi szczególnie na ulotki i gazety z ogłoszeniami. Jako franczyzobiorca może też liczyć na organizowane centralnie promocje, o których informacje są regularnie umieszczane w mediach społecznościowych. Franczyzodawca Kari nawiązał współpracę z celebrytami: Agnieszką Włodarczyk i jej partnerem Mikołajem Krawczykiem, co również ma pomóc w zwiększeniu rozpoznawalności i promocji marki. Tej nigdy za wiele. Kari to sieć międzynarodowa, ale w Polsce ma kilkadziesiąt sklepów i spory potencjał rynku do zagospodarowania.