05.01.2012

Ekologiczna rewolucja

Coraz więcej Polaków chce się zdrowo odżywiać. Modzie na ekologię wychodzą naprzeciw sklepy spożywcze Żółty Cesarz.

Sklepy ze zdrową żywnością Żółty Cesarz swoją nazwę wzięły od legendarnego przywódcy Chin. Zgodnie z podaniami, historyczny monarcha miał położyć podwaliny pod chińską medycynę i akupunkturę, przypisuje mu się również stworzenie alfabetu. Odwołując się do mitu Żółtego Cesarza, firma Vega otworzyła w 2004 roku pierwszy sklep ze zdrową żywnością. Później dołączyły do niego kolejne, otwierane już przez franczyzobiorców. Dziś sieć liczy osiem placówek, dwie własne i sześć franczyzowych.

Klienci w sklepi Żółty Cesarz w Toruniu.

Dziś sieć Żółty Cesarz liczy osiem placówek: dwie własne i sześć franczyzowych.

- Za granicą rynek żywności ekologicznej rozwija się bardzo dynamicznie. Polskę również w najbliższym czasie czeka prawdziwa ekologiczna rewolucja, bo coraz więcej osób chce się zdrowo odżywiać. Jednak żeby odnieść sukces w tej branży, trzeba otworzyć sklep z duszą. Właściciel musi być zaangażowany w to co robi i wierzyć w słuszność idei, którą de facto sprzedaje. Wiarygodnym sprzedawcą zdrowej żywności nie będzie osoba, która pali jak smok i żywi się w fast foodach – mówi Agnieszka Olędzka, właścicielka sieci Żółty Cesarz.

Uruchomienie sklepu ze zdrową żywnością to inwestycja rzędu 70 tys. zł. Opłata za przystąpienie do sieci wynosi 8 tys. zł a składka na fundusz marketingowy to 300 zł miesięcznie. Sklepy Żółtego Cesarza mają od 60 do 100 m2, odpowiedniego lokalu franczyzobiorcy szukają samodzielnie.

- Naszych partnerów prowadzimy za rękę od pierwszego kroku, czyli decyzji o przystąpieniu do sieci. Oferujemy im projekt wystroju, opiekę w trakcie powstawania sklepu oraz doradztwo. Franczyzobiorcy zyskują również dostęp do produktów z naszym znakiem firmowym „Żółty Cesarz poleca”. Nasi partnerzy oraz ich pracownicy przechodzą szkolenia produktowe oraz z obsługi klienta – wymienia Olędzka.

(mak)