02.10.2012

Tonący franczyzy się chwyta

Bomi traci sieci Elde i Livio, a swoje delikatesy oddaje w ręce franczyzobiorców.

Agonia niegdyś spożywczego giganta Bomi trwa. Problemy finansowe skłoniły zarząd spółki do złożenia wniosku o upadłość z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Taki ruch miał dać im czas na uzdrowienie finansów spółki. Sąd przystał na propozycję, ale tylko w przypadku samego Bomi. Jego spółka zależna – Rabat Service, zarządzająca ponad 1,3 tys. franczyzowych sklepów Livio, eLDe i Rabat Pomorze, została skazana na likwidację.

Stoisko z owocami w sklepie Bomi.

Strata Bomi za 2011 rok przekroczyła 85 mln zł.

Decyzję sąd ogłosił 25 września. Nie wiadomo jeszcze, jaki los czeka franczyzobiorców tych marek. Wcześniej mówiło się, że Bomi, by ratować placówki pod własnym szyldem, będzie chciał sprzedać zależny Rabat Service. Był on bowiem jedyną częścią grupy, która w ubiegłym roku osiągnęła dodatni wynik finansowy. Skonsolidowana strata całej grupy Bomi przekroczyła natomiast 85 mln zł.

Wszystko wskazuje na to, że jedynym sposobem na ratowaniem upadającej spółki będzie franczyza. Pierwsze Bomi w tej formule zostało otwarte 12 września w gdańskim Centrum Handlowym Madison. Przedtem był tam sklep własny sieci, w którym pod koniec sierpnia półki świeciły już pustkami. Podobne zmiany własnościowe będą miały miejsce w innych placówkach w Trójmieście już na początku października. Dariusz Flisikowski, dyrektor franczyzowy Bomi, ma nadzieję, że przejście na franczyzę pozwoli podreperować zdruzgotane finanse firmy i zebrać kapitał na spłatę wierzycieli.

(gum)