26.06.2013

Naturalnie i po rebrandingu

Pod swoim nowym szyldem Be Natural chce w dwa lata otworzyć 10 franczyzowych delikatesów.

Be Natural, wcześniej działająca pod szyldem Bio i Eko, to sieć delikatesów oferujących produkty o naturalnym pochodzeniu. Asortyment jest szeroki – dominujący udział w strukturze sprzedaży mają artykuły spożywcze, ale największe marże zapewniają produkty dla dzieci, np. pieluszki. Franczyzodawczyni sieci, Monika Kosowska-Barglik, pytana o grupę docelową swoich sklepów, przyznaje, że zamiast słowa „klienci” woli używać terminu „pacjenci”.

Skelp Be Natural Fot. Be Natural

Licencja na biznes w sieci Be Natural kosztuje 10 tys. zł, a na pierwsze zatowarowanie przeznaczyć trzeba ok. 20 tys. zł.

- Wiele osób przychodzi do nas prosto od lekarza, z wynikami badań, z których wynika, że ze względu np. na alergię bądź inne schorzenie dana osoba będzie musiała całkowicie zmienić nawyki żywieniowe – tłumaczy. - Wówczas rolą pracowników Be Natural jest dostarczyć im wiedzy na temat właściwych dla nich produktów. Również ze względu na to korzystamy z usług dyplomowanego dietetyka, który doradza w naszej centrali.

Obecnie w sieci działają dwa sklepy własne i jeden franczyzowy. Ponadto franczyzodawca Be Natural zaopatruje w towar kilkaset sklepów w całej Polsce. Plany otwarć na następne dwa lata przewidują uruchomienie 10 placówek franczyzowych i 2-3 punkty własne.

- Myślę, że to realny cel, choćby ze względu na obiecujący wzrost obrotów. Sprzedaż rośnie z miesiąca na miesiąc w tempie 20-30 proc. – przyznaje Kosowska-Barglik.

Stawia na rozwój w centrach dużych miast, ale poza galeriami handlowymi, gdzie konkurencja jest duża.
- Otwierając sklep przez pierwszy okres staramy się dobrać odpowiedni model zatowarowania – sprawdzić, jaki asortyment ma największe wzięcie. Placówka powinna zacząć zarabiać na bieżące koszty po 3 miesiącach, a po 3 kwartałach mieć na półkach już docelowy asortyment. Po roku można liczyć na całkowity zwrot zainwestowanych kosztów – twierdzi franczyzodawczyni.

(gum)