01.02.2016

Podatkiem w sieci handlowe i franczyzę

Dotarliśmy do rządowego projektu podatku od sprzedaży detalicznej. Spełniły się najgorsze przewidywania: opodatkowane mają być zarówno sieci handlowe oraz franczyzowe.

25 stycznia Minister Finansów poinformował, że przesłał do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów projekt ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej. Sam projekt nie został jednak zamieszczony ani na stronach ministerstwa finansów ani na stronach kancelarii premiera. W sieci pojawił się projekt przypisywany Ministerstwu Finansów:

Poznaj projekt Ministerstwa Finansów ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej [PDF]

Opodatkowane mają być wszystkie sieci handlowe osiągające przychody ze sprzedaży na poziomie powyżej 1,5 mln zł miesięcznie z wyłączeniem sprzedaży leków i wyrobów medycznych. W projekcie ustawy nie ma jednak rozróżnienia pomiędzy sieciami sklepów własnych, a franczyzowymi – zostały potraktowane w ten sam sposób. Sama procedura naliczania podatku wydaje się natomiast dość skomplikowana.

W ustawie zawarto definicję franczyzodawcy, w myśl której jest to podmiot, który „bezpośrednio lub za pośrednictwem innych podmiotów zobowiązuje się lub upoważnia sprzedawców detalicznych do korzystania z marki handlowej”. Sieć handlową stanowi natomiast „grupa podmiotów, w skład której wchodzą: franczyzodawca oraz sprzedawcy detaliczni upoważnieni lub zobowiązani do korzystania marki handlowej przez franczyzodawcę”. Obie definicje budzą spore wątpliwości. Przede wszystkim, błędem jest zrównanie franczyzodawcy z dostawcą znaku towarowego. Dawca licencji umożliwia nie tylko korzystanie z rozpoznawalnej marki, ale też daje dostęp do preferencyjnych warunków zakupu towaru, szkoleń i własnego know-how biznesowego. Mówiąc wprost, franczyza to więcej niż marka. Poza tym, jesli czytać ustawę dosłownie, to np. Biedronka jest siecią handlową, bo tworzą ją sprzedawcy detaliczni – „jednostki organizacyjne”, czyli dyskonty Biedronka, oraz Jeronimo Martins – czyli... franczyzodawca. A przecież Biedronka to sieć dyskontów własnych, nie ma nic wspólnego z udzielaniem licencji na biznes.    

Zgodnie z ustawą podatkiem miałyby być obłożone sieci handlowe oraz sprzedawcy detaliczni nie należący do sieci. Podstawą opodatkowania jest wszystko, co stanowi zapłatę, którą podatnik otrzymał lub miał otrzymać od konsumenta z tytułu ceny sprzedaży detalicznej”. Przychody miesięczne do 1,5 mln zł są z podatku zwolnione, do wartości 0,3 mld zł stawka wynosi 0,7 proc., a powyżej 0,3 mld zł – 1,7 proc. Widełki te dotyczą jedynie dni powszednich – w weekendy i święta przychód opodatkowany jest stawką 1,9 proc.

Fakt, że tego projektu nie ma na stronach Ministerstwa Finansów może oznaczać, że minister ma świadomość niedociągnięć i być może z części postanowień się wycofa.

Problem powstaje wówczas, gdy przyjrzymy się sposobowi poboru podatku. Sprzedawca detaliczny działający poza siecią sam nalicza podatek, składa deklarację i płaci daninę do 25 dnia następnego miesiąca. W przypadku sieci podatek nalicza i odprowadza franczyzodawca. Kłopot w tym, że na rynku działa wielu franczyzodawców, którzy nie są jedynymi dostawcami towaru do sklepów swoich franczyzobiorców. Na tę kwestię zwraca uwagę Maciej Golnowski, kierownik ds. franczyzy sieci Piwiarnia Warki.

– W Piwiarniach ma być nasze piwo, a gdzie zostało kupione – to jest nam wszystko jedno. Całą resztę właściciel piwiarni kupuje, gdzie chce. My nie mamy nawet centralnego systemu raportowania. Nie wiemy co i gdzie kupuje, i za ile sprzedaje restaurator. W  świetle tej ustawy, będziemy musieli płacić podatek od przychodów od których nie mamy zysku – tłumaczy menedżer.

Największy sprzeciw organizacji branżowych wynika z faktu, że nowa konstrukcja podatkowa uderza w małe sklepy, które miała chronić. W myśl ustawy zapłacą one podatek za to, że wspólnie generują obrót przekraczający ustalone widełki. Definicja sieci pozwala je potraktować na równi z sieciami supermarketów własnych i dyskontów, a później obciążyć je tą samą stawką, co placówki handlowe należące do zagranicznych koncernów. A to przed nimi ustawa miała w założeniu chronić małych graczy, którzy szukając dodatkowych przewag konkurencyjnych zrzeszają się w sieciach franczyzowych.

Minister Finansów chwali się, że ustawa pomoże rozwinąć polski handel detaliczny. Niestety, przy przyjętych założeniach, będzie to ustawa ograniczająca rozwój franczyzy. Lidla czy Biedronki specjalnie nie dotknie, bo są to mocne i rozwinięte przedsiębiorstwa. Ofiarami stanie się tysiące polskich przedsiębiorców postawionych przed dylematem: uczestniczyć w porozumieniach unowocześniających funkcjonowanie ich sklepów, ale wówczas płacić podatek dla "hipermarketów", czy też wrócić do działania na własną rękę i polec w walce z dyskontami...

Osobiście oceniam projekt jako niezgodny z zasadami konkurencji obowiązującymi w Unii Europejskiej. Chodzi w szczególności o zasadę równego traktowania wszystkich przedsiębiorców oraz zakaz ograniczania handlu pomiędzy krajami (art. 12 projektu ustawy).

Na koniec, wyjątkowo nieprecyzyjna jest definicja sprzedaży detalicznej i towaru. Zgodnie z projektem wiemy tylko, że nie są to posiłki przygotowane przez sprzedającego. Ale jak tylko do posiłku sprzedający dołączy napój ... to od razu zostanie zagranicznym hipermarketem.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Michał Wiśniewski

doradca we franczyzie
Napisz do autora